Nie chcą iść do noclegowni "Tu jestem wolny"

Warszawa

| Jerusalem Post, HaaretzTVN Warszawa

Straż miejska każdego dnia patroluje miejsca, w których mogą przebywać osoby bezdomne. Tylko od października wytypowała ich ponad 120. W dzikich noclegowniach bezdomni potrafią żyć całą zimę.

Jednym z takich miejsc są kanały na Białołęce. Bezdomni żyją tam od lat. Strażnicy mogą przekonywać do noclegowni, ale siłą nikogo tam nie umieszczą.

Na taką pomoc decydują się nieliczni. - Ja do noclegowni nie będę chodził. Niepotrzebna mi. Wodę sobie przyniosę z pętli tramwajowej, a światło mi świeci z latarni – mówi Marian, bezdomny od kilku lat.

Strażnicy miejscy znają bardzo dobrze prowizoryczne obozowiska. Bezdomni ustawiają sobie namioty tworząc namiastkę domu. Każdy z nich mówi: to tylko tymczasowe.

"Do domu Pana"

W jednym z takich namiotów mieszka Józef, bezdomny od dwóch lat. Do noclegowni nie chce iść, bo nie można w niej pić alkoholu. – Poza noclegownią jestem wolny, mogę robić co chce – mówi.

Z kolei jego kolega Zygmunt nie boi się śmierci, nie chce pomocy i nie wierzy, że mógłby żyć inaczej. – Z tych namiotów to już nie mam gdzie iść, chyba że tylko do domu Pana. Podobno nie jest tam tak strasznie. Człowiek jakby zasnął na wieki – opowiada.

Wolne miejsca dla bezdomnych

Ci, którzy pomimo wszystko zdecydują się skorzystać z pomocy miasta maja do dyspozycji 1500 miejsc nocelegowych. Wszyscy potrzebujący, oprócz dachu nad głową mogą liczyć na dramowe posiłki w 9 jadłodajniach. W Warszawie funkcjonuje również 16 magazynów, które zaopatrują bezdomnych w odzież i dostarczaja żywność

Monar i Armia Zbawienia też pomaga

Stowarzyszenie Monar wuruchomi w placówce przy ul. Kijowskiej 22 dodatkową ogrzewalnię dla 30 osób. Armia Zbawienia poinformowała o ogrzewalni zorganizowanej na Ząbkowskiej 23/25 dla ok.40 osób. Ponadto w tym roku na okres chłodów uruchomiono program streetworkerski pomocy osobom bezdomnym, który został w drodze konkursu ofert zlecony Stowarzyszeniu Monar.

Marta Klosbf/par/ec