Matka z chorym dzieckiem czeka. Strażnik idzie za potrzebą

Warszawa

| www.space.comfot

Matka z dzieckiem, które ma atak padaczki, podjeżdża do pierwszej napotkanej przychodni. Gdy z niej wychodzi, po samochodzie nie ma śladu. Okazuje się, że auto odholowała straż miejska. Ale to dopiero początek tej historii. Gdy kobieta poszła samochód odebrać spotkała się ze skandalicznym zachowaniem strażników.

- Jechałam, ulicą Bobrowiecką i moje dziecko dostało ataku padaczki - relacjonuje pani Marzena. Kobieta natychmiast pobiegła z dziewczynką do pobliskiej przychodni. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że zostawiła samochód w niedozwolonym miejscu.

"Może dostać padaczki"Gdy z przychodni wyszła, samochodu już nie było. - Dość dramatycznie to przeżyłam, myślałam, że został skradziony - wspomina pani Marzena. Okazało się, że zgodnie z prawem zabrali je strażnicy miejscy. O sytuacji, w jakiej znalazła się kobieta wiedzieć nie mogli.Kobieta postanowiła natychmiast interweniować w siedzibie straży miejskiej przy ul. Smolnej. Gdy chciała samochód odebrać poza kolejnością, napotkała na opór. Interweniować postanowił znajomy pani Marzeny, a całą sytuację nagrała telefonem komórkowym jedna z osób czekających w kolejce.

"Idę do toalety"Recepcjonistka odesłała grzecznie panią Marzenę do kolejki. Jak twierdzą świadkowie, sytuacja nie zmieniała się przez 40 minut. Znajomy pani Marzeny postanowił nawet interweniować u przechodzącego właśnie strażnika. - Idę do toalety zaraz wrócę - odpowiedział mężczyźnie strażnik.O skandaliczne zachowanie funkcjonariusza spytaliśmy Krzysztofa Jastrzębia, kierownika wydziału ogólnomiejskiego straży. Nagranie z telefonu komórkowego go nie przekonało: - Ja tu widzę pana interpretację. Inna sprawa, że kolejność przyjęć ustalają ludzie, którzy tu przychodzą - mówił Jarząb. - Pani została obsłużona poza kolejnością. Jakie są dowody, że czekała 40 minut - pytał.Pani Marzena zapowiedziała, że na strażników złoży skargę.ran/ec