Pacjentka prof. Chazana chce ok. miliona złotych zadośćuczynienia

Warszawa

Około miliona złotych domaga się od szpitala Świętej Rodziny pacjentka prof. Bogdana Chazana, której lekarz odmówił wykonania legalnej aborcji. Szpital otrzymał już wezwanie w sprawie zadośćuczynienia. Władze placówki mają tydzień na odpowiedź.

Adwokat kobiety mec. Marcin Dubieniecki poinformował, że wezwanie trafiło już do warszawskiego szpitala im. Świętej Rodziny. Jak relacjonowała reporterka TVN24 Agata Adamek, szpital na razie nie komentuje sprawy. Placówka ma trzy wyjścia: może wypłacić oczekiwaną kwotę, zawrzeć ugodę lub zignorować wezwanie. W tym ostatnim przypadku - jak wyjaśnił pełnomocnik kobiety - sprawa trafi do sądu i tam będzie się toczyła walka o zadośćuczynienie.

Nie ma szans?

Mec. Jerzy Kwaśniewski, pełnomocnik lekarza, podkreślił, że prof. Bogdan Chazan był jedynie lekarzem konsultującym sprawę, dlatego wezwanie zostało dostarczone do szpitala, a nie do jego klienta. W lipcu prof. Bogdan Chazan został odwołany z funkcji dyrektora szpitala Świętej Rodziny.

W ocenie mec. Kwaśniewskiego, kobieta nie ma szans na otrzymanie zadośćuczynienia. - Pacjentka trzy dni po zażądaniu aborcji została skierowana do szpitala bielańskiego i została umówiona na wizytę aborcyjną. Tam odmówiono jej wykonania aborcji, wskazując, że jej termin minął, jeszcze zanim profesor Chazan odmówił jej realizacji - tłumaczył Kwaśniewski.

Odmówił aborcji

Lekarz przebywa na urlopie, pozostanie na nim jeszcze ok. 10 dni. Ratusz przygotowuje konkurs na nowego dyrektora szpitala Św. Rodziny - zostanie on rozpisany jesienią.

Prof. Bogdan Chazan, jako dyrektor szpitala św. Rodziny w Warszawie, powołując się na konflikt sumienia, odmówił kobiecie z Warszawy wykonania aborcji w 25. tygodniu ciąży. Dziecko - według diagnozy - z powodu licznych wad głowy, twarzy i mózgu miało umrzeć zaraz po porodzie. Żyło 10 dni.

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz odwołała ze stanowiska Chazana po tym, jak ratusz otrzymał raport z kontroli w zarządzanym przez niego szpitalu.

Pełnomocnik kobiety: "Doszło do przestępstwa"
TVN24

lata//kdj