Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

"Nigdy nie ingerowałam w procesy reprywatyzacji"

Warszawa

"Jesteśmy w sporze z panem Śledziewskim"TVN24
wideo 2/3

Czekam na to, co powie sąd i wtedy będę komentowała - stwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz w "Faktach po Faktach", odnosząc się do swoich wątpliwości dotyczących funkcjonowania komisji weryfikacyjnej badającej proces prywatyzacji w Warszawie. Prezydent stolicy wyjaśniła też, dlaczego nie stawiła i nie stawi się na przesłuchaniu.

W poniedziałek odbyło się pierwsze oficjalne posiedzenie komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji. Tematem przewodnim była sprawa dwóch warszawskich nieruchomości - przy ulicy Twardej 8 i 10.

"Bardzo poważne wątpliwości z mojej strony"

Na posiedzeniu nie stawiła się prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pytana w "Faktach po Faktach", czy nadal będzie podważać konstytucyjność komisji weryfikacyjnej, powiedziała: - Są bardzo poważne wątpliwości z mojej strony, dlatego dzisiaj rano o godzinie 8 złożyliśmy do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o to, żeby rozpatrzył spór kompetencyjny między organem, jakim jest prezydent miasta stołecznego Warszawy, a organem, jakim jest komisja weryfikacyjna. Przypomnę, że taka komisja do spraw nadużyć gospodarczych była w 1945 roku, potem druga w 1950 - podkreśliła.

- To jest taka typowa bolszewicka komisja, nadal tak twierdzę - skomentowała prezydent Warszawy.

- My nie jesteśmy stroną, ponieważ jesteśmy organem orzekającym. Jest tylko problem uznania, czy komisja ma te pewne uprawnienia, czy my mamy - wyjaśniała Gronkiewicz-Waltz. - Czekam na to, co powie sąd i wtedy będę komentowała - dodała.

"Jesteśmy organem, nie stroną postępowania"

W podobny sposób tłumaczyła również, dlaczego ani ona, ani żaden jej urzędnik nie stawi się przed komisją weryfikacyjną.

- Gdybyśmy byli stroną [postępowania - przyp. red.], być może wtedy pełnomocnik by chodził [na posiedzenia komisji - przyp. red.], natomiast jesteśmy organem, który wydaje decyzję w zakresie dekretu Bieruta - stwierdziła Gronkiewicz-Waltz. - To tak, jakby pełnomocnik sędziego pierwszej instancji poszedł na posiedzenie sądu drugiej instancji. No tak nie może być, bo to są dwa organy orzekające w tej samej sprawie - podsumowała.

"Grupa osób zrobiła sobie biznes"

Jako pierwszy przesłuchiwany w poniedziałek przez komisję weryfikacyjną był Krzysztof Śledziewski, były pracownik ratusza, który zajmował się reprywatyzacją.

- Rozmawialiśmy, że grupa osób zrobiła sobie z reprywatyzacji biznes - stwierdził między innymi Śledziewski.

Przyznał również, że spotkał się z co najmniej jedną sytuacją, w której prezydent Warszawy życzyła sobie zmiany decyzji Biura Gospodarki Nieruchomościami. Dopytywany w późniejszej części posiedzenia, czy potwierdza, że Gronkiewicz-Waltz ingerowała w treść jednej z decyzji dotyczących zwrotów, potwierdził, że tak.

- Nigdy nie ingerowałam w procesy reprywatyzacji - zapewniała w "Faktach po Faktach" Gronkiewicz-Waltz. Podkreśliła, że były osoby upoważnione na podstawie przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, które "rozpatrywały sprawy od początku do końca i które wydawały decyzje".

Gronkiewicz-Waltz podkreśliła, że jest w sporze sądowym z Krzysztofem Śledziewskim. - Został zwolniony dyscyplinarnie za Chmielną 70, ponieważ wprowadził w błąd, też dzisiaj zeznającego pana Mrygonia. Prezentował na Radzie Warszawy całą sytuację związaną z Chmielną 70. Został zwolniony za to, że ukrył informację, które musieliśmy pozyskać z Ministerstwa Finansów, że pan Holger był Duńczykiem - odpowiadała Gronkiewicz-Waltz.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE DZIAŁKI PRZY DAWNEJ CHMIELNEJ 70.

"Będą zrzucać winę na kogo popadnie"

Prezydent Warszawy powiedziała, że nie oglądała transmisji z poniedziałkowych zeznań swych byłych podwładnych przed komisją weryfikacyjną, bo normalnie pracowała. Została jej natomiast przekazana relacja z posiedzenia komisji. Pytana, czy sądziła, że tak właśnie prace komisji będą wyglądać, odpowiedziała: - Spodziewałam się, że będą zrzucać winę na kogo popadnie, żeby sami nie być odpowiedzialni.

CZYTAJ TEŻ NA TVN24.PL

RELACJA PIERWSZYCH PRZESŁUCHAŃ W SPRAWIE TERENU PRZY TWARDEJ:

Przykład pszczółki MaiTVN24
wideo 2/14

azb//now