"Nie powinienem kierować pod wpływem alkoholu"

Warszawa

Archidiecezja WarszawskaOświadczenie biskupa

Biskup Piotr Jarecki wydał w poniedziałek specjalne oświadczenie, w którym przyznał się do prowadzenia samochodu po alkoholu. Odniósł się w ten sposób do nieoficjalnych informacji mediów. Jak pisaliśmy już wcześniej na tvnwarszawa.pl, pijany biskup miał spowodować kolizję na ulicy Boleść. We wtorek może usłyszeć zarzuty.

W poniedziałek po godzinie 11.00 na stronie internetowej archidiecezji warszawskiej pojawiło się oświadczenie, podpisane przez biskupa Piotra Jareckiego.

Oto jego treść:

Oświadczenie

W związku z wydarzeniem, które miało miejsce w dniu 20 października br. na terenie Warszawy, oświadczam, że:

Nigdy nie powinienem kierować samochodem pod wpływem alkoholu. Przepraszam wszystkich, których zgorszyłem swoim czynem, a zwłaszcza przepraszam wiernych archidiecezji warszawskiej, że zawiodłem ich zaufanie. To jednak się stało, dlatego też oddaję do dyspozycji Ojca Świętego moją posługę biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej. Pragnę również poinformować, że jest moim zamiarem jak najszybsze skorzystanie ze specjalistycznej pomocy.

Biskup Piotr Jarecki

Biskup Pomocniczy Archidiecezji Warszawskiej

Po pijaku rozbił samochód

To reakcja na informacje, które już wcześniej pojawiły się w mediach. Chodzi o kolizję, do której doszło w sobotę na skrzyżowaniu Wybrzeża Gdańskiego i ulicy Boleść. Toyota uderzyła w latarnię. Gdy na miejsce przyjechali policjanci, okazało się, że kierujący (57-letni mężczyzna) jest pijany.

- "Wydmuchał" na miejscu 2,6 promila. Badanie to zostało powtórzone trzykrotnie - informuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl podkom. Agnieszka Hamelusz, oficer prasowy śródmiejskiej komendy.

Wcześniej straż miejska podawała, że sprawca kolizji miał ponad 3 promile.

Jak udało nam się w niedzielę nieoficjalnie dowiedzieć, za kierownicą siedział warszawski biskup, Piotr Jarecki.

Piotrowi J. grozi do 2 lat więzienia
TVN24

Wypuszczony z wezwaniem

- Mężczyzna został przewieziony do komendy przy ulicy Wilczej i tam odbyło się badanie alkomatem, również powtórzone trzykrotnie. Wykazało, że miał 2,52 promila alkoholu w organizmie – informuje podkom. Hamelusz.

Po tym badaniu 57-latek został wypuszczony do domu. Policjanci tłumaczą, że znają jego adres, wiedzą, gdzie jest zameldowany i nie mają obaw, że ucieknie. - W takich przypadkach to normalna procedura - mówi Hamelusz. Jak pisze poniedziałkowy "Fakt", biskupa odebrał przedstawiciel archidiecezji.

Jareckiemu zostało jednak wystawione wezwanie. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą policjanci z drogówki. - Piotr J. ma się stawić na Wilczej we wtorek, w charakterze podejrzanego. Zostanie mu przedstawiony zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości - mówi Hamelusz.

Następnie mężczyzna usłyszy od policjantów pytanie, czy dobrowolnie poddaje się karze. - Jeżeli Piotr J. się zgodzi, to wtedy prokurator zaproponuje karę. Wyrok trafi do 57-latka pocztą - wyjaśnia oficer prasowy. Jeżeli nie zgodzi się, sprawa trafi do sądu.

Jaka kara może spotkać kierowcę?

Przede wszystkim, jako sprawca kolizji, mężczyzna zostanie ukarany mandatem.

- Za kierowanie pod wpływem alkoholu, kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2. W takich przypadkach sąd orzeka również odebranie prawa jazdy - tłumaczy Hamelusz.

Wymiar kary i okres, na który odbierane jest prawo jazdy, nie są jednak dokładnie ustalone i o nich decyduje sąd.

Sankcje może zastosować także Kościół. Jarecki w swoim oświadczeniu oddał się do dyspozycji papieża.

wp/mz//mat