Miasto zabrało festiwal hip-hopowcom

Warszawa

Warsaw Challenge, zdjęcie archiwalneDarmowe koncerty przyciągały publiczność

W zeszłym roku ten festiwal przyciągnął tysiące widzów. W tym miał promować Warszawę podczas Euro, ale - mimo wcześniejszych obietnic miasta - nie dostanie dofinansowania. Ratusz uciął pieniądze na organizację 8. edycji Warsaw Challange i przeznaczył je na potrzeby strefy kibica. Jakie? Urzędnicy nie chcą powiedzieć. Jak mówią, na przyszłoroczną edycję też może zabraknąć.

Kilkudniową impreza z darmowym wstępem, na którą co roku przyjeżdżają znani wykonawcy hip-hopowi i tancerze, miasto planowało zorganizować w strefie kibica, a nie - jak zwykle - w Parku Sowińskiego.

Protest w internecie

Fani czekali na to od miesięcy, a w internecie przekazywali sobie plotki na temat tegorocznej listy gwiazd. Mówiło się, że wystąpią m.in. Eldo, OSTR czy Don Guralesko, a b-boye przyjadą z całego świata.

Nic z tego. Kilka dni temu wśród fanów gruchnęła wieść, że miasto wycofuje się ze swoich planów. Na Facebooku pod apelem o przywrócenie festiwalu podpisało się już kilka tysięcy osób.

Nie rozumieją, dlaczego Ratusz podjął taką decyzję.

"Festiwal drożał"

- Chcieliśmy się tą imprezą pochwalić kibicom z zagranicy - przyznaje Katarzyna Ratajczyk, szefowa miejskiego biura promocji.

Koszty festiwalu (ok. 800 tys. zł) miały zostać ujęte w budżecie strefy kibica, na której zoraganizowanie miasto przeznaczyło 23 mln zł, a 12 mln dołożyła UEFA.

- Podczas kolejnego przeglądania kosztorysu okazało się, że koszty imprezy rosną. Wielu artystów i tancerzy miało przyjechać spoza Polski, wiec trzeba było im zapewnić przeloty i nocleg. Na czas Euro ceny tych usług bardzo wzrosły, nawet trzykrotnie - wyjaśnia Ratajczyk.

Zdaniem miasta taki wydatek się nie opłaca. Lepiej zorganizować inne koncerty.

- Musimy patrzeć globalnie. Na co dzień potrzebujemy artystów mainstreamowych. Proszę pamiętać ze Warsaw Challenge w najlepszych czasach przyciągała pięć tysięcy osób. Przymierzając to do strefy, która pomieści 100 tysięcy, według nas bardzo silna i doceniana grupa hip-hopowa będzie mimo wszystko niszowa – wyjaśnia szefowa biura promocji.

Na razie nie chce zdradzać, kto wystąpi w strefie ani na co zostaną przeznaczone pieniądze z festiwalu.

Katarzyna Ratajczyk, szefowa miejskiego biura promocji
Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

Decyzja zaskoczyła organizatorów

Michał Pełka, jeden z organizatorów i pomysłodawców imprez, opowiada, że decyzja Ratusza była zaskoczeniem, bo przygotowania do festiwalu były już na ukończeniu. Twierdzi też, że koncerty miały większą widownię, a w tym roku mogły być prawdziwą atrakcją.

- Do parku Sowińskiego przychodziło po 15 tysięcy osób. Z naszych wyliczeń wynikało, że byłaby szansa do strefy przyciągnąć nawet 30 tysięcy osób - zapewnia Pełka.

- Od kilku dni dzwonimy po wszystkich artystach oraz tancerzach i ich odwołujemy. Jest nam ogromnie przykro – dodaje.

Michał Pełka, jeden z organizatorów i pomysłodawców festiwalu
Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

"To bezczelne zachowanie"

Rozżaleni są również artyści, którzy występowali na poprzednich edycjach. Podkreślają, że ich zdaniem warto inwestować w festiwal.

- Jeśli miasto nie chce mieć tej imprezy, to nie. Nam pozostaje przyjąć to z pokorą. Mi jako człowiekowi, który jara się hip-hopem, jest przykro, że impreza, która w fajny sposób pokazywała tą kulturę zniknęła ze strefy zainteresowania kogokolwiek - uważa raper Eldo (projekt Parias).

Z kolei Włodi (Molesta, Parias) uważa, że zachowanie miasta jest mało profesjonalne, bo w ostatniej chwili się wycofuje. - Przecież miasto nie żyje Bajmem czy Panem Cugowskim. Miasto to właśnie kultura hip-hopowa i to my jesteśmy częścią tego miasta. Zostaliśmy potraktowani dość marginalnie – tłumaczy Włodi.

Jak dodaje: - Proponowanie ludziom po raz 40. z kolei zespołów, które od 40 lat grają to samo i w tych samych okolicznościach to pewnego rodzaju bezczelnością. Gdzie tu ukłon miasta w stronę młodych ludzi, którzy to miasto reprezentują w szerokim pojęciu - dziwi się raper.

Eldo i Włodi
Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

Koniec imprezy?

Mimo że miasto poinformowało organizatorów, aby odwoływali występu, daje jeszcze cień nadziei. – W ciągu miesiąca będzie rozstrzygniętych wiele przetargów i sfinalizowanych wiele umów. Może wtedy, jak wszystko rozliczymy, uda nam się znaleźć jakieś pieniądze? – mówi Ratajczyk.

Z kolei Pełka przekonuje, że nie pozwoli, aby impreza umarła, jednak szanse na to, aby odbyła się w tym roku, są małe. – Na pewno nie w takim wymiarze jak zaplanowaliśmy. Wielu artystów, szczególnie tych zagranicznych, ma inne terminy już zarezerwowane – mówi Pełka.

Miasto ostrzega, że edycja, która mogłaby odbyć się w 2013 roku, również może paść ofiarą oszczędności. – Budżet na promocje wciąż maleje – nie pozostawia złudzeń szefowa biura promocji.

Na Warsaw Challange 2011 gwiazdą był kultowy zespół De La Soul. Publiczność przyciągnął też Projekt Parias z nowym materiałem.

Bartłomiej Frymus – b.frymus@tvn.pl//mz