Narzekają na tłumy i organizację: "Łzy, strach przed stratowaniem"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz/ tvnwarszawa.plKorki wokół Starówki

Nasi czytelnicy bardzo krytycznie oceniają organizację Wielkiej Iluminacji. – Brakowało służb porządkowych i medycznych. Tłum napierał z każdej strony – piszą rozgoryczeni. Policja twierdzi, że wszystko było w porządku.

Sobotnie zapalenie świątecznych dekoracji na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie przyciągnęło do centrum prawdziwe tłumy.

Jak informował nasz reporter, ludzi było tak dużo, że trzeba było m.in.: wstrzymać świąteczną paradę. W okolicy placu Zamkowego tworzyły się też spore korki, niewidziane tutaj zazwyczaj w sobotnie popołudnia.

"Bałem się o życie dziecka"

Czytelnicy zasypali nas komentarzami na temat – ich zdaniem – fatalnej organizacji. Wielu zwracało uwagę, na problemy, jakie napotkali ci, którzy przyszli z dziećmi. – Tragedia! Nigdy więcej – szkoda mi szczególnie córek, płakały ze strachu, że ktoś je zadepcze – napisała zawiedziona.

- Byłam z dziećmi, to była tragedia. Utknęłam na schodach prowadzących na górę na Plac Zamkowy, próbowaliśmy zejść, tłum napierał w górę, ludzie zaczęli wpadać w panikę, wszystkie dzieci płakały – wtórowała jej rozgoryczona Maja.

- Na imprezie zorganizowanej przez miasto po raz pierwszy w życiu bałem się o życie dziecka – napisał rzepikwp.

"Brak służb, korki"

Wiele osób zwracało uwagę na niedostateczne zabezpieczenie. - Przecież to impreza masowa, Gdzie było zabezpieczenie imprezy ze strony służb porządkowych, medycznych itp. Był ich totalny brak! – donosił Kasper0106.

- Wybrałam się tam z rodziną pierwszy i ostatni raz! Zero zabezpieczeń, zero ochrony czy policji. Ściśnięci w tłumie z małymi dziećmi ledwo wydostaliśmy się z placu Zamkowego.(…) Zamiast marnować kasę na występy Mazowsza czy Fasolek, było przeznaczyć pieniądze na porządne zabezpieczenie miejsca – dodał hakunamatata.

W związku z imprezą, w korkach utknęli też kierowcy. – Ja rozumiem światełka na placu, ale to była zupełna organizacyjna porażka. Przecież most Śląsko-Dąbrowski zakorkował się na amen. Jak ktoś jechał z Pragi to nieświadomie na półtorej godziny ładował się w jakiś koszmar. I żadnej informacji, żadnych objazdów, a wystarczyło przy dworcu Wileńskim przekierować kierowców na sąsiednie mosty, które były niemal puste. Naprawdę komuś w mieście zabrakło wyobraźni – denerwował się w komentarzu internauta wkrw.

"Sami sobie winni"

Pojawiły się także komentarze krytykujące tych warszawiaków, którzy np.: zdecydowali się na przyjazd na iluminację własnym autem. - Kierowcy niech nie narzekają, tylko czytają ze zrozumieniem. Od wielu dni zapowiadano tę imprezę. Można się było spodziewać utrudnień. A iluminacja piękna. Nie mamy się czego wstydzić, przynajmniej tutaj, przed światem – napisał Karol.

- ...bo trzeba było podjechać samochodem. naprawdę? Mam wrażenie, że dla większości dobrym rozwiązaniem byłoby, gdyby zamieszkali w kamperach – dodał kielo.

O komentarz poprosiliśmy stołeczną policję. - Nie odnotowaliśmy żadnych incydentów związanych z zabezpieczeniem tej imprezy - ucina asp. szt. Tomasz Oleszczuk z zespołu prasowego KSP.

Zdjęcie główne PAP / Tomasz Gzell

Iluminacja na Krakowskim Przedmieściu
Artur Węgrzynowicz/tvnwarszawa.pl

jb/r