Podwale i Miodowa wypadną z rejestru? Deweloper walczy, konserwator broni

Warszawa

tvnwarszawa.plWalka o zabytkowe ulice

Inwestor biurowca przy placu Zamkowym chce, by Podwale, Senatorska i Miodowa zostały wykreślone z rejestru zabytków. Na razie sąd administracyjny nie podzielił jego argumentów. A stołeczny konserwator zabytków alarmuje: to byłaby dewastacja historycznego centrum miasta!

Wniosek o unieważnienie decyzji o objęciu ochroną konserwatorską tych trzech ulic złożyła do ministerstwa kultury spółka Senatorska Investment. Resort powiedział "nie", a sprawą zajmuje się teraz Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Koszt wycięcia drzew

Jak podała w ostatnich dniach "Gazeta Stołeczna", WSA podtrzymał decyzję ministerstwa w sprawie Miodowej i Podwala. Toczy się batalia o Senatorską.

Dlaczego deweloper chce wykreślenia ulic z rejestru? Według przedstawiciela Senatorskiej, chodzi o zieleń. Firma należy do Macieja Marcinkowskiego, który jest znany ze skupowania roszczeń do nieruchomości. Jedną z nich jest ta otoczona właśnie ulicami Podwale, Senatorską i Miodową, na której niedawno stanął budzący kontrowersje biurowiec.

Zanim jeszcze budynek powstał, deweloper wyciął rosnące tu drzewa i krzewy. Jak przypomina "Stołeczna", zrobił to legalnie, zapłacił miastu 200 tys. zł. Ale stołeczny konserwator zażądał dwa razy więcej, bo na terenach objętych ochroną naliczą się większe opłaty.

W tym wypadku chodzi o założenie urbanistyczne ulic Podwale, Senatorskiej i Miodowej, wpisanych do rejestru w 1965 r. Mecenas reprezentujący Marcinkowskiego przekonuje, że nie można pobierać podwójnej opłaty. Jego zdaniem wpisu dokonano "z rażącym naruszeniem prawa".

- Przeszukałem archiwa, przejrzałem akta i nie znalazłem żadnych informacji, jaki teren został objęty wpisem do rejestru. Czy jest to ulica tylko do krawężników, czy razem z chodnikami, czy może też z działkami po obu stronach ulicy? Konserwator mnie przekonuje, że nasz teren jest wpisany do rejestru, ale nie potrafi tego wykazać w dokumentach – mówił na łamach "Stołecznej" Andrzej Muszyński.

Jeszcze w 2015 roku minister kultury odmówił stwierdzenia nieważności wpisu. Stwierdził między innymi, że przepisy ustawy z 1962 roku "nie określały treści decyzji o wpisie dobra kultury do rejestru zabytków, a w szczególności nie przewidywały obowiązku sporządzenia załącznika graficznego do takiej decyzji, również w sytuacji, gdy przedmiotem wpisu do rejestru zabytków był dany teren".

"Niebezpieczny precedens"

Tymczasem pełniący obowiązki stołecznego konserwatora zabytków Michał Krasucki alarmuje, że skreślenie z rejestru Podwala, Miodowej i Senatorskiej byłoby brzemienne w skutkach.

"Decyzje o wpisie do rejestru wydawane w latach 60. (szczególnie płodny był rok 1965) nie posiadały załączników graficznych. Wówczas te załączniki nie były niezbędne. Jak do rejestru zabytków wpisany był układ placu, albo ulicy oczywiste było, że dotyczy to także obrzeżnej zabudowy, a nie tylko samej jezdni i krawężników. W taki sposób w samej tylko Warszawie wpisano dziesiątki ulic, placów, skwerów. W skali kraju ta liczba wzrasta już dramatycznie" – argumentuje na Facebooku Krasucki.

Jego zdaniem zdjęcie ochrony z tych ulic mogłoby prowadzić do niebezpiecznego precedensu. "Do lawinowo składanych wniosków o unieważnienie decyzji rejestrowych wydawanych w tym okresie i w konsekwencji spowodować chaos w ochronie dziedzictwa kulturowego nie tylko Warszawy, ale i kraju" – przekonuje.

TAK WYGLĄDAŁY PROTESTY W ZWIĄZKU Z BUDOWĄ BIUROWCA PRZY PLACU ZAMKOWYM:

Mówią Jan Śpiewak i Tomasz Lec
Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.pl

ran/r