Nie żyje były dyplomata oskarżony o posiadanie pedofilskich zdjęć

Warszawa

tvn24.plSąd rejonowy umorzył postępowanie

Sąd umorzył postępowanie wobec Jarosława G., byłego dyplomaty oskarżonego o posiadanie pedofilskiej, sadystycznej i zoofilskiej pornografii oraz wykorzystywanie uzależnionej od alkoholu żony. Powodem umorzenia jest śmierć mężczyzny.

O decyzji sądu napisała "Gazeta Stołeczna". Jak podała,warszawski sąd rejonowy 28 czerwca umorzył postępowanie z powodu śmierci oskarżonego.

Orzeczenie sądu jest prawomocne z dniem 6 lipca 2018 r.

Śledztwo od 2015 roku

Śledztwo zaczęło się latem 2015 roku od informacji przekazanej przez Interpol. Funkcjonariusze tej międzynarodowej jednostki podczas "rutynowego monitoringu" sieci odkryli, że część adresów IP wykorzystywanych do przesyłania materiałów z nielegalną pornografią pochodzi z Polski. Przekazali te dane do Komendy Głównej Policji, a ta do stołecznej.

Warszawscy mundurowi połączyli adres IP z adresem bloku w Ursusie. W lipcu 2015 roku weszli do mieszkania 63-letniego wówczas Jarosława G., byłego dyplomaty. Znaleźli tam ponad 2 tys. płyt, a także pendrive'y i twarde dyski. Na wszystkich znajdowały się filmy pornograficzne, niektóre z nich wyjątkowo ostre, a przede wszystkim niezgodne z prawem.

- Przeprowadzona na polecenie prokuratury specjalistyczna analiza zabezpieczonych nośników danych ujawniła materiały pornograficzne o wyjątkowo wynaturzonym charakterze - mówił przed rokiem, informując o sprawie, ówczesny rzecznik prokuratury Michał Dziekański.

Wśród nagrań były i takie, które przedstawiały okaleczenia uczestników, a nawet zabójstwo jednej osoby, choć nie było pewności, czy śmierć nie była inscenizowana. Prokuratura postawiła Jarosławowi G. zarzut posiadania i rozpowszechniania pornografii z udziałem dzieci, zwierząt oraz z użyciem przemocy.

Wiadomo, że na tych nagraniach nie było Jarosława G. Według ustaleń śledczych ściągnął je jedynie z internetu, a potem udostępnił innym osobom.

Ciężko chora i uzależniona

Były jednak inne nagrania - z udziałem żony Jarosława G.

Zostały one nagrane w marcu 2011 roku oraz w kwietniu i wrześniu 2014 roku. Zdaniem prokuratury, Jarosław G. nakłonił swoją żonę do "innych czynności seksualnych" wykorzystując jej "bezradność". Kobieta była ciężko chora, miała też problemy psychiczne i była uzależniona od alkoholu.

Nie można jej było przesłuchać, ponieważ zmarła w marcu 2015 roku, czyli cztery miesiące przed wejściem policji do mieszkania w Ursusie. Zostały jednak nagrania, które zdaniem prokuratury były bardzo mocnym dowodem dodatkowo wspartym analizą dokumentacji medycznej kobiety oraz ekspertyzami biegłych.

Mężczyzna przyznał się tylko do jednego z trzech postawionych mu przez prokuraturę zarzutów: do nielegalnego posiadania broni gazowej i amunicji. Nie przyznał się natomiast do wykorzystywania żony oraz do posiadania oraz rozpowszechniania materiałów z nielegalną pornografią.

Twierdził, że kobieta wyrażała zgodę na to, co robiła na filmach. Natomiast jeśli chodzi o rozpowszechnianie nielegalnej pornografii, to, jak twierdził, nie miał z tym nic wspólnego.

Prokuratura o sprawie
Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl

kz/pm