"Następnym razem przywieziemy koło ratunkowe i maskę"

Warszawa

Tomasz Zieliński /tvnwarszawa.pl"Następnym razem wezmę koło ratunkowe"

"Blamaż", "katastrofa", "skandal" - te słowa najczęściej powtarzały się po wtorkowym odwołaniu meczu Polska - Anglia. W środę nastroje wśród kibiców wracających do swoich domów były już zdecydowanie lepsze.

Tysiące kibiców przyjechało do Warszawy, by zobaczyć grę naszej kadry. Gdy jednak okazało się, że mecz we wtorek się nie odbędzie, część z nich musiała nagle znaleźć sobie nocleg. Przy jego szukaniu najbardziej pomocni okazali się znajomi.

- Nocowaliśmy u kolegi kuzyna, kolegi wujka. Nie byłem w szkole, no ale cóż – opowiada kibic z biało-czerwonym irokezem na głowie.

- Mieliśmy spać na dworcu, ale udało nam się znaleźć nocleg 60 km od Warszawy u znajomych w Żyrardowie – dodaje kolejny.

"Kibice pokazali klasę" - czytaj relację na Kontakcie 24

Fani piłki nożnej, z którymi rozmawialiśmy na Dworcu Centralnym podkreślają, że nie żałują, że zostali dłużej w Warszawie, by dopingować biało-czerwonych. Mimo że wiele osób zmuszonych było do wzięcia dodatkowego dnia wolnego w pracy, czy zwolnienia się ze szkoły.

- Mieliśmy możliwość dwa razy być na stadionie. Nie żałujemy. Żartujemy, że następnym razem weźmiemy koło ratunkowe i maskę – śmieją się Michał i Marcin i opowiadają, że przy okazji udało im się zwiedzić Pałac Kultury i Nauki oraz Sejm.

- Atmosfera była bardzo fajna. To jest szczęśliwe zakończenie feralnego meczu – opowiada Bogusz.

- Mam studia dzienne, trzeba było się zwolnić. Teraz będę musiał nadrabiać, ale nie żałuję – dodaje jego kolega.

Wierni naszej drużynie!

Ładna gra polskich piłkarzy, i jak sami podkreślają dobry wynik, zrekompensowała kibicom "deszczową" przygodę na Narodowym.

- Przez chwilę miałem przebłysk, by wczoraj wrócić do domu, ale chcieliśmy być wierni naszej drużynie i zostaliśmy do końca - cieszy się Marcin.

Polska zremisowała w środę na Stadionie Narodowym z Anglią 1:1. CZYTAJ WIĘCEJ

band/par