Na dach Marriotta bez zabezpieczeń. Mężczyzna zatrzymany przez policję

Warszawa

Mężczyzna wspiął się po elewacji hoteluTVN24
wideo 2/2

Policja zatrzymała młodego mężczyznę, który w niedzielę wieczorem wspiął się na dach hotelu Marriott. Pierwszą informację o tym zdarzeniu i zdjęcia dostaliśmy na Kontakt 24.

Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem. Mężczyzna wspiął się na północną elewację hotelu Marriott, w samym centrum Warszawy. Wspinaczce przyglądało się kilkadziesiąt osób.

Zabezpieczenie miejsca

Na miejscu szybko pojawiły się też służby: straż pożarna, policja oraz pogotowie ratunkowe. Chodnik wokół budynku został ogrodzony policyjną taśmą.

- Wspinająca się osoba jest już na dachu pod opieką policji. Nasze działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Na miejscu obecna była też grupa wysokościowa - powiedział w rozmowie z redakcją Kontaktu 24 kpt. Wojciech Kapczyński z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie.

Wejście na dach trwało około 20 minut. Mężczyzna został wyprowadzony z budynku przez policję. - Został wylegitymowany i zobowiązany do stawienia się w jednostce policji - powiedział nam Robert Szumiata ze śródmiejskiej komendy.

Jak przekazał nam Robert Szumiata ze śródmiejskiej policji, mężczyzna stawił się w jednostce policji i został mu postawiony zarzut z artykułu 51 kodeksu wykroczeń. Chodzi o zakłócanie porządku publicznego.

- Materiały trafią do sądu. Mężczyzna po przesłuchaniu został zwolniony. Będzie oczekiwał na wezwanie do sądu - poinformował Szumiata.

Sięgał do torebki z magnezją

To nie pierwsze wejście na ten "szczyt". W 1998 roku na szczyt budynku wszedł pochodzący z Francji Alain Robert, nazywany Człowiekiem-Pająkiem. Został dzięki temu wpisany do Księgi Rekordów Guinessa Francuz.

Rok później to samo zrobił Polak, 26-letni Dawid Kaszlikowski, a w 2009 roku wyczyn ten powtórzył 25-latek z Sosnowca.

Przechytrzył hotelową ochronę, policjantów i dziennikarzy, a próba jego zatrzymania mogła skończyć się tragicznie. W czerwcu 1998 roku Alain Robert w ciągu niecałych 20 minut wszedł na dach 140-metrowego hotelu Marriott.

Nie miał żadnych zabezpieczeń - co chwila sięgał do umieszczonej na jego plecach torebki z magnezją – specjalnym proszkiem, dzięki któremu jego palce nie ślizgały się podczas wspinaczki.

Po wejściu na dach wieżowca, usłyszał owacje od zgromadzonej pod budynkiem publiczności. Na szczycie czekali już na niego policjanci, lecz jak przyznał adwokat Francuza, zachowali się bardzo elegancko.

- Do całej sprawy podeszli z dystansem, poczekali aż Alain odpocznie po czym zjechali wszyscy razem, na spokojnie – mówił.

"Kategorycznie tego nie popieramy"

Z ulgą odetchnęli także pracownicy Marriotta, jednak nie aprobowali postępowania francuskiego wspinacza.

- Jesteśmy bardzo zadowoleni, że skończyło to się w ten sposób, że wszedł cało i zdrowo, ale w dalszym ciągu kategorycznie nie popieramy i nie dalibyśmy zgody na to wejście – mówił przedstawiciel hotelu.

Alain Robert wszedł na Marriott, mimo że po nieudanej próbie odbytej dzień wcześniej, zapowiadał że na razie rezygnuje ze wspinania się w Warszawie.

Podczas pierwszej wspinaczki ze ściany hotelu ściągnęli go ochroniarze, którzy razem z policją i strażakami czekali na wspinacza. - Mieliśmy pecha, ponieważ było za dużo policjantów – przyznał Robert.

Zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie

Pierwsze metry pokonywał bardzo szybko, pewnie dlatego, że wejście nie było uzgodnione z szefami hotelu. Później zwolnił, a nawet zatrzymał się by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. We wrześniu 1999 roku wyczyn Roberta powtórzył młody Polak Dawid Kaszlikowski. Jego wyczyny obserwowały z dołu setki przechodniów.

- Doganiamy Zachód w różnych dziedzinach, to i w dziedzinie pajęczarstwa dobrze jest, że gonimy – żartowali.

Wejście na prawie 150-metrowy wieżowiec zajęło mu 35 minut.

- Nie bałem się że spadnę, bo wiedziałem że cały czas kontroluję sytuację. Co prawda fasada budynku jest nieco brudna, więc zalecałbym w ramach ekspertyzy żeby [pracownicy hotelu – red]. umyli ją w najbliższym czasie, bo buty mi się trochę ślizgały – śmiał się Kaszlikowski.

"Nikogo nie podejrzałem w żadnym pokoju"

Dawid Kaszlikowski to doświadczony wspinacz. Sport ten w momencie swojego wyczynu uprawiał od ośmiu lat. Rzecznik prasowy Marriota powiedział wówczas, że hotel nie popiera takich wyczynów, ale nie wniesie żadnej skargi przeciwko Dawidowi.

- Nikogo nie podejrzałem w żadnym pokoju, nawet się nie starałem bo nic nie widać, cały czas widziałem tylko siebie i miasto – żartował 26-latek.

Strażacy asekurowali polskiego wspinacza, ale ich interwencja nie była konieczna. Po wejściu na dach wieżowca, podobnie jak w przypadku Francuza, Kaszlikowski usłyszał owacje i brawa.

"Prawo nie zabrania chodzenia w pionie"

Swoją wspinaczkę rozpoczął około godziny 16, a już 45 minut później znajdował się na dachu. 25-latek z Sosnowca w 2009 roku powtórzył wyczyn poprzedników z końca lat 90. Został zatrzymany przez policję, jednak ta nie postawiła mu zarzutów, ponieważ - jak orzekł rzecznik stołecznej policji Marcin Szyndler - "prawo nie zabrania chodzenia w pionie".

U stóp hotelu na mężczyznę czekała straż pożarna - podstawiono podnośnik, rozstawiono skokochron i ściągnięto specjalistyczną grupę ratownictwa wysokościowego. Suma wszystkich tych zabezpieczeń to koszt rzędu kilku tysięcy złotych. Te jednak nie były potrzebne, bo pomimo tego, że młody śmiałek nie korzystał z żadnej asekuracji, w krótkim czasie osiągnął zamierzony cel.

- Pewnie chciał mieć swoje pięć minut - ocenił rzecznik Straży Pożarnej Paweł Frątczak. A Dawid Kaszlikowski dodał, że tego typu wejścia są pieczołowicie przygotowane. - Nie uważam, że wejście na hotel to lekkomyślność. Żeby wejść na taki budynek trzeba być świetnie przygotowanym - podsumował Polak.

Alain Robert wspiął się na Marriotta [materiał archiwalny]Fakty [03.06.1998]
wideo 2/2

em/ok/ab/pm/b