Pierwszy eksperyment na Boeingu zakończony

Warszawa

fot. Lotnisko Chopina/Facebook

Eksperci Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych przeprowadzili już pierwszy eksperyment na LOT-owskim Boeingu, który we wtorek lądował awaryjnie na Okęciu - dowiedział się portal tvn24.pl. Sprawdzili podczas niego sprawność działania systemu awaryjnego wypuszczania podwozia. - Potwierdzam. Taką próbę udało się nam przeprowadzić, ale ze względu na dobro naszego śledztwa nie mogę na tym etapie powiedzieć jaki był jej wynik - mówi w rozmowie z tvn24.pl Maciej Lasek, wiceprzewodniczący PKBWL.

Szef pięcioosobowego zespołu badającego incydent lotniczy z udziałem polskiego Boeinga 767 zdradza, że komisja zaczęła już drugi etap swoich prac, czyli próby funkcjonalne i eksperymenty na samolocie, oraz pierwsze analizy danych. - To najbardziej żmudny czas naszej pracy. Dlatego komisja zdecydowała, że na tych cząstkowych etapach prób nie będzie informowała o ich przebiegu i wynikach. Chodzi o dobro badania - ucina Lasek w rozmowie z tvn24.pl.

Eksperyment z podwoziem

Pierwszy eksperyment na Boeingu, który dopiero w środę późnym wieczorem trafił do lotniskowego hangaru, został już zakończony. Eksperci PKBWL podjęli próbę "sprawdzenia systemu awaryjnego wypuszczania podwozia" maszyny. Nie ujawniają jednak jakim efektem się ona zakończyła. - Powiedzenie szczegółowo na czym dokładnie polegał ten eksperyment, nawet bez podania jego wyniku, mógłby zasugerować, w którą stronę zmierzamy - tłumaczy wiceprzewodniczący komisji.

Badacze boją się przede wszystkim tego, że członkowie załogi oraz inne osoby, które mają wiedzę na temat samolotu, mogłyby podczas rozmów z ekspertami komisji sugerować się informacjami zaczerpniętymi z mediów.

"Bliźniak" pomoże

Jak ustalił portal tvn24.pl, w najbliższych dniach komisja przeprowadzi szereg prób nie tylko na feralnej maszynie, ale także na samolocie bliźniaczym. - W przypadku takiego badania jest to niezbędne - zaznacza Lasek. Jak dodaje, po przeprowadzeniu podstawowych eksperymentów, informacje o ich efektach trafią w pierwszej kolejności do centrali Boeinga w USA. - To oni są przecież najbardziej zainteresowani tym, żeby dowiedzieć się, czy była to jednostkowa sprawa, czy też system ma jakąś wadę.

CZYTAJ TAKŻE NA TVN24.PL

tvn24.pl//Łukasz Orłowski/fac