Policja: były podstawy do użycia środków przymusu. Szefowa MSW żąda wyjaśnień

Warszawa

TVN24Ministerstwo o sprawie Wiplera

Stołeczna policja odpowiedziała na nagranie, na którym widać ubiegłoroczne zajście z Przemysławem Wiplerem przed jednym z warszawskich klubów. Zdaniem funkcjonariuszy, zachowanie posła "wyczerpywało znamiona biernego i czynnego oporu" i dawało podstawy do użycia środków przymusu bezpośredniego. Jednak wyjaśnień od policji zażądała minister spraw wewnętrznych.

- Minister Teresa Piotrowska zażądała od policji tych informacji, które po zdarzeniu, otrzymał ówczesny szef SW (Bartłomiej Sienkiewicz - PAP). Będzie je analizować, po zapoznaniu się z nimi, będzie mogła mówić o szczegółach - powiedziała PAP rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak. Dodała, że chodzi o informacje dotyczące "całego przebiegu zdarzenia".

Ministerstwo zastrzega, że nie chodzi o żadne nowe informacje. W rozmowie z TVN24 rzeczniczka dodała także, że to prokuratura prowadzi to postępowanie i zgromadziła bardzo obszerny materiał dowodowy. - Pamiętajmy również o tym, że zarzuty ma dzisiaj poseł Wipler, nie policja - dodała.

W czwartek oświadczenie w sprawie zajścia z Przemysławem Wiplerem, do którego doszło w październiku 2013 roku, wydała stołeczna policja (to odpowiedź na film z całej sytuacji, który pokazała w czwartek stacja TVN24).

- W oparciu o zebrane materiały dowodowe prokuratura jednoznacznie stwierdza, że jest podstawa do przedstawienia Przemysławowi Wiplerowi zarzutów karnych. Tutaj w ocenie prokuratury nie było żadnych wątpliwości - powiedział w trakcie konferencji Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji.

Prokuratura dostała nagrania

Jak dodał, policjanci w momencie prowadzenia czynności związanych z tą interwencją i późniejszych - w trakcie zbierania materiału dowodowego - zabezpieczyli nagrania z pięciu kamer na ulicy Mazowieckiej, z monitoringu z izby wytrzeźwień oraz w jednostce policji. - Całość tych nagrań, kompletny materiał dowodowy, który dodatkowo był uzupełniony o zeznania bezstronnych świadków, został przekazany do prokuratury. To co państwo dzisiaj oglądacie, to nie jest pełny przebieg interwencji. To jest wycinek z nie wszystkich kamer, zawierający tylko pewne, wybrane sceny. Nie mówię tutaj o manipulacji. Mówię tylko, że nagranie nie jest pełne - powiedział rzecznik.

Mrozek poinformował także, że nie ma możliwości, żeby cały materiał został upubliczniony. - Nie chcemy być sędzią we własnej sprawie. Kto tutaj ma rację, rozstrzygnie sąd - tłumaczył rzecznik

Na pytanie o długość interwencji, policjant wyjaśnił, że każda przebiega bardzo różnie. - Z różnymi osobami mamy do czynienia, bardzo różnie te osoby się zachowują, są mniej lub bardziej agresywne, mniej lub bardziej pobudzone i ten czas obezwładnienia nigdy nie będzie taki sam. Nigdy nie będą to 2-3 sekundy i takiego założenia nie możemy przyjmować - dodał rzecznik.

Według policjanta, zachowanie Przemysława Wiplera wyczerpywało znamiona biernego i czynnego oporu. - Oznacza to, że policjanci mogą użyć środków przymusu bezpośredniego w postaci pałki służbowej, w postaci gazu pieprzowego i oczywiście siły fizycznej - powiedział Mrozek.

Policja ws. nagrania
fot. nagranie / film:TVN24

Na pytanie, czy Wipler pierwszy użył siły fizycznej, Mrozek odpowiedział, że o tym rozstrzygnie sąd. - Jednocześnie chcę podkreślić, że prokurator oceniał ten materiał dowodowy pod kątem działania policji i tutaj nie ma żadnych zarzutów sformułowanych w stosunku do policjantów. Ja o wyrok sądu jestem spokojny - dodał Mrozek.

- Poseł mówi, ze był bity pięścią po twarzy. Policja może w ten sposób reagować? - zapytał dziennikarz TVN24. – To jest relacja pana posła i z informacji, które ja posiadam w materiale dowodowym zabezpieczonych nagraniach monitoringu, w relacji świadków nie znajduje ona potwierdzenia - odpowiedział Mrozek.

"Miał możliwość złożenia zeznań, ale z takiej możliwości zrezygnował"

Dodał także, że zarówno na etapie czynności prowadzonych przez policję, jak i tych wykonywanych przez prokuraturę, a później na etapie postępowania sądowego, można złożyć zażalenie na sposób przeprowadzania interwencji przez policjantów. - Takie coś do tej pory nie zostało zrobione. I to też na pewno tutaj o czymś świadczy - skomentował policjant

Powiedział także, ze poseł miał możliwość złożenia zeznań, ale z takiej możliwości zrezygnował.

Policjanci rozważali ujawnienie materiału z monitoringu. - Rozumiemy jednak, jaki cel dowodowy przyświecał śledczym prokuratury, która była gospodarzem tego postępowania. Ujawnienie przez policję jakichkolwiek materiałów dowodowych bez zgody prokuratury byłoby łamaniem obowiązującego prawa - wyjaśnił policjant.

Zajście na Mazowieckiej

TVN24 uzyskała nagranie mające pokazywać zajście sprzed roku z udziałem posła Przemysława Wiplera (nie jest potwierdzona jego autentyczność).

Nagranie nie ma dźwięku. Widać na nim m.in., jak radiowóz na sygnale podjeżdża do dwóch stojących na ulicy przed klubem mężczyzn. Wipler, który siedział na murku i widział całe zajście, podchodzi do radiowozu i zaczyna rozmawiać z policjantami. Nie wiadomo, co mówi, ale kilkanaście sekund później zaczyna się przepychanka, polityk szarpie się z mundurowym, a ten pryska mu w twarz gazem. Następnie pojawia się drugi funkcjonariusz - kobieta.

Razem przewracają posła na ziemię i próbują go skuć. Poseł się wyrywa, wierzga nogami, policjanci uderzają go pałką.

Śledczy zarzucili Wiplerowi, że popełnił dwa czyny: zmuszał przemocą funkcjonariuszy policji do zaniechania prawnej czynności służbowej, naruszając jednocześnie ich nietykalność cielesną oraz "znieważał dwóch funkcjonariuszy słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych".

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.W uzasadnieniu napisano m.in., że poseł poruszał się "chwiejnym krokiem", porozumiewał się "bełkotliwą mowę", kopał funkcjonariuszy, szarpał za mundur.

Nagranie

KSP/PAP/su/ran