Nielegalne kable nie tylko pod Łazienkowskim. "Walczymy z tym od lat"

Warszawa

TVN24Drogowcy walczą z nelegalnym okablowaniem

Od dziesięciu lat Warszawa walczy z firmami, które pod osłoną nocy montują nielegalne okablowanie na mostach i drogach publicznych. - Wolą "na dziko" położyć kable, niż płacić za nie zarządcy drogi - skarżą się urzędnicy. Pod mostem Łazienkowskim, który spłonął w sobotę, także znajdowały się nielegalne kable.

Sobotni pożar mostu Łazienkowskiego spowodował utrudnienia nie tylko dla kierowców, ale także dla mieszkańców i instytucji, które zostały odcięte od internetu czy telefonów. Chodzi między innymi o Ministerstwo Obrony Narodowej.

Pod mostem przechodzi wiele kabli teletechnicznych, które uległy uszkodzeniu. Jak poinformowała w środę "Rzeczpospolita", większość z nich była zamontowana nielegalnie. - Pod mostem praktycznie nic nie było legalne - mówi tvnwarszawa.pl Adam Sobieraj, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich.

Problem w całym mieście

Most Łazienkowski to nie jedyne miejsce, gdzie kable montowano nielegalnie. Urzędnicy twierdzą, że problem ten dotyczy całego miasta. - Z tym zjawiskiem walczymy już od dziesięciu lat. Kładzenie kabli "na dziko" to generalny problem, dotyczy wszystkich dróg w Warszawie. Wiele spraw jest już w sądach - mówi Sobieraj.

Jak dodaje, chodzi o przewody telewizji kablowej, internetowe czy telekomunikacyjne. - Ustawę o drogach publicznych lekceważy wiele firm, które wolą nielegalnie położyć światłowody, niż za nie zapłacić zarządcy drogi. Są też przypadki, że informują nas o jednym, a kładą ich kilka - tłumaczy.

Koszt położenia kabla liczony jest w metrach kwadratowych zajętej powierzchni, a nie w metrach bieżących. Jeden metr kwadratowy kosztuje 200 złotych.

Kara za nielegalne ich położenie jest dziesięciokrotnie wyższa.

"Czyj to kabel? Nie wiemy"

Często informacja o nielegalnym okablowaniu wychodzi na jaw dopiero w momencie remontu. - Ktoś nas pyta, co to za kable, a my odpowiadamy, że nie wiemy i nawet nie wiemy, do kogo się z tym zgłosić - mówi Sobieraj.

Pożar mostu także pokazał samowolkę firm. - Niektóre światłowody włożone zostały do studzienek telekomunikacyjnych w nocy - mówi rzecznik. Jak tłumaczy, kable wkładane są od spodu - pod mostem, dlatego nie zajmowane są żadne pasy jezdni. - Nie zajmuje to także całej nocy, więc ciężko kogoś złapać na gorącym uczynku - dodaje.

Odcinają, żeby poznać właściciela

Po pożarze pod mostem Łazienkowskim ZDM rozpoczął inwentaryzację okablowania. - Chcemy wiedzieć do kogo należy - mówi Sobieraj.

Jedną z metod poznania właściciela jest także odłączenie kabli. - Wówczas firma się do nas zgłasza, z prośbą o odbudowanie łączy. My spisujemy protokół, a pozwolenie wydamy dopiero wtedy, kiedy uregulowany zostanie rachunek za korzystanie z pasa drogi bez zgody - tłumaczy Sobieraj.

Do ZDM sama zgłosiła się już duża firma, która chce zalegalizować wszystkie swoje światłowody. - To jedyna dobra strona pożaru - przyznaje rzecznik.

MON o kablach pod mostem
TVN24

"Nie wierzę"

W środę o nielegalne okablowanie pytali ministra obrony narodowej dziennikarze. - Kable, które znajdowały się pod mostem, dzierżawiliśmy od państwowej firmy. Podpisaliśmy legalną umowę i nie wierzę, że państwowa firma działa nielegalnie - odpowiedział Tomasz Siemioniak. .

Pożar mostu

Do pożaru mostu Łazienkowskiego doszło w sobotę po południu. Nikomu nic się nie stało. Akcja straży pożarnej trwała około 12 godzin. Obecnie przeprawa wyłączona jest z ruchu. Miasto nie podaje dokładnie na jak długo. Prezydent miasta poinformowała w środę, że może to potrwać od kilku do kilkunastu miesięcy.

Na moście pracują eksperci, którzy ocenią stan konstrukcji.

Nagranie pożaru z drona:

Nagranie z drona
Kontakt24

su//ec