Natolin zamknięty, ale nie dla wszystkich. "Eurokraci śmigają na rowerach"

Warszawa

TVN24 / StravaRowerzyści w Parku Natolińskim

Mieszkańcy Ursynowa od lat walczą o dostęp do Parku Natolińskiego. Bezskutecznie - oficjalnie jest to bowiem rezerwat, po którym nie wolno spacerować nawet studentom Centrum Europejskiego Natolin. W praktyce ktoś jeździ po rezerwacie na rowerze.

Spór o wejście na teren Parku Natolińskiego trwa od lat. Teren jest ogrodzony i zamknięty, a w pałacu działa Centrum Europejskie Natolin. Uczelnia szkoląca europejskie kadry opiekuje się pałacem i otaczającym go parkiem, który formalnie jest rezerwatem przyrody.

W parku urządzonym w stylu romantycznym znajdują się liczne atrakcje, m.in malowniczy akwedukt i dorycka świątynia. Dla zwykłych warszawiaków są one jednak dostępne tylko kilka razy w roku, w czasie wycieczek, na które ciężko się zapisać. A nawet wtedy zwiedzić można tylko małą część ponad stuhektarowego założenia. Reszta pozostaje rezerwatem i - według władz uczelni - nie mogą wchodzić tam nawet pracownicy i studenci.

Wygląda jednak na to, że niektórym wolno więcej.

"Vélodrome de Natolin"

- Zupełnie przypadkiem udało mi się dziś wejść na pilnie strzeżony teren Parku Natolińskiego, który od zawsze oglądam wyłącznie przez płot. Pretekstem dla chwilowego otwarcia był koncert kwintetu dętego, można było przyjść z kocykiem i posłuchać muzyki. A nawet poszwendać się po fragmencie parku czy parterze Pałacu Potockich - napisał w jednym z serwisów społecznościowych Michał z Ursynowa, zapalony rowerzysta.

Korzysta on z aplikacji w telefonie, która pozwala śledzić własne wycieczki i konkurować z innymi na wybranych trasach. I właśnie w niej odkrył coś, co wzbudziło w nim sportową zazdrość.

"Jedną z tras, które kuszą mnie niemożebnie jest "Vélodrome de Natolin" - pętelka przecinająca serce rezerwatu, ze stromym zjazdem i podjazdem po skarpie. Niestety, nie mogę tam pobić pana Hugo Gillibranda, policy advisora HM Treasury, absolwenta Kolegium Europejskiego który najwyraźniej wybulił te sto koła za możliwość nielimitowanego rozjeżdżania państwowego parku na przekór plebsowi, któremu pozostaje patrzenie się na trasę z satelity" - pisze, nawiązując do kosztów czesnego w CEN.

I załącza zdjęcie z aplikacji. Widać na nim, że jeden z użytkowników jeździł po rezerwacie rowerem. "Nie mogę sobie wjechać tam rowerem i pojeździć po zadbanych ścieżkach, po których śmigać mogą tylko eurokraci. Chciałbym, żeby wreszcie skończyła się ta farsa z niedostępnym parkiem" - napisał.

Trasa w parku Natolińskim
Michał / Strava

"Ograniczają antropopresję"

Niestety, widoki na to, że uda mu się pobić czas Hugo Gillibranda są raczej mizerne. - Myślę, że większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń, które stwarzają przepisy. Ponad 95 proc. tego terenu to rezerwat objęty ochroną prawną - tłumaczył niedawno w tvnwarszawa.pl Grzegorz Tkaczyk, wicedyrektor Centrum Europejskiego Natolin.

Z kolei Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała stanowisko, w którym przekonuje, że ograniczenia podyktowane są "dbałością o zachowanie wartości przyrodniczych i kulturowych".

"Dzięki temu, że obiekt ten jest od wielu lat zamknięty, ogrodzony i strzeżony, nie podlega on silnym wpływom antropopresji. Został uchroniony przed zadeptywaniem, jakie ma miejsce w innych stołecznych rezerwatach przyrody, pomimo obowiązujących w nich zakazów (jak chociażby w Lesie Kabackim)" - czytamy w oświadczeniu.

Historia parku w Natolinie
Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl

kz/r