Policja po pościgu pod Warszawą. "Nie ma mowy o pomyłce"

Warszawa

O karach za niezatrzymanieTVN24
wideo 2/4

- Mamy do czynienia z potrąceniem policjanta. To chyba dla każdego logicznie myślącego oznacza, że ten mężczyzna liczył się z tym, że może zabić - mówił na antenie TVN24 rzecznik Komendy Głównej Policji. Wyjaśniał też procedury, jakie zostały zastosowane podczas pościgu pod Warszawą.

O akcji pisaliśmy w niedzielę. Uciekający mężczyzna taranował radiowozy, policjanci zaczęli strzelać. W końcu wjechał w ślepą uliczkę w Nadarzynie i uderzył w drzewo. Ścigany zmarł w szpitalu. W czasie akcji ranni zostali czterej funkcjonariusze.

Jak powiedział w poniedziałek w TVN24 Mariusz Ciarka, rzecznik KGP, policjanci wyszli już ze szpitala.

5 lat za niezatrzymanie

Odniósł się też do samej akcji. Przypomniał, że niezatrzymanie się do kontroli to przestępstwo, za które grozi do pięciu lat więzienia. I zaznaczył, że pościg pod Warszawą miał bardzo dynamiczny charakter, ponieważ odbywał się wąskimi ulicami.- Był bardzo trudny również dla policjantów. Z założenia posiadają predyspozycje lepsze niż przeciętny kierujący. Ci policjanci przechodzą specjalne testy, aby otrzymać świadectwo kwalifikacji uprawniające do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi - podkreślił Ciarka.Podczas akcji funkcjonariusze użyli też kolczatki. - Przekazywali radiostacją komunikaty, gdzie ucieka ten mężczyzna, włączały się kolejne radiowozy. Mężczyzna wiedział, że ucieka przed policją. Nie ma mowy o pomyłce. Nasze wstępne ustalenia wskazują, że policjanci nie popełnili żadnych błędów - zaznaczył Ciarka.

"Zdecydował się staranować auto"

Dodał, że funkcjonariusze mogą użyć broni w sytuacjach zagrożenia ich życia lub zdrowia, ale nie tylko. - Kiedy mamy do czynienia z potrąceniem policjanta, staranowaniem radiowozu, to chyba dla każdego logicznie myślącego oznacza, że ten mężczyzna liczył się z tym, że może zabić, rozjechać – powiedział rzecznik KGP.Gdy ścigany wjechał w ślepą uliczkę, wydawało się, że się podda, ponieważ miał zabarykadowany przejazd. - Niestety ten mężczyzna, wielokrotnie notowany przez nas za kradzieże i rozboje, zdecydował się staranować auto – relacjonował Ciarka.ran/r