Od 15 lat do dożywocia za zabójstwo listonosza

Warszawa

fot. TVN Warszawa

Kary dożywocia, 25 i 15 lat więzienia wymierzył w piątek Sąd Okręgowy w Warszawie trojgu oskarżonym o napad i zabicie warszawskiego listonosza w lutym 2010 r. i zrabowanie mu 29 tys. zł. Obrona zapowiada apelację, nie wyklucza jej też prokuratura.

Do morderstwa doszło 15 lutego zeszłego roku. Sprawcy zabili Jerzego K. – listonosza Poczty Polskiej – w piwnicy jednego z budynków przy ulicy Puławskiej na Mokotowie. Mężczyzna otrzymał cios w głowę drewnianą pałką, a później został uduszony kablem elektrycznym. Sprawcy zabrali ofierze blisko 29 tys. zł oraz telefon komórkowy. Ciało owinęli folią, wpakowali do pudła po telewizorze, wywieźli do lasu w okolicach Zalesia pod Warszawą i ukryli w śniegu. Zatrzymano ich dwa dni po zbrodni.

Prokuratura oskarżyła o zabójstwo i napad trzy osoby: 26-letniego dziś Tomasza Sz., jego dziewczynę, o siedem lat młodszą Paulinę B. i 20-letniego Michała B.

W mowie końcowej oskarżyciel żądał kar dożywotniego więzienia dla mężczyzn i 25 lat dla dziewczyny, jako młodocianej w chwili czynu. Obrońcy liczyli na łagodniejsze kary –

adwokat Pauliny B. chciał uznania, że nie brała ona udziału w zabójstwie.

"Powinien być izolowany od społeczeństwa"

Sąd orzekł w piątek, że cała trójka jest winna zbrodni. Za głównego sprawcę uznał Tomasza Sz., który znał listonosza - bo kupował u niego wcześniej amfetaminę. – Tomasz Sz. miał dług u dilerów narkotykowych, bał się, że zostanie wywieziony za miasto i stanie mu się krzywda. Dlatego wymyślił napad na listonosza – mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Tyrała.

Z tych powodów sąd wymierzył mu najwyższą karę - dożywotniego więzienia. – Jego droga życiowa, wciąganie młodych ludzi w narkotyki, pokazuje, że powinien być izolowany od społeczeństwa – mówiła sędzia Tyrała.

Michałowi B. sąd wymierzył karę 25 lat ze względu na jego młody wiek. To on uderzył listonosza w głowę kijem bejsbolowym, pomagał w duszeniu i wywożeniu ciała. Paulinie B., która - jak podkreślono - była wprowadzona w cały plan i zacierała ślady zbrodni - sąd wymierzył karę 15 lat więzienia.

Byli bici w czasie przesłuchań

Obrońca Pauliny B., mec. Jacek Brydak próbował przekonać sąd, że policja w śledztwie biciem wymusiła na niej przyznanie się do winy za zabójstwo. W uzasadnieniu wyroku sąd przyznał, że faktycznie policja "dopuściła się przemocy" na podejrzanych (trwa w tej sprawie odrębne śledztwo), ale dziewczyna nie odwołała swoich słów także wtedy, gdy stawała przed prokuratorem i przed sądem.

Będzie apelacja

Wyrok jest nieprawomocny. Adwokaci skazanych zapowiedzieli apelację. "Na pewno ją złożymy. Będziemy się starali przekonać sąd wyższej instancji, że kary są za surowe - powiedział PAP mec. Aleksander Krysztofowicz, obrońca Michała B.

Apelacji nie wyklucza również prokuratura.

PAP/bf//par