MPO pomogły pieniądze przelane na chwilę. Prokuratura: nie ma przestępstwa

Warszawa

Mateusz Szmelter/ tvnwarszawa.plO umorzeniu mówi prokurator Przemysław Nowak

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie poświadczenia nieprawdy przez prezesa MPO w przetargu na odbiór śmieci w Warszawie - dowiedział się portal tvnwarszawa.pl.

- Prokurator przesłuchał licznych świadków, jak również zgromadził obszerną dokumentację i poddał ją analizie. Na podstawie całości zgromadzonego materiału dowodowego prokurator ustalił, że oświadczenie przedłożone przez MPO w zakresie sytuacji majątkowej było rzetelne i zgodne z prawdą – powiedział w rozmowie z tvnwarszawa.pl Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak dodał, zgodne z prawdą było również oświadczenie o spełnianiu warunków dopuszczających do startowania w przetargu. - Wobec powyższego postępowanie zostało umorzone z braku znamion czynu zabronionego – sprecyzował prokurator Nowak.

Wątpliwości wzbudził przelew

Sprawa miała swój początek w ubiegłym roku. W wakacje upłynął termin składania ofert w przetargu na obiór śmieci w Warszawie. Jednym z warunków udziału w przetargu było przedstawienie informacji o stanie konta.

W postępowaniu przetargowym Warszawa została podzielona na 9 obszarów. Wysokość zabezpieczenia była zależna od tego, jak dużo rejonów chciał obsługiwać uczestnik postępowania. Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania złożyło ofertę na pięć rejonów, więc na koncie miejskiej spółki musiało być minimum 65 mln złotych. MPO zadeklarowało, że dysponuje taką kwotą. Z dokumentacji wynika, że o zaświadczenie z banku spółka poprosiła na dzień przed złożeniem oferty, czyli 22 sierpnia 2013 roku. Bank potwierdził, że na koncie spółki znajduje się 65 mln złotych. Dokument został wystawiony o godzinie 10:24.

Wielkim przegranym przetargu śmieciowego była firma Byś. Jej właściciel złożył zawiadomienie do prokuratury. Jego podejrzenia wzbudziło zaświadczenie. Wojciech Byśkiniewicz utrzymywał, że pieniądze dla MPO zostały przelane na chwilę, by uzyskać zaświadczenie. Bez tego dokumentu MPO nie miałoby szans przystąpić do przetargu.

Prokurator mówi o sprawdzeniu wątku przelewu na konto MPO
Mateusz Szmleter/ tvnwarszawa.pl

Nie było przestępstwa

Okazuje się, że podejrzenia Byśkieniewicza zostały w części uznane przez prokuraturę.

- Bardzo skrupulatnie badaliśmy kwestię zaświadczenia z dnia 22 sierpnia 2013 roku. Nie ulega wątpliwości, że ta suma została tam przelana, można powiedzieć chwilowo i następnie przelana na inne konto - przyznał prokurator Nowak.

Ponadto prokuratura potwierdziła, że MPO pieniądze pozyskało w drodze sprzedaży obligacji innej należącej do miasta spółki - Miejskiemu Przedsiębiorstwu Wodociągów i Kanalizacji. Gdyby nie ta pomoc, MPO nie mogłoby wystartować w przetargu.

Dlaczego więc śledztwo umorzono? - W warunkach określonych przez zamawiającego nie wskazano, aby te pieniądze miały być przez jakiś czas na koncie. Trzeba było jedynie wykazać, że posiada się konkretną sumę pieniędzy i ten warunek został spełniony. Przedstawiono zaświadczenie rzetelne, autentyczne i zgodne z prawdą - tłumaczy prokurator Nowak.

Jak dodaje prokurator, fakt wyemitowania obligacji czy wpłata "na chwilę" pieniędzy na jedno z kont MPO i dalej przepływ pieniędzy między kontami spółki, "nie stanowi przestępstwa i jest całkowicie legalne". - Te pieniądze należały do MPO - wyjaśnia prokurator.

Firma BYŚ złożyła zażalenie na umorzenie śledztwa.

Zamieszanie wokół przetargu

Warszawa rozstrzygnęła przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów na początku września 2013 r. Władze stolicy zdecydowały wówczas, że śmieci w stolicy będą odbierać od lutego 2014 r. trzy firmy: Lekaro, Sita oraz MPO. Miasto podzielono na dziewięć obszarów, z czego najwięcej, bo pięć, przypadło MPO. Od tego odwołały się dwie firmy, które przetarg przegrały: Byś i Remondis. Obie odwołały się tylko od wyboru MPO, ponieważ startowały do tych samych rejonów, co miejskie przedsiębiorstwo.

W swoich odwołaniach obaj przegrani zarzucili miastu, że wybrało w przetargu miejską spółkę, mimo że ma stratę i nie ma wymaganego doświadczenia w zakresie zagospodarowania odpadów. Obie firmy twierdzą też, że MPO zaoferowało rażąco niską cenę. Sprawa trafiła do sądu.

Bartłomiej Frymus – b.frymus@tvn.pl