PiS i PO oskarżają się o "prowokację przed pałacem"

Warszawa

| Adrian Grycuk CC BY-SA Wikipedia, Bartłomiej Zborowski/PAPfot

PiS i PO wzajemnie oskarżają się o prowokację przed Pałacem Prezydenckim w czasie obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej. Zdaniem radnych PiS "pancerne płoty" i "tysiące funkcjonariuszy" 10 kwietnia miały podgrzać atmosferę. Platforma dyskutować o tym na sesji rady miasta nie chciała. Tymczasem prezydent Warszawy w TVN24 mówiła, że jej zdaniem jeśli ktoś tego dnia prowokował, to PiS.

Radni PiS domagali się wprowadzenia do porządku obrad dzisiejszej sesji rady miasta punktu dotyczącego niedzielnych obchodów katastrofy smoleńskiej.

- Zabezpieczenia miały charakter prowokacji – oskarżał przewodniczący klubu PiS Maciej Wąsik - Chciałbym wiedzieć, kto odpowiada za to, że miejsce, gdzie stał krzyż pamięci, zostało odgrodzone pancernymi barierkami – dodał.

Domagał się również informacji na temat domniemanego pobicia dziennikarza "Gazety Polskiej" przez strażników miejskich i niewpuszczenia parlamentarzystów PiS przed Pałac Prezydencki.

"Solidarni gorsi niż pielęgniarki?"

Pojawiła się też sprawa likwidacji namiotu członków stowarzyszenia Solidarni 2010. Radni dopytywali, w czym namiot jest gorszy od zorganizowanego przed siedzibą premiera przez pielęgniarki białego miasteczka. – Im Hanna Gronkiewicz-Waltz nosiła kanpaki – przypominali.

"Nie zajmiemy się tym"

Postulaty PiS-u nie zyskały akceptacji mających większość radnych PO. Przewodniczący klubu Jarosław Szostakowski stwierdził, że rada Warszawy nie jest miejscem zajmowania się happeningami politycznymi organizowanymi przez PiS. Jego wystąpienie przerywały okrzyki "hańba" ze strony nielicznej publiczności.

Ostatecznie wnioski PiS zostały odrzucone glosami PO. Za głosowali wyłącznie wnioskodawcy. Radni Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie wzięli udziału w głosowaniu.

Mocniejsza ochrona

Ochrona straży miejskiej na dzisiejszej sesji rady miasta została wzmocniona. Zamiast zwyczajowych 3-4 strażników miejskich, jest ich 10.

Do zarzutów zbyt mocnej ochrony podczas niedzielnych uroczystości odniosła się również rano w TVN24 Hanna Gonkiewicz-Waltz. - Jeżeli organizator mówi, że będzie 75 tysięcy ludzi, to ilu ma być policjantów? – pytała prezydent stolicy. – Ostatecznie przyszło 10 razy mniej, niż zapowiadano, około siedem tysięcy – dodała. Uznała, że policjantów i strażników było relatywnie mało, co widać na zapisach monitoringu.

"Nie daliśmy wyprowadzić się z równowagi"

Odniosła też do przepychanki parlamentarzystów PiS ze strażnikami miejskimi. - Jestem zszokowana, że przeskakiwali przez ciężkie płoty. Trzeba było zgłosić się wcześniej, a wszyscy weszliby normalnie przez biuro przepustek. To jest budynek prezydenta RP, szczególnie chroniony przez Biuro Ochrony Rządu. My również dostosowujemy się do oczekiwań BOR – przekonywała prezydent Warszawy.

- Myślę, że politycy PiS chcieli sprowokować, ale nie daliśmy się wyprowadzić z równowagi – podsumowała.

"Wszystko będzie zabierane". Kwiaty, znicze... - czytaj na tvn24.pl

ec/bako/mz