Poczet najmłodszych burmistrzów

TVN Warszawa

UM, archiwum tvnwarszawa.plNajmłodsi burmistrzowie stolicy w ostatnich latach

30-letni Wojciech Zabłocki wybrany w poniedziałek na burmistrza Pragi Północ to nie pierwszy polityk, który zaczyna kierować dzielnicą w tak młodym wieku. Przypominamy sylwetki kilku z nich. Byli młodzi, zdolni i ambitni, jak potoczyły się ich kariery?

Nasz przegląd obejmuje okres od 2002 roku. To wtedy weszła w życia nowelizacja ustawy warszawskiej, która powoływała do życia dzielnice. Na czele każdej z nich stanął burmistrz.

Burmistrz co nie widział biedy

Najmłodszym burmistrzem w najnowszej historii Warszawy był Wojciech Bartelski, który zaczął rządzić Śródmieściem w wieku 29 lat. Wybrany w 2006 roku Bartelski słynął z przywiązania do neoliberalnych dogmatów, które wygłaszał prosto z mostu. "Nagrabił" tym sobie w środowisku aktywistów miejskich, którzy do dziś wypominają mu, że w miejscu baru mlecznego Prasowy widział drogą restaurację (nie chciał, aby było "tanio i przaśnie"). Ostatecznie uległ i dzielnica ogłosiła konkurs profilowany, w wyniku którego "mleczniak" wrócił na Marszałkowską, ale wypowiedziane w głośnym wywiadzie dla tvnwarszawa.pl zdania ciągną się za nim go dziś.

Bartelski sam przyznawał, że nie ma w nim wrażliwości społecznej. – Mam ogromną wrażliwość na pieniądze podatnika, a mniejszą na rozdawnictwo – mówił naszemu dziennikarzowi. Przekonywał, że w stolicy "nie ma biedy". Wyznawał zasadę, że samorząd nie jest od tego, aby "dawać", ale po to, by zapewnić mieszkańcom za ich podatki dobrą infrastrukturę i wysoką jakość usług miejskich.

Funkcję burmistrza pełnił przez 8 lat (do 2014 roku). Dziś jest radnym sejmiku województwa mazowieckiego (wybranym z list Platformy Obywatelskiej).

Kariera przerwana na rowerze

Kolejnym politykiem, który w bardzo młodym wieku zaczął samorządową karierę był Adam Grzegrzółka. Mając 27 lat został wiceburmistrzem Pragi Południe, gdzie urzędował przez 6 lat. Stąd został przeniesiony na Białołękę, tym razem na stanowisko burmistrza. Swoja aktywnością szybko zaskarbił sobie szacunek mieszkańców i zaufanie radnych.

Błyskotliwą karierę przerwał głupi wybryk. Policja przyłapała go podczas jazdy na miejskim rowerze po alkoholu. Grzegrzółka zachował się honorowo - przyznał do błędu i ustąpił z funkcji burmistrza. Po zapłaceniu kary (sąd skazał go na 800 zł grzywny), uznał, że ma czyste konto i może wrócić do samorządu. Hanna Gronkiewicz-Waltz zatrudniła go na stanowisko wicedyrektora Centrum Komunikacji Społecznej.

Bohaterowie "afery bemowskiej"

Bodaj najbardziej znanym z naszej krótkiej listy jest Jarosław Dąbrowski. Na czele bemowskiego zarządu stanął w 2006 roku, w wieku 31 lat. Medialny i energiczny dał się poznać jako sprawny organizator. Pierwszy w mieście uruchomił dzielnicowy bezprzewodowy internet i sieć publicznych rowerów Bemowo Bike. Cieszył się popularnością mieszkańców, miał też dobre notowania u Hanny Gronkiewicz-Waltz, która w 2013 roku awansowała go na swojego zastępcę (przymykając oko na nieprawidłowości przy przydziale mieszkań komunalnych).

Rozwijającą się karierę niespodziewanie przerwała tzw. afera bemowska. Polityk PO i jego ludzie zostali oskarżeni o szereg nieprawidłowości: nepotyzm, mobbing czy fałszowanie dokumentów. Wiceprezydent podał się do dymisji, choć nie przyznał się do winy. Przekonywał jednak, że "nie da się zgrillować" i głośno zapowiadał powrót. Jak powiedział, tak zrobił. W ostatnich wyborach stanął na czele własnego komitetu "Dla Bemowa". Zdobył 9 mandatów w radzie, a sam został jej przewodniczącym.

A skoro już jesteśmy na Bemowie, wspomnijmy Krzysztofa Zygrzaka. To jeden z najbliższych współpracowników Dąbrowskiego. Polityczne doświadczenie zdobywał pod jego okiem, najpierw jako rzecznik prasowy, a potem zastępca.

Po wyborach samorządowych w grudniu 2014 roku wybrano go burmistrzem (miał wówczas 30 lat), ale prezydent stolicy nie uznała decyzji radnych i wysłała do urzędu swoich komisarzy. Rozpoczęło to wielomiesięczne przepychanki na linii ratusz – Bemowo. Zygrzak uparcie przekonywał, że pani prezydent łamie prawo. Posunął się nawet do zawieszenia przed wejściem do urzędu wielkich portretów Hanny Gronkiewicz-Waltz i Władimira Putina opatrzonych tekstem "Putin Warszawy".

Był burmistrzem, został ministrem

Naszą listę najmłodszych burmistrzów zamyka Ludwik Rakowski (PO) stojący na czele zarządu dzielnicy Wilanów. Kiedy po raz pierwszy objął to stanowisko w 2006 roku miał zaledwie 31 lat. Po dwóch latach zmienił jednak urząd w Wilanowie na urząd marszałkowski, zajmując stanowisko wicemarszałka województwa.

Do Wilanowa szybko powrócił. W 2010 roku mająca samodzielną większość w dzielnicy Platforma ponownie wybrała go na burmistrza, co powtórzyło się cztery lata później. Funkcję burmistrza łączy z mandatem radnego sejmiku województwa mazowieckiego.

Pisząc o młodych burmistrzach trzeba też wspomnieć 32-letniego (w dniu wyboru) Wojciecha Dąbrowskiego (PiS) z Żoliborza, a także 33-letnich burmistrzów: Włoch - Michała Wąsowicza z PiS i Bemowa - Krzysztofa Strzałkowskiego z PO (dziś na czele zarządu Woli).

35 lat w dniu wyboru na stanowisko mieli natomiast Piotr Guział (jako przedstawiciel Naszego Ursynowa), który obecnie jest radnym miasta (Warszawska Wspólnota Samorządowa) i Mariusz Błaszczak (PiS). Dziś niewielu pamięta, że obecny minister spraw wewnętrznych w rządzie Beaty Szydło w roku 2004 roku został burmistrzem Śródmieścia.

Czytaj także o najmłodszych radnych Warszawy. W 2014 wybrano m.in: 19-letniego Krzysztofa Bosaka:

Mówi Krzysztof Bosak, radny PiS
Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl

Karolina Wiśniewska