Podpalacz z Przasnyskiej wyszedł z aresztu kilka dni wcześniej

Warszawa

kspTomasz M. został tymczasowo aresztowany

Mężczyzna, który podpalił mieszkanie swojej konkubiny, był wcześniej notowany za jej nękanie. Pożar wzniecił kilka dni po wyjściu z aresztu. Przez ten czas, kilka razy wzywano do niego policję. Nie został zatrzymany, bo gdy mundurowi dojeżdżali... nie było go na miejscu.

- Mieszkańcy dobrze znają tego mężczyznę, ciągle nas nachodził. Ten facet wielokrotnie niszczył samochody i domofony – napisał Michał, jeden z mieszkańców bloku, w którym podpalono mieszkanie.

Jak dodał, kilka godzin przed pożarem mężczyzna groził swojej byłej konkubinie.

- Policja wiedziała o groźbach, była tego dnia w bloku, była powiadamiana, stały patrole – sprecyzował mieszkaniec.

"Nie było go na miejscu"

Tomasz M. rzeczywiście jest dobrze znany policji. Pod koniec ubiegłego roku jego była konkubina zgłosiła, że M. notorycznie nachodzi ją i jej córki.

Policja udało się wtedy przedstawić 52-latkowi zarzut stalkingu (uporczywego nękania). Sąd zastosował tymczasowy areszt. Mężczyzna wyszedł z niego na początku marca - tym razem sąd nie zgodził się na przedłużenie aresztu. Uznał, że wystarczy jedynie dozór policyjny.

Pierwsze kroki mężczyzna skierował właśnie na Przasnyską, gdzie mieszka jego była partnerka. W ciągu kilku kolejnych dni nachodził ją cztery razy. – Za każdym razem, kiedy pojawialiśmy się na miejscu, mężczyzny już nie było – tłumaczy Elwira Brzostowska z żoliborskiej komendy.

10 marca Tomasz M. znów pojawił się na Przasnyskiej. Kobieta nie wpuściła go do mieszkania. Wrócił w nocy i podpalił drzwi. Chwilę później doszło do wybuchu oparów cieczy, której M. użył do podpalenia. Jako pierwsi na miejsce przybyli policjanci, którzy wyważyli drzwi i wyprowadzili rodzinę z płonącego mieszkania. Cała piątka trafiła do szpitala.

Złapany kilka godzin później

Tym razem policja nie miała problemu ze znalezieniem podejrzanego. Tomasza M. udało się zatrzymać już następnego dnia, 11 marca. Prokurator przedstawił mu zarzut kierowania gróźb karalnych, podpalenia mieszkania i spowodowania pożaru oraz narażenia pięciu osób na utratę życia lub zdrowia.

Sąd podjął decyzję o tymczasowym areszcie 52-latka. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Spalone mieszkanie na Żoliborzu
Tomasz Zieliński /tvnwarszawa.pl

bf/roody