Namawiali do bicia Rosjan przed meczem Euro 2012. Jest wyrok

Warszawa

Dawid Krysztofiński /tvnwarszawa.plMarsz i bójki na moście Poniatowskiego (wideo archiwalne)

1,5 roku ograniczenia wolności w postaci prac społecznych oraz 5 tys. zł grzywny - to wyrok stołecznego sądu dla Wojciecha B. ps. Kelner i Wojciecha W. za namawianie do ataków na kibiców z Rosji w Warszawie podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Proces trwał od października 2013 roku, wyrok jest nieprawomocny, a obrońca już zapowiada apelację. Prokuratura - która wnosiła o kary roku oraz 3 miesięcy więzienia w zawieszeniu - jest zadowolona z faktu skazania.

Bójki, kamienie i race

Chodzi o sprawę z 12 czerwca 2012 r. Przed meczem Polska-Rosja, doszło do zamieszek, które zaczęły się podczas przemarszu rosyjskich kibiców na Stadion Narodowy. Grupa około 100 pseudokibiców próbowała doprowadzić do siłowej konfrontacji. Były bójki, rzucanie kamieniami, odpalano petardy i race. Kilkanaście osób odniosło obrażenia. Zatrzymano około 200 osób. Znani w środowisku kibiców Legii Warszawa B. i W. zostali oskarżeni przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie o to, że organizowali i koordynowali przyjazd do stolicy pseudokibiców z całej Polski w celu pobicia kibiców rosyjskich w związku z meczem Polska-Rosja. Wojciech B., znany pod pseudonimem "Kelner" miał wielokrotnie udzielać telefonicznych porad, np. jak atakować kibiców rosyjskich, wskazywać miejsca ich pobytu, doradzać jak się zachowywać by utrudnić rozpoznanie i zatrzymanie. W. miał zaś doradzać B., że ataków na kibiców z Rosji powinno się dokonać już po meczu. Sąd uznał, że oskarżeni są winni tego przestępstwa. Sędzia Monika Łukaszewicz oceniła, że podsłuchy W. i B. – będące podstawowym dowodem oskarżenia – były zgodne z prawem, co od początku kwestionowała obrona. W uzasadnieniu wyroku sędzia mówiła, że nie można akceptować takich zachowań podsądnych, bo "nie miał znaczenia sam mecz; chodziło o to by pobić". - Tłem była przynależność do narodu rosyjskiego – podkreśliła sędzia.

"Zapotrzebowanie na sukces"

Obrońca W. mecenas Krzysztof Wąsowski zapowiedział apelację, skazanie uznał za "kuriozalne". Podkreślił, że w 2012 r. było zapotrzebowanie na to by policja miała sukces w sprawie "kibicowskich przestępców". - Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie – mówił, powtarzając że podsłuchy w sprawie były nielegalne, m.in. dlatego, że w sprawie nie chodziło o przestępstwo, wobec którego można je było stosować.

Za podżeganie lub pomocnictwo do stosowania przemocy wobec innych osób z powodu przynależności narodowej grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

PAP/kz/pm