Narodowcy szykują kolejny marsz. Ratusz: będziemy się bacznie przyglądać

Warszawa

W ratuszu zostało zarejestrowanych siedem zgromadzeń z okazji Święta Wojska Polskiego. - Jedno z nich organizowane jest przez Obóz Narodowo-Radykalny - powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz i zapowiedziała, że urzędnicy ze szczególną uwagą będą przyglądać się hasłom i symbolom towarzyszącym uczestnikom tego wydarzenia.

- Będziemy się bardzo bacznie jutro przyglądać, jakie hasła będą tam propagowane. Będziemy to nagrywać i będzie jeszcze więcej osób z urzędu. Nie możemy sobie pozwolić na bagatelizowanie przez polityków hołubienia tych haseł, tych niedomówień i tłumaczenia, że "nie o to chodziło" - zapowiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Dodała też, że mimo, iż wolność zgromadzeń jest bardzo ważna, to jednak "nigdy nie będzie bezradnie patrzeć na tolerowanie emblematów i haseł faszystowskich".

W środę zaplanowany jest "IV Marsz Zwycięstwa Rzeczpospolitej". Formalnie rzecz biorąc jego organizatorem jest Młodzież Wszechpolska (w rejestrze zgromadzeń urzędu miasta zgłaszającym jest "osoba prywatna"). Jak wyjaśnił nam Szymon Adamik, prezes warszawskiego okręgu Młodzieży Wszechpolskiej, wezmą w nim też udział także członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego.

"Próba zastraszenia urzędników"

Przypomnijmy, 1 sierpnia ratusz podjął decyzję o rozwiązaniu marszu ONR, który miał przejść z ronda Dmowskiego na plac Zamkowy. Szefowa Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego informowała 2 sierpnia, że przyczyną było m.in. to, że zdaniem obecnych na marszu urzędników ratusza, "sposób ustawienia czoła pochodu i użycia flag nawiązywał do przemarszów z lat 30. włoskich faszystów i niemieckich nazistów".

Podczas konferencji prasowej prezydent odniosła się do poniedziałkowej wizyty posła i prezesa Ruchu Narodowego Roberta Winnickiego oraz posłów Kukiz'15: Tomasza Rzymkowskiego i Bartosza Józwiaka w BBZiK. Posłowie chcieli zapoznać się z dokumentami dotyczącymi rozwiązania marszu. Domagali się też spotkania z szefową biura Ewą Gawor. Do urzędu przyszli z kamerami, na żywo relacjonowali wizytę w mediach społecznościowych. Na miejsce wezwali też policję. Pretekstem było ujawnienie przeszłości Gawor, jej 10-letniej pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w latach 80.

Gronkiewicz-Waltz krytycznie oceniła tę sytuację. - Nie ma innej możliwości odczytania tego, jak tylko jako próbę zastraszenia urzędników, żeby już nigdy nie odważyli się rozwiązać zgromadzenia - powiedziała. Podkreśliła, że dokumenty w tej sprawie są opublikowane od tygodnia. Można je zobaczyć między innymi w mediach społecznościowych. Sprawa trafiła też do sądu, ponieważ od decyzji ratusza odwołali się organizatorzy zgromadzenia.

- Uważam, że ponieważ sprawa jest w sądzie, nastąpiło naruszenie interesów wymiaru sprawiedliwości i naruszenie interesów trzeciej władzy. Trzeciej władzy, która nie jest zależna od parlamentu - powiedziała prezydent. - Będziemy to drążyć i pytać najlepszych prawników. Mamy różnego typu argumenty, pisma, orzeczenia, a wiadomo, że jeden z posłów jest ewidentnie związany ze środowiskami ONR - dodała.

Spór o przeszłość Ewy Gawor

Józwiak mówił w poniedziałek, że bardzo istotną informacją, której udzielono ustnie posłom, było to, że za decyzją o rozwiązaniu marszu ONR 1 sierpnia "stoi personalnie, indywidualnie pani Ewa Gawor". - Tutaj zostało to wyraźnie wskazane - żaden inny urzędnik nie podjął tej decyzji, podjęła ją dokładnie pani Gawor - powiedział Józwiak.

Słowa posła odnoszą się do medialnej dyskusji dotyczącej przeszłości zawodowej dyrektor BBZiK. Gawor odniosła się do sprawy. Potwierdziła, że przez 10 lat pracowała w Departamencie PESEL Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a pod koniec lat 80. skończyła szkołę oficerską i dostała stopień podporucznika Milicji Obywatelskiej. Zaznaczyła jednak, że nigdy nie ukrywała swojej przeszłości, a jej życiorys został wyciągnięty ze względu na rozwiązanie marszu narodowców 1 sierpnia.

W czasie konferencji prasowej dziennikarze pytali Hannę Gronkiewicz-Waltz, czy wiedziała o tym, gdzie wcześniej pracowała jej podwładna.

- Ona tu pracuje od 23 lat. Również pracowała za prezydenta Lecha Kaczyńskiego, była naczelnikiem. A pamiętajmy, że prezydent Kaczyński zwolnił blisko tysiąc pracowników (gdy objął urząd - red.). Więc widocznie miał zaufanie do pani Gawor - powiedziała Gronkiewicz-Waltz.

Dodała też, że nie zamierza jej zwalniać.

Zobacz, jak Ewa Gawor tłumaczyła rozwiązanie marszu ONR 1 sierpnia:

Ewa Gawor o zakazie marszuTVN24
wideo 2/2

kk/PAP/b