Osiedle w polu nowym symbolem Wilanowa

Warszawa

| science daily 

Dla jednych przykład doskonałości założenia urbanistycznego, dla innych sypialnia bez sklepów, dróg i szkół. Jak żyje się w Miasteczku Wilanów? Zapytaliśmy tych, którzy od lat aktywnie uczestniczą w organizowaniu lokalnej społeczności osiedla, które u warszawiaków wzbudza skrajne emocje.

- Żeby zawieźć dzieci do położonej nieopodal szkoły i przedszkola mój mąż potrzebuje rano godzinę, bo nie ma jak tam dojechać, zaparkować. Na zakupy jeździmy do Konstancina, bo jest najbliżej. Ale mieszka się tu coraz lepiej, bo zamiast oglądać się na urzędników, sami ustawiamy ławki, dbamy o te skrawki zieleni, które tu są, organizujemy się - mówi Katarzyna Radzikowska ze Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów.

Bo nie ma ogrodzeń

Ci, którzy się tu wprowadzili, byli przekonani, że zamieszkają na dobrze zaprojektowanym, samodzielnym osiedlu. W projekcie planowanego na 20 tys. mieszkańców "małego miasta" są szkoły, sklepy, zieleń i nie ma ogrodzeń. Na razie udało się zrealizować ten ostatni postulat, ale i tak tylko częściowo. Jeden z deweloperów postanowił swój blok ogrodzić lekkim płotem. Dzielnica wykupiła grunt pod szkołę, do tej pory jednak nie zrealizowano choćby połowy inwestycji drogowych. Tymczasem na osiedlu wciąż przybywa nowych bloków. - Obecnie mieszka tu ok. 4 tys. ludzi. Docelowo będzie 20. Zwracam uwagę na liczby. Cały Wilanów ma obecnie ledwie ponad 20 tys. mieszkańców. Po zakończeniu Miasteczka Wilanów to właśnie tu znajdzie się centrum dzielnicy - zauważa Tomasz Kuszłejko, członek kapituły stowarzyszenia.

Sklepów nie było i...znowu nie ma

Podobnie jest z zaopatrzeniem. - Na początku, gdy się wprowadziłem, na osiedlu nie było żadnego sklepu. W międzyczasie powstało ich kilka, ale były bardzo drogie. Zapewne, ze względu na wysoki czynsz. Teraz jest tak, że pierwsze sklepy już zaczynają padać. Ale powstają też nowe - mówi Kuszłejko. - Bardzo potrzebujemy większego sklepu, bo na duże zakupy trzeba jechać do innej dzielnicy. Powstało za to kilka oddziałów banków, jednak gdy chcieliśmy założyć konto dla komitetu wyborczego, okazało się, że żaden z naszych oddziałów nie zajmuje się takimi drobnymi sprawami. Po prostu się im to nie opłaca - dodaje.

Urzędnicy przespali

Niedawno Miasteczko Wilanów wspólnie z czterema innymi projektami z USA, Australii i Singapuru otrzymało jedno z finałowych wyróżnień Urban Land Institute - organizacji, która od trzech dekad przyznaje nagrody "za doskonałość". Trudno jednak mówić o doskonałości spacerując ulicami budowanego osiedla.

- Mimo wszystko to miejsce ma ogromny potencjał. Jest dobrze zaprojektowane - mówią mieszkańcy. - Niestety, boleśnie doświadczamy urzędniczej niefrasobliwości, a czasem wręcz niechęci. Weźmy przykład szkoły. Przecież to na gminie leży obowiązek zadbania o dostęp do publicznej oświaty. Dlaczego terenów pod szkołę nie wykupiono wiele lat temu, gdy ziemia była znacznie tańsza, albo nie pomyślano o terenie pod publiczną oświatę, na etapie przyjmowania planu zagospodarowania - denerwuje się Kuszłejko. - Teraz miasto musiało wydać na teren pod szkołę krocie. Ktoś przespał ostatnie 10 lat nie myśląc perspektywicznie - dodaje.

"Działamy oddolnie"

Mieszkańcy osiedla mają dość bezczynności i malej aktywności władz na tym terenie, które pozostawili dłuższy czas tylko mechanizmom wolnego rynku. Zorganizowali już cztery akcje społeczne: sadzili drzewa i krzewy, oczyszczali kanałek wzdłuż ulicy Klimczaka, postawili ławki. - Mieszkańcy pracowali społecznie, ławki ufundowali sponsorzy - tłumaczy Katarzyna Radzikowska.

W nadchodzących wyborach samorządowych członkowie Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów kandydują na radnych z listy swojego Komitetu Wyborczego. Chcą doprowadzić do realizacji m.in. budowy szkoły i przedszkola, ulicy Płaskowickiej Bis. Chcą też pilnować codziennych spraw dotyczących ich osiedla, mieć wpływ na podejmowane decyzje, gdyż w ostatnich latach czuli się często pomijani przez samorząd.

Maciej Czerski