Mecz, którego nie było. Prokuratura wszczyna śledztwo

Warszawa

WikimediaŚledztwo w sprawie meczu

Prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące umowy na zorganizowanie słynnego meczu o Superpuchar Polski, który ostatecznie się nie odbył - dowiedział się portal tvn24.pl. Śledczy podejrzewają, że fatalne zapisy umowy, podpisanej m.in przez byłego szefa Narodowego Centrum Sportu Rafała Kaplera, mogą kosztować podatnika 1,5 mln zł.

Wszczęcie śledztwa potwierdził nam w środę rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak. - Jak dotąd śledztwo jest prowadzone w sprawie, co oznacza, że nikt nie ma przedstawionych zarzutów. Sprawa jest na początkowym etapie - wyjaśnił.

NIK: to przestępstwo

Doniesienie o możliwym przestępstwie - jak informowaliśmy 4 sierpnia - prokuratorzy otrzymali od prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Jej inspektorzy przeanalizowali dokładnie zapisy umowy, którą zawarł ówczesny szef Narodowego Centrum Sportu Rafał Kapler ze spółką Ekstraklasa. Dokument mówił o wynajmie Stadionu Narodowego, aby spółka Ekstraklasa mogła zorganizować mecz o Superpuchar między zespołami Legii Warszawa i Wisły Kraków. To wtedy, podczas jednego ze spotkań dotyczących stanu przygotowań obiektu do imprezy, ówczesna ministra sportu Joanna Mucha zapytała ponoć o to, "kto wybierał drużyny do tego meczu?"

"Stwierdziliśmy fakty wskazujące na: przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego (dyrektora w Ministerstwie Sportu i Turystyki) i niedopełnienie przez członków Narodowego Centrum Sportu ciążących na nich obowiązków przez co sprowadzili bezpośrednie niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody majątkowej w postaci zapłaty przez Skarb Państwa kary umownej w wysokości 1,5 mln" - napisali w doniesieniu inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli.

Umowa wbrew policji, straży pożarnej

Inspektorzy NIK na sześciu stronach doniesienia precyzyjnie uzasadnili, w jaki sposób mecz, który się nie odbył, może teraz kosztować podatnika 1,5 mln zł.

Kluczowy - według nich - jest paragraf 1 ust. 3 umowy, w którym NCS oświadczyło, że "nie istnieją żadne przeszkody natury prawnej i faktycznej, które uniemożliwiłyby Ekstraklasie S.A zorganizowanie meczu właśnie na Stadionie Narodowym". Jakby tego było mało, NCS deklarowało, że Stadion Narodowy "spełnia wszelkie wymogi bezpieczeństwa dla obiektów, na których organizowana jest impreza masowa podwyższonego ryzyka".

Tymczasem NIK odkryła, że istniały wtedy już opinie komendanta miejskiego straży pożarnej (23 stycznia), sanepidu (27 stycznia) i komendanta rejonowego policji (27 stycznia), z których wynikało, że mecz nie będzie się mógł odbyć. Mimo tych negatywnych opinii, NCS kierowane przez Rafała Kaplera zwróciło się do Ministra Sportu i Turystyki o akceptację umowy.

1,5 miliona odszkodowania

Co więcej - w umowie znalazł się paragraf 14 ust. 1, zgodnie z którym NCS zobowiązało się do wypłaty 1,5 miliona odszkodowania, jeśli nie dojdzie do meczu "z winy wynajmującego". Gdy już jasne się stało, że mecz się nie odbędzie, Ekstraklasa natychmiast wystąpiła do sądu z pozwem przeciwko NCS o zasądzenie 1,5 mln zł odszkodowania. Pierwsze sądowe starcie Ekstraklasa wygrała, teraz jednak sąd rozpatruje sprzeciw Skarbu Państwa, którego reprezentuje Prokuratoria Generalna. Wyrok sądu zapadnie najprawdopodobniej jesienią.

"Kara umowna w wysokości 1,5 miliona (...) była niewspółmierna do świadczenia Ekstraklasy tj. czynszu w wysokości 350 tysięcy" - zauważyli dodatkowo inspektorzy NIK w doniesieniu.

Kapler: sprawa czysta

O umowę pytaliśmy Rafała Kaplera, który w zeszłym roku wywalczył przed sądem ponad pół miliona złotych (wraz z odsetkami) zaległej "premii" od Ministerstwa Sportu. Sprawa trafiła do sądu, bo resort nie chciał premii wypłacić m.in. za zaniedbania przy organizacji właśnie meczu o Superpuchar. Kapler tłumaczy, że obowiązek uzyskania zgód na imprezę masową (od policji, sanepidu, straży pożarnej, a także ostatecznie od prezydent Warszawy - red.) spoczywał na Ekstraklasie, a nie na reprezentowanym przez niego Narodowym Centrum Sportu.

- To organizator wycofał się z umowy w trakcie spotkania z wojewodą, policją i strażą pożarną, bo nie mógł zrealizować wszystkich zaleceń służb - mówił nam Kapler. Nie widzi również nic niezwykłego w wysokości kary umownej, niemal 5-krotnie przewyższającej sumę, którą miało zarobić NCS.

- Z tego, co pamiętam, wzięła się ona z zobowiązań Ekstraklasy wobec sponsorów i automatycznie została przeniesiona do naszego kontraktu z głównym wykonawcą stadionu, czyli konsorcjum pod przewodnictwem Alpine. Taki zabieg miał gwarantować, że podatnik nigdy nie będzie zobowiązany do pokrywania kary umownej. Jednak Ekstraklasa nie pozwała budowniczych stadionu, tylko właśnie NCS i Skarb Państwa.

Decyzja sądu w sprawie odszkodowania spodziewana jest jesienią. Do tej pory również prokuratura powinna zdążyć podjąć decyzję, czy i ewentualnie kto mógł popełnić przestępstwo przy organizacji meczu, do którego nie doszło.

Dlaczego odwołano mecz o Superpuchar?

Superpuchar odwołany
TVN24 | tvn24

Robert Zieliński, tvn24.pl /rzw