"Na wojnie nie było takiej agresji". Mieszkanki ul. Wilczej o burdach

Warszawa

Tomek ZielińskiMieszkanki kamienicy przy Wilczej

Porozbijane szyby w samochodach, połamane znaki i powyrywana kostka brukowa - tak wygląda ul. Wilcza - tu w trakcie Marszu Niepodległości, doszło do starć chuliganów z policją. Zbulwersowani mieszkańcy kamienic liczą straty i zarzucają władzom brak odpowiedniej reakcji.

- Makabra! Takie bandziorstwo, że aż wstyd. Na wojnie takiej agresji nie ma - mówi oburzona dozorczyni jednej z kamienic przy Wilczej. Tego wieczoru wielu jej sąsiadom chuligani zniszczyli samochody.

"Winna władza"

- Ci ludzie byli nie do opanowania! Gdzie jest premier, gdzie prezydent, gdzie Gronkiewicz-Waltz? Na co to się pozwala? Powinni tego zakazać. Kategorycznie! - wtóruje dozorczyni mieszkanka kamienicy. Jej zdaniem, należałoby zaostrzyć prawo, żeby takie sytuacje się nie powtarzały i z rozrzewnieniem wspomina pochody sprzed kilkudziesięciu lat, podczas których było spokojnie.

- Dawniej były marsze, imprezy, pochody i tak się nie działo. Policja była szanowana. A teraz? Za mało karzą. Policjanci nie mogli tego opanować. Mieli narażać życie? Od tego jest władza - dodaje.

Strach i ogromne szkody

Kilka budynków dalej spotykamy kolejną mieszkankę kamienicy, która podczas zamieszek ze strachu nawet nie podeszła do okna. - Ja na pierwszym piętrze mieszkam. Schowałam się z psem jak trusia. To już w Sylwestra kulturalniej było - wspomina kobieta.

- Demonstracja demonstracją, a później jak zwykle - dużo sprzątania i szkód - podsumowuje smutno dozorczyni

ij//ec