Policja bada sprawę ataku przy Sejmie. "Dostałem strzał w twarz"

Warszawa

Mężczyzna o pobiciuTVN24
wideo 2/2

Śródmiejska policja bada okoliczności nocnego napadu na namiot stowarzyszenia protestującego przed Sejmem. Jak relacjonuje Maciej Bajkowski, jeden z protestujących, zabrano mu saszetkę z pieniędzmi i został pobity.

Według relacji pokrzywdzonego, do zdarzenia doszło na terenie miasteczka namiotowego przy siedzibie parlamentu. Protestują tam Obywatele Solidarni w Akcji, którzy piszą na swojej stronie internetowej, że są lojalni "wobec obowiązującej Konstytucji, z której wywodzimy podstawowe prawa obywatelskie, przede wszystkim zaś - ludzkie".

"Poczułem szarpnięcie"

Według informacji Macieja Bajkowskiego, do całej sytuacji doszło po godzinie 2.30. Do namiotu znajdującego się przy chodniku, wszedł napastnik i wyrwał saszetkę z pieniędzmi.

- Poczułem szarpnięcie, ktoś mi wyrwał saszetkę z pieniędzmi, którą miałem zapiętą wokół brzucha. Poderwałem się, żeby bronić, w tym momencie dostałem strzał w twarz. Mimo wszystko poderwałem się, by gonić za napastnikiem, napastnikami. Nie wiem, ilu ich było, nie jestem w stanie powiedzieć - mówi Bajkowski.

Według niego w saszetce było kilka tysięcy złotych - to pieniądze stowarzyszenia jak i jego prywatne. Bajkowski podaje, że nie wie, kim mógł być napastnik.

Reporterka TVN24 Ewa Paluszkiewicz relacjonowała, że na twarzy mężczyzny widać obrażenia.

"Zabezpieczyliśmy ślady"

Bajkowski podaje, że policja pojawiła się na miejscu w ciągu kilkunastu minut.

- Z tego, co wiemy, do zdarzenia doszło około godziny 2.40, natomiast pokrzywdzony poinformował nas o tym dopiero po 20 minutach. Poinformował o tym patrol, który pełnił służbę w tym momencie w pobliżu centrum miasteczka namiotowego - mówi Robert Szumiata ze śródmiejskiej komendy. - Dokonaliśmy oględzin miejsca zdarzenia, zabezpieczyliśmy ślady i monitoring. Będziemy teraz wykonywać wszystkie czynności, które pozwolą nam ustalić dane personalne sprawcy lub sprawców i ich zatrzymać - zapewnia.

Jak podaje reporterka TVN24, Stowarzyszenie twierdzi, że to "czwarta sytuacja, podczas której zostali zaatakowani".

ran/pm