Mieszkańcy narzekają na fetor. Prezes MPO: "Nie jesteśmy drugim Diorem"

Warszawa

Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.plBogdan Bajak, przedstawiciel Czystego Radiowa, o smrodzie przy osiedlach

To był gorący wieczór na Bielanach. Mieszkańcy, którzy narzekają na uciążliwość góry śmieci na Radiowie, spotkali się z władzami dzielnicy i przedstawicielami Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Jego prezes zasugerował, że protestujący to przyjezdni. Na zarzuty o smród odpowiedział, że zakład nie jest producentem perfum.

Kilka tygodniu temu powstało stowarzyszenie Czyste Radiowo. Zrzeszeni w nim są mieszkańcy okolic góry śmieci. W poniedziałek pojawili się na sesji rady dzielnicy, poświęconej uciążliwemu sąsiedztwu góry.

Przynieśli ze sobą odpady. Domagali się likwidacji sortowni i składowiska.

"Wyszedłem jak zbity pies"

- Były takie dni, że jak zaczęło śmierdzieć o godzinie 17.00, to śmierdziało aż do rana. Któregoś dnia nie wytrzymałem i poszedłem pod bramę sortowni. Przyjął mnie uśmiechnięty pan. Patrząc mi głęboko w oczy powiedział, że nic tutaj nie śmierdzi. Wyszedłem stamtąd jak zbity pies - oburzył Bogdan Bajak, przedstawiciel Czystego Radiowa.

- Mamy problem, nam śmierdzi. Nie wychodzimy na dwór. W pobliżu mamy ogródek jordanowski, gdzie od roku już nie widziałem dziecka. Matka żadna nie odważy się przyjść z dzieckiem, ponieważ jest smród - dodał Bajak.

Prezes nie spotkał się z mieszkańcami

Prezes MPO Krzysztof Bałanda nie stanął twarzą w twarz z blisko 200 mieszkańcami, którzy pojawili się na sesji rady dzielnicy Bielany. Wcześniej zwołał specjalną konferencję prasową. Na sesję przysłał swoich przedstawicieli.

- Dzisiaj stajemy przed zarzutem, że na Radiowie śmierdzi. No nie jesteśmy, i bardzo tego żałuję, że nie jesteśmy, drugim Diorem i nie produkujemy perfum. Ktoś te odpady, które produkujemy my wszyscy, musi przetworzyć - powiedział prezes Bałanda.

Przypomniał również, że składowisko istnieje od 1962 roku.

- Powstało jako składowisko odpadów komunalnych. Kiedy trzy i pół roku temu przychodziłem tutaj do pracy, to było to już składowisko tylko odpadów balastowych. Dzisiaj natomiast to nie są składowane tam nawet balasty - zauważył prezes MPO.

Szef MPO zasugerował, że protestujący to przyjezdni.

- Powtórzę za moimi ludźmi, nie ja to wymyśliłem. Dlaczego mieszkańcami gminy są ludzie, którzy mają rejestracje z Gdańska, Poznania, Lublina, Olsztyna i skądś tam jeszcze? No to byli ci protestujący - wypalił Bałanda na konferencji.

MPO o skargach na smród przy składowisku śmieci
Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.pl

Co trafia na składowisko?

Zgodnie z decyzją Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska na składowisko mogą trafiać pozostałości po sortowaniu, ziemia, kompost i gruz. Tymczasem mieszkańcy umieścili w sieci film, w którym przekonują, że na wysypisko trafiają też inne odpadki.

Prezes MPO nie chciał komentować tego nagrania. - Nie chcę się odnosić do czegoś co można w jakikolwiek sposób zamanipulować - stwierdził Bałanda.

Dodał, że śmieci komunalne trafiały tam wcześniej.

Z kolei jego pracowniczka Agnieszka Jakubowska zapewniła, że na składowisko nie trafiają odpady komunalne. - A jedynie odpady powstające po procesie mechaniczno-biologicznego przetwarzania. Podlegają higienizacji, co zabija drobnoustroje i pasożyty - zapewniła Jakubowska.

Co jest zwożone na składowisko Radiowo?
Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.pl

Radni chcą likwidacji

Burzliwa sesja rady dzielnicy zakończyła się w nocy w poniedziałku na wtorek. Radni jednogłośnie przyjęli uchwałę opowiadającą się za likwidacją składowiska i sortowni.

- Jesteśmy przeciwni dalszej rozbudowie instalacji przetwarzania odpadów. My, jako dzielnica, ponosimy wszystkie konsekwencje związane z jej funkcjonowaniem. Nie zgadzamy się na dalszą działalność składowiska i sortowni. Chcemy ich likwidacji - powiedział Grzegorz Pietruczuk, wiceburmistrz dzielnicy Bielany.

Grzegorz Pietruczuk, wiceburmistrz dzialnicy Bielany, o skłądowisku na Radiowie
Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.pl

Teraz dokument ma trafić pod obrady rady Warszawy.

O tym, jakie śmieci i do kiedy mogą być tam składowane decyduje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. WIOŚ ZARZĄDZIŁ TAM KONTROLĘ - CZYTAJ WIĘCEJ.

Decyzję o zamknięciu składowiska może też podjąć prezydent miasta, jak że MPO to spółka miejska.

Miał być stok

Temat wysypiska powrócił przy okazji przetargu na wywóz i zagospodarowanie odpadów ze stolicy. MPO wygrało i ma obsługiwać kilka dzielnic. Przetarg zaskarżyli jednak wielcy przegrani - firmy Remondis i Byś.

Sprawa trafiła do Krajowej Izby Odwoławczej, która do dziś nie wydała wyroku.

Właśnie tam wyszło na jaw, że w 2012 roku MPO złożyło wniosek o przedłużenie działalności wysypiska w Radiowie. Początkowo miało działać do 2014 roku, ale okazało się, że termin został przedłużony.

Śmieciowa góra będzie rosła do końca 2016 roku. Pretekstem jest jej formowanie pod stok narciarski. CZYTAJ WIĘCEJ.

Wysypisko Radiowo

Wysypisko Radiowo znajduje się na granicy dwóch dzielnic: Bemowa i Bielan oraz gmin Izabelin i Stare Babice. Rocznie trafia tam 150 tysięcy ton odpadów. Śmieci gromadzono są tam od początku lat 60. Rekultywacja tego miejsca już się rozpoczęła; zaczęło się odgazowywanie górki.

Bartłomiej Frymus - b.frymus@tvn.pl /mz