Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Nie każdy bulwar jest ulicą. Sąd Najwyższy o piciu alkoholu

Warszawa

Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.plCzy będzie można pić alkohol na bulwarach?

Sąd odmówił odpowiedzi na pytanie prawne, ale dał wskazówki, którymi inne sądy mogą się kierować, badając sprawy osób obwinionych o spożywanie alkoholu w miejscach zabronionych. Ale z tego, co powiedział w czwartek sąd, można wnioskować, że picie alkoholu na bulwarach wiślanych nie jest zabronione.

Czwartkowe posiedzenie w Sądzie Najwyższym było pokłosiem sprawy, w której obwinionym jest Marek Tatała, twórca inicjatywy "Legalnie nad Wisłą". Walczy on o to, by na nadwiślańskich bulwarach można było napić się piwa, bez obawy przed ukaraniem mandatem.

Wszystko zaczęło się od mandatu

Latem 2015 r. Tatała usiadł na betonowych schodkach nad rzeką i otworzył piwo w oczekiwaniu na policję. Wkrótce pojawili się mundurowi. Marek Tatała odmówił przyjęcia mandatu, bo chciał, by sprawę zbadał sąd. Od początku przekonywał, że bulwar, na którym spożywał alkohol, nie jest ulicą, ale betonowym obiektem oddalonym od ulicy. To istotne, bo ustawa o wychowaniu w trzeźwości zabrania picia alkoholu jedynie na "ulicach, placach i w parkach".

Sąd pierwszej instancji jednak nie przyznał mu racji i uznał za winnego. Inicjator akcji "Legalnie nad Wisłą" postanowił walczyć dalej i odwołał się do Sądu Okręgowego w Warszawie. Ten stwierdził, że sprawa "jest skomplikowana" i postanowił spytać o opinię właśnie Sąd Najwyższy.

Jednocześnie sędziowie Sądu Najwyższego zdecydowali się przedstawić swoje sugestie dotyczące tematyki karania za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych.

– Musimy poczynić kilka uwag, naszym zdaniem w miarę istotnych dla praktyki orzeczniczej w tego typu sprawach – stwierdził sędzia Andrzej Siuchniński, przewodniczący składu sędziowskiego. – Problem (przy wydawaniu wyroków w podobnych sprawach – red.) sprowadza się do akcentowania publicznego charakteru miejsca lub urzędowego nadania nazwy miejscu, jakby te elementy decydowały o tym, że mamy do czynienia z ulicą. A tak przecież nie jest – podkreślił. -Tego rodzaju praktyka jest wadliwa. Z art. 43 ustawy wynika, że nie jest zabronione spożywanie alkoholu w całej przestrzeni publicznej, lecz jedynie w miejscach wskazanych w tym przepisie (ulica, plac, park lub obszary wskazane przez radę danej gminy – red.).

Co jest ulicą?

Ale nie to było najważniejsze. Kluczowe w tej sprawie, było bowiem ustalenie, co jest ulicą. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości nie zawiera definicji ulicy, (a więc definicji jednego z tych miejsc, gdzie pić nie można). Marek Tatała poszukał definicji tego słowa w innych przepisach. I znalazł – w ustawie o drogach publicznych. Zgodnie z nią ("droga na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy zgodnie z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w której ciągu może być zlokalizowane torowisko tramwajowe") schody nad Wisłą na pewno ulicą nie są. Dlatego właśnie Marek Tatała napił się tam piwa w obecności policjantów.

Jednak sąd, który uznał jego winę znalazł inną definicję – w załączniku do rozporządzenia ministra administracji i cyfryzacji. Wynika z niej, że ulica to pas terenu posiadający nazwę, przeznaczony do ruchu pojazdów lub pieszych.

Podczas dzisiejszego posiedzenia SN, ze "względów formalnych" odmówił odpowiedzi na pytanie prawne Sądu Okręgowego. Uznał, że sądy orzekające w sprawie Marka Tatały nie dokonały istotnych ustaleń w sprawie, a zatem pytanie prawne było "przedwczesne".

Podczas czwartkowego posiedzenia Sąd Najwyższy nie miał jednak wątpliwości, że tej definicji nie można stosować do ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Dlaczego? Z paru powodów.

Po pierwsze definicja, na której oparł się Marek Tatała jest węższa, od tej przyjętej przez sąd. Tymczasem, zdaniem Sądu Najwyższego w prawie karnym powinno stosować się definicję węższe, by nie ograniczać praw i swobód obywatelskich.

Po drugie, definicja z ustawy jest ważniejsza niż definicja z rozporządzenia (a nawet z załącznika do rozporządzenia), bo ustawa uchwalona przez Sejm w hierarchii prawnej stoi wyżej niż rozporządzenie wydawane przez ministra.

- Osoba spożywająca alkohol w miejscu publicznym musi mieć, ze względu na grożącą jej odpowiedzialność karną, świadomość tego czy jest to dozwolone czy też nie – mówił sędzia Andrzej Andrzej Siuchniński. - Zatem katalog miejsc wskazanych w ustawie należy zakreślać ściśle, wyłączając spod zakazu te miejsce, które mieszczą się w sferze cienia znaczeniowego użytych w tym przepisie pojęć. Pojęcie ulicy należy interpretować zgodnie z definicją legalną zawartą w ustawie o drogach publicznych – stwierdził. - Zadaniem każdego sądu (w sprawach o spożywanie alkoholu na ulicy – red.) będzie zbadanie, czy miejsce, w którym obwiniony spożywał alkohol spełnia kryteria ulicy. Przy czym nie można wykluczyć, że miejsce to zostanie nazwane bulwarem. Rzecz jednak w charakterystyce prawnej danego miejsca, a nie w jego urzędowej nazwie.

Na koniec sędzia Siuchniński podsumował: - Wydaje się, że te uwagi powinny być sądom w praktyce orzeczniczej pomocne i przyczynić się do zerwania z totalnie błędną praktyką uznawania że, spożywanie alkoholu jest niedozwolone w szeroko rozumianych miejscach publicznych. Bo tak nie jest.

"Ważna sprawa nie tylko z perspektywy mojego portfela"

Marek Tatała opuścił sąd w dobrym nastroju. - Jestem zadowolony z tych porad, które Sąd Najwyższy przedstawił innym sadom, nie tylko w mojej sprawie. Myślę, że one będą istotne dla każdej osoby, która będzie chciała nad brzegami rzek spożywać alkohol. To jest ważna sprawa nie tylko z perspektywy mojego portfela, ale tysięcy osób, które spożywają alkohol nad brzegiem Wisły. Podobało mi się, że sąd postawił na pewność prawa, bo obywatel powinien poruszać się w środowisku pewności prawnej. Niejasności powinny być one rozstrzygane na korzyść obwinionego.

Dzisiejsze postanowienie nie rozstrzyga jednak w żaden sposób sprawy Marka Tatały o picie piwa nad Wisłą. Wskazówki SN nie mają mocy prawnej (bo formalnie sąd odmówił odpowiedzi na pytanie prawne), ale w praktyce sędziowie i strony procesów wykorzystują je ze względu na autorytet Sądu Najwyższego.

Przed ogłoszeniem wyroku o definicji bulwaru w TVN24 wypowiedziała się prawnik Joanna Parafianowicz:

Prawnik o definicji bulwaru
TVN24

Piotr Machajski