Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE RUCHU

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

"Nigdy nie ingerowałam w procesy reprywatyzacji"

Warszawa

"Jesteśmy w sporze z panem Śledziewskim"TVN24
wideo 2/3

Czekam na to, co powie sąd i wtedy będę komentowała - stwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz w "Faktach po Faktach", odnosząc się do swoich wątpliwości dotyczących funkcjonowania komisji weryfikacyjnej badającej proces prywatyzacji w Warszawie. Prezydent stolicy wyjaśniła też, dlaczego nie stawiła i nie stawi się na przesłuchaniu.

W poniedziałek odbyło się pierwsze oficjalne posiedzenie komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji. Tematem przewodnim była sprawa dwóch warszawskich nieruchomości - przy ulicy Twardej 8 i 10.

"Bardzo poważne wątpliwości z mojej strony"

Na posiedzeniu nie stawiła się prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pytana w "Faktach po Faktach", czy nadal będzie podważać konstytucyjność komisji weryfikacyjnej, powiedziała: - Są bardzo poważne wątpliwości z mojej strony, dlatego dzisiaj rano o godzinie 8 złożyliśmy do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o to, żeby rozpatrzył spór kompetencyjny między organem, jakim jest prezydent miasta stołecznego Warszawy, a organem, jakim jest komisja weryfikacyjna. Przypomnę, że taka komisja do spraw nadużyć gospodarczych była w 1945 roku, potem druga w 1950 - podkreśliła.

- To jest taka typowa bolszewicka komisja, nadal tak twierdzę - skomentowała prezydent Warszawy.

- My nie jesteśmy stroną, ponieważ jesteśmy organem orzekającym. Jest tylko problem uznania, czy komisja ma te pewne uprawnienia, czy my mamy - wyjaśniała Gronkiewicz-Waltz. - Czekam na to, co powie sąd i wtedy będę komentowała - dodała.

"Jesteśmy organem, nie stroną postępowania"

W podobny sposób tłumaczyła również, dlaczego ani ona, ani żaden jej urzędnik nie stawi się przed komisją weryfikacyjną.

- Gdybyśmy byli stroną [postępowania - przyp. red.], być może wtedy pełnomocnik by chodził [na posiedzenia komisji - przyp. red.], natomiast jesteśmy organem, który wydaje decyzję w zakresie dekretu Bieruta - stwierdziła Gronkiewicz-Waltz. - To tak, jakby pełnomocnik sędziego pierwszej instancji poszedł na posiedzenie sądu drugiej instancji. No tak nie może być, bo to są dwa organy orzekające w tej samej sprawie - podsumowała.

"Grupa osób zrobiła sobie biznes"

Jako pierwszy przesłuchiwany w poniedziałek przez komisję weryfikacyjną był Krzysztof Śledziewski, były pracownik ratusza, który zajmował się reprywatyzacją.

- Rozmawialiśmy, że grupa osób zrobiła sobie z reprywatyzacji biznes - stwierdził między innymi Śledziewski.

Przyznał również, że spotkał się z co najmniej jedną sytuacją, w której prezydent Warszawy życzyła sobie zmiany decyzji Biura Gospodarki Nieruchomościami. Dopytywany w późniejszej części posiedzenia, czy potwierdza, że Gronkiewicz-Waltz ingerowała w treść jednej z decyzji dotyczących zwrotów, potwierdził, że tak.

- Nigdy nie ingerowałam w procesy reprywatyzacji - zapewniała w "Faktach po Faktach" Gronkiewicz-Waltz. Podkreśliła, że były osoby upoważnione na podstawie przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, które "rozpatrywały sprawy od początku do końca i które wydawały decyzje".

Gronkiewicz-Waltz podkreśliła, że jest w sporze sądowym z Krzysztofem Śledziewskim. - Został zwolniony dyscyplinarnie za Chmielną 70, ponieważ wprowadził w błąd, też dzisiaj zeznającego pana Mrygonia. Prezentował na Radzie Warszawy całą sytuację związaną z Chmielną 70. Został zwolniony za to, że ukrył informację, które musieliśmy pozyskać z Ministerstwa Finansów, że pan Holger był Duńczykiem - odpowiadała Gronkiewicz-Waltz.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE DZIAŁKI PRZY DAWNEJ CHMIELNEJ 70.

"Będą zrzucać winę na kogo popadnie"

Prezydent Warszawy powiedziała, że nie oglądała transmisji z poniedziałkowych zeznań swych byłych podwładnych przed komisją weryfikacyjną, bo normalnie pracowała. Została jej natomiast przekazana relacja z posiedzenia komisji. Pytana, czy sądziła, że tak właśnie prace komisji będą wyglądać, odpowiedziała: - Spodziewałam się, że będą zrzucać winę na kogo popadnie, żeby sami nie być odpowiedzialni.

CZYTAJ TEŻ NA TVN24.PL

RELACJA PIERWSZYCH PRZESŁUCHAŃ W SPRAWIE TERENU PRZY TWARDEJ:

Przykład pszczółki MaiTVN24
wideo 2/14

azb//now