Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE RUCHU

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Minister pośmiertnie awansował dowódcę batalionu "Zośka"

Warszawa

Pogrzeb Ryszarda BiałousaTVN24
wideo 2/2

- Umarł na obcej ziemi 27 lat temu, ale jego pragnieniem było do ojczyzny wrócić, do ojczyzny wolnej, do ojczyzny suwerennej, do ojczyzny niepodległej - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości pogrzebowych dowódcy batalionu "Zośka". Minister obrony narodowej awansował pośmiertnie Ryszarda Białousa na stopień pułkownika.

W środę na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odbywają się uroczystości pogrzebowe dowódcy batalionu "Zośka", który 27 lat temu zmarł w Argentynie i chciał być pochowany w Polsce. Uczestniczą w nich, oprócz prezydenta Dudy, m.in. szef MON Mariusz Błaszczak, wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński, szef Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk.

Kpt. Białous, decyzją szefa MON, został awansowany pośmiertnie na stopień pułkownika Wojska Polskiego.

"Wśród brzozowych krzyży, pod którymi leżą jego żołnierze"

- To jest niezwykła chwila, sen o wolnej Polsce dopełnia się. Dla pana pułkownika Ryszarda Białousa, dla "Jerzego", to marzenie o tym, aby Polska była niepodległa, była w pełni suwerenna, była kwitnąca i żeby być w niej dzisiaj, właśnie się realizuje - podkreślił prezydent. - Po 75 latach od dnia, w którym gotów był stanąć do Powstania Warszawskiego, które następnego dnia, 1 sierpnia 1944 roku, miało się rozpocząć - dodał.

Zaznaczył, że "Jerzy" "nie był już wtedy młodym chłopakiem tak, jak jego żołnierze - chłopcy, dziewczęta, którymi dowodził, był poważnym człowiekiem, miał 30 lat". - Był mężem, toczyło się dla niego życie, a jednak gotów był poświęcić je dla Polski, gotów był poświęcić je od dawna, od czasów przedwojennych - podkreślił.

I przypomniał, że Białous nie zdążył przyjechać do wolnej Polski, bo "zdrowie nie pozwoliło". - Umarł na obcej ziemi 27 lat temu - w 1992 roku, ale jego pragnieniem było do ojczyzny wrócić. Do ojczyzny wolnej, do ojczyzny suwerennej, do ojczyzny niepodległej - podkreślił.

Jak dodał, dowódca "Zośki" wreszcie może spocząć pośród innych powstańców. - Dziś na to miejsce ostatniego spoczynku tutaj, do tej kwatery, którą znają wszyscy w Polsce, wśród tych brzozowych krzyży, pod którymi leżą jego żołnierze, odprowadzony przez swoich podkomendnych, przez polskich komandosów, przez najwyższe władze państwowe, przez generalicję, przez ordynariusza Wojska Polskiego, przez syna, przez wnuka - przemawiał Andrzej Duda.

- Spocznie tu, gdzie jego miejsce, wśród jego żołnierzy - ocenił. - Panie pułkowniku! Dowódco legendarnego batalionu "Zośka", cześć Twojej pamięci. Spoczywaj w pokoju. Niech żyje Polska! - zakończył prezydent.

"Pan pułkownik dobrze zasłużył się Polsce"

Szef MON Mariusz Błaszczak przypomniał, że Białous to był "dzielny żołnierz, dowódca, instruktor, wychowawca, wielki Polak". - Pan pułkownik był aktywny, walczył o wolną Polskę, był harcerzem, później żołnierzem. Współtworzył Szare Szeregi. Stanął do walki 1 sierpnia 1944 roku, bo to był jego obowiązek, jako Polaka, jako żołnierza. Po II wojnie światowej został na emigracji, nie miał wyboru. Gdyby wrócił komuniści potraktowaliby go tak, jak innych żołnierzy Armii Krajowej, innych dowódców AK - mówił Błaszczak. - Osiągnął wysoką pozycję społeczną w Argentynie, ale zawsze pamiętał o swojej ojczyźnie - dodał.

Kpt. Białous, decyzją szefa MON, został awansowany pośmiertnie na stopień pułkownika Wojska Polskiego. - Kiedy przed chwilą wręczałem synowi nominację na pułkownika, dziękowałem za to, że rodzina zgodziła się, by powrócił do Polski, żeby był pochowany w tym miejscu, na cmentarzu powązkowskim, usłyszałem, że taka była jego wola i oto ta wola się spełniła. W ostatniej drodze z Argentyny do Polski asystowali mu żołnierze Wojska Polskiego, Wojsk Obrony Terytorialnej. Postawa pułkownika jest wzorem dla dzisiejszych żołnierzy Wojska Polskiego. Pan pułkownik dobrze zasłużył się Polsce - powiedział szef MON.

"Po 27 latach spełnia się jego marzenie"

- Ojciec był przede wszystkim harcerzem, przez całe życie był wierny harcerskim przyrzeczeniom. Zachowywał osobistą harcerską uczciwość. Swoim postępowaniem zyskał szacunek i przyjaźń w Argentynie. Zawsze powtarzał: żeby Polska była szanowana na świecie to Polacy na emigracji muszą pokazać najwyższy poziom kultury, pracowitości i uczciwości w swoim codziennym życiu - powiedział syn pułkownika Jerzy (Jorge) Białous.

Przypomniał, że "27 lat temu na drugiej półkuli świata, rodzina i przyjaciele żegnali ze smutkiem mojego ojca". - Po 27 latach spełnia się jego marzenie, spocząć ze swoimi żołnierzami z batalionu - dodał.

PAP/b