"Można było odmówić rejestracji manifestacji"

Warszawa

fot. Pawł Supernak/PAP

- Powinno się odmówić rejestracji jednej z dwóch demonstracji. Albo można było je rozdzielić i zezwolić na nie w różnych częściach miasta - przekonywał na antenie TVN24 karnista prof. Piotr Kruszyński.

W ten sposób odniósł się do burd, jakie rozegrały się na ulicach miasta 11 listopada. - Nie mogę zgodzić się ze zdaniem pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która stwierdziła, że władza nie może sobie pozwolić na przegraną w sądzie – skomentował karnista.

"Odmówić rejestracji jednej z manifestacji"

Prezydent miasta w ten sposób tłumaczyła decyzję o dopuszczeniu manifestacji dwóch grup, które lekko mówiąc nie przepadają za sobą. - Powinno się odmówić rejestracji jednej z dwóch demonstracji. Albo można było je rozdzielić - mówi Kruszyński.

Zapytany o porównanie do manifestacji Wolne Konopie, która została zakazana przez władze miasta, ale po tej decyzji urzędnicy przegrali proces w sądzie stwierdził: – To co innego. W przypadku dwóch demonstracji 11 listopada, uczeń szkoły podstawowej mógł przewidzieć, że dojdzie do zadymy – twierdzi Kruszyński.

I przekonuje tego typu manifestacje wzbudzają agresję. – Przesadziły obie strony – zaznacza karnista. Jego zdaniem prawo o zgromadzeniach publicznych jest dobre i zezwala na zakazanie manifestacji jeżeli zagraża życiu i zdrowiu. Twierdzi, że słuszna jest inicjatywa, żeby zakazać zakrywania twarzy podczas tego typu manifestacji.

Przesunąć ciężar na wojewodę

Z kolei były prezes TK uważa, że trzeba zmienić ustawę o zgromadzeniach, która - jak przypomniał - przyjęta została na początku transformacji. Ustawa pochodząca z poprzedniej epoki, szumnego okresu rodzenia się demokracji, wymaga - po konfrontacji z życiem - solidnego przejrzenia - ocenił były prezes TK. - Może napisania na nowo, a już na pewno pewnych nowelizacji - zaznaczył.

Były prezes TK przypomniał, że wszystkie zadania w zakresie zgody i zabezpieczania demonstracji zostały przerzucone na gminę. Tymczasem - w jego opinii - należałoby na nowo zastanowić się, kto powinien być organem decydującym. - Ciężar powinien być przesunięty na wojewodę, jako przedstawiciela rządu w terenie z możliwością odwołania się do ministra - powiedział Stępień.

ran //ec