Pachniało blamażem. Legia najadła się strachu w Walii

Warszawa

To mógł być dzień, który przejdzie do historii długiej listy wpadek w polskiej piłce. Na szczęście nie przeszedł, bo piłkarze warszawskiej Legii w porę się przebudzili, odrobili straty, a później zaczęli grać jak od nich oczekiwano. W walijskim Wrexham pokonali The New Saints 3:1 i awans do III rundy el. do Ligi Mistrzów mają na wyciągnięcie ręki.

Miało być łatwo i przyjemnie, a było sporo strachu o końcowy wynik, bo przez 45 minut w Walii pachniało blamażem.

Gospodarze oddali pierwszy strzał na bramkę Legii i już prowadzili. Pomogli im na spółkę Jakub Wawrzyniak z Duszanem Kuciakiem. Reprezentant Polski postanowił nie wybijać piłki po dośrodkowaniu Ryana Fraughana, a bramkarz - na ogół najmocniejszy punkt warszawskiego klubu - tak interweniował, że wbił piłkę do własnej siatki.

Gol wstrząsnął Legią. Ale zamiast szybkiej pobudki, było jeszcze gorzej. Nieoczekiwanie to wyśmiewani w Polsce Wyspiarze Carla Darlingtona rządzili na boisku. Złośliwi widzieli już zespół The New Saints wśród Levadii Tallin, Karabachu Agdam czy Irtyszu Pawłodar, które w przeszłości dały lekcję piłki naszym zespołom w europejskich pucharach.

Zimny prysznic w szatni

Na szczęście przerwa podziałała na mistrzów Polski jak zimny prysznic. Trener Jan Urban pewnie musiał huknąć na swoich piłkarzy, do tego zmienił tych, którzy mieli nadawać ton grze jego zespołowi - sprowadzonego latem Helio Pinto i Miroslava Radovicia. I miał nosa.

Posłał do gry Michała Kucharczyka i Dominika Furmana. Pierwszy wyrównał, miał asystę przy golu Marka Saganowskiego, a jasnowłosy pomocnik wypracował gola, po którym Jakub Kosecki ustalił wynik na 3:1.

Legia, mimo że grała wcale w niedalekiej Walii, wróciła z dalekiej podróży. Rewanż za tydzień w środę. Chyba nie trzeba się obawiać o wynik.

CZYTAJ NA SPORT.TVN24.PL