PO na Białołęce nie składa broni. Podważa decyzję wojewody z PiS

Warszawa

| Cezary P / Wikipedia (cc by sa 3.0)Konflikt na Białołęce

Zaostrza się konflikt polityczny na Białołęce. W poniedziałek wojewoda mazowiecki uznał, że przewodniczącym rady dzielnicy jest Wiktor Klimiuk z PiS. Ale obecne władze z PO nie zamierzają się do jego decyzji stosować. Podpierają się własną opinią prawną.

W poniedziałek wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera (PiS) wszczął postępowanie nadzorcze i wstrzymał uchwałę Rady Warszawy, która unieważniała wybór Klimiuka na przewodniczącego i odwołanie Anny Majchrzak (PO) z tej samej funkcji. W związku z tym polityk zażądał wydania mu pieczątki, wzoru dokumentów i klucza do pokoju przewodniczącego. Ale został odprawiony z kwitkiem. Burmistrz Piotr Jaworski stwierdził, że pisma nie zna i wyprosił go z gabinetu.

Z wizytą u burmistrza Jaworskiego
tvnwarszawa.pl

"Nie wywołuje skutków prawnych"

W czwartek przesłał radnym opinię prawą prof. Adama Jaroszyńskiego. Jest bardzo krótka, dlatego cytujemy ją w całości:

Z treści uchwał Rady m. st. Warszawy z dnia 14 stycznia 2016 r., objętych postępowaniem nadzorczym prowadzonym przez Wojewodę Mazowieckiego, wynika, że weszły one w życie z dniem podjęcia. Z tym dniem zostały zatem wyeliminowane z obrotu prawnego stosowne uchwały Rady Dzielnicy Białołęka. W konsekwencji, radna Anna Majchrzak nadal pełni funkcję przewodniczącego Rady Dzielnicy Białołęka.

Natomiast wstrzymanie wykonania uchwał Rady m. st. Warszawy przez Wojewodę Mazowieckiego nie wywołuje skutków prawnych, ponieważ w tej sytuacji jest bezprzedmiotowe, chyba że wstrzymanie wykonania uchwał nastąpiło w dniu 14 stycznia.

Rok więzienia za podszywanie się

W towarzyszącym opinii piśmie Piotr Jaworski ostrzegł, że uchwały podejmowane na sesjach pod przewodnictwem Wiktora Klimiuka "z dużym prawdopodobieństwem mogą być obarczone nieważnością". Przypomniał także, że prof. Jaroszyński pełni funkcje doradcze dla ratusza od czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Z kolei w liście do samego Klimiuka przypomina mu, że zgodnie z art. 227 kodeksu karnego kto podszywa się pod funkcjonariusza publicznego może trafić nawet na rok do więzienia. Ostrzega go, że dalsze "podawanie się za przewodniczącego i zastraszanie będzie miało konsekwencje prawne".

"Wtargnął i zamknął się od środka"

Anna Majchrzak (którą PiS-owscy radni oraz ich sojusznicy uważają za byłą przewodniczącą) zapewnia nas, że wciąż jest przewodniczącą. - Czuję się związana przepisami prawa, a więc uchwałami rady m.st. Warszawy z 14 stycznia br. oraz opinią prawną, którą w trybie nadzoru prezydenta nad jednostkami pomocniczymi otrzymał burmistrz Piotr Jaworski – oświadczyła Majchrzak.

Wyjaśniła też, dlaczego w biurze rady nie było klucza, którego do pokoju domagał się Klimiuk. – Ma to związek z panem radnym Klimiukiem, który po jednej z sesji wtargnął do mojego pokoju, zamknął się od środka i zaczął parafować umowy adresowane do mnie, choć nie był do tego upoważniony. Robił sobie zdjęcia za biurkiem, potem wrzucił je na Facebooka – opowiada. – A pieczątka? Nie wiem po co mu pieczątka z moim imieniem i nazwiskiem. Jeśli mu na niej zależy, to mogę oddać – żartuje przewodnicząca.

Konflikt na Białołęce rozpoczął się, kiedy w radzie dzielnicy utworzyła się nowa koalicja radnych PiS i niezależnych, którzy wcześniej rządzili z PO.

bako