"Niebieski" i "Różowy" - tak bliźniaków syjamskich nazwali lekarze

Warszawa

TVN24Mówi dr Bogumiła Wołoszczuk-Gębicka

- Nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie imiona będą nosiły bliźniaki, wiec nazwaliśmy je "Niebieski" i "Różowy" – mówi dr hab. Bogumiła Wołoszczuk-Gębicka szefowa oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym. Jak przekonują lekarze, leczenie Janka i Dawida zajmie jeszcze dużo czasu.

Bliźnięta syjamskie urodziły się w czwartek w Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy pl. Starynkiewicza. - Mieliśmy to szczęście, że wiedzieliśmy o tej nieprawidłowości, dzięki czemu mogliśmy zaplanować najwłaściwszy sposób opieki, jak i moment oraz sposób porodu – mówi prof. Mirosław Wielgoś z WUM.

Leczenie bliźniaków zostało zaplanowane jeszcze w trakcie ciąży. Sam poród przeszedł bez problemów. - Poród przebiegł bez komplikacji drogą cięcia cesarskiego. Po operacji również nie było powikłań i matka w niedzielę w dobrym stanie opuściła szpital - dodał Wielgoś.

"Niebieski" i "Różowy"

Po urodzeniu bliźniaki zrośnięte były brzuszkami, a wszystkie urządzenia medyczne przystosowane są dla jednego dziecka. – Dzieci przyjechały do nas karetką noworodkową, w której inkubator przeznaczony jest dla jednego dziecka – mówi Wołoszczuk-Gębicka. Ale dzięki temu, że bracia się przytulali, znalazło się dla nich dość miejsca.

Lekarze pracujący przy rozdzielaniu dzieci nie znali początkowo ich imion. - Po to żeby dzieci nie pomylić nazwaliśmy je "Niebieski" i "Różowy". Wszystko co było przeznaczone dla jednego dziecka było oznaczone kolorem niebieskim, a dla drugiego różowym – opowiada szefowa oddziału.

Mówi prof Mirosław Wielgoś
TVN24

Leki podane jednemu, działały na drugiego

Lekarze znieczulając i podając leki musieli uwzględniać to, że dzieci są jednym organizmem. - Do momentu rozdzielenia zajmowaliśmy się jednocześnie dwójką dzieci, które stanowiły jeden organizm. Leki podane jednemu, działały na drugiego – wyjaśnia Kociszewska-Najman.

Problematyczne było też znieczulenie. - Szczęśliwie dzieci były złączone brzuszkami, czyli z technicznego punktu widzenia znieczulenie ich nie stanowiło trudności. Wymagało jednak pracy dwóch anestezjologów, dwóch anestezjologów pomagających i 4 pielęgniarek – wyjaśnia.

Leczenie zajmie dużo czasu

Operacja rozdzielenia została przeprowadzona bardzo szybko po urodzeniu. - Operacje rozdzielenia wykonuje się zazwyczaj gdy dzieci są starsze. W tym przypadku musieliśmy podjąć decyzję o pilnej operacji. Zmusiły nas do tego ciężkie wady innych układów – tłumaczy prof. Andrzej Kamiński, kierownik oddziału klinicznego chirurgii i urologii dziecięcej w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym.

Życiu bliźniaków nic już nie zagraża, jednak jak tłumaczy Kamiński, jeszcze długo pozostaną pod opieką lekarzy. - Leczenie ich i doprowadzenie do normalnego sposobu życia zajmie jeszcze bardzo dużo czasu i przyznam, że nie wszystkie wady zostały jeszcze ostatecznie zdiagnozowane – wyjaśnia chirurg. Jak wyjaśnia, teraz jest na to czas, życiu i zdrowiu dzieci bezpośrednio nic nie zagraża.

wp/ran

O leczeniu dzieci mówi prof. Andrzej Kamiński
TVN24