Marsz narodowców: stołeczna policja szuka sześciu uczestników

Warszawa

Śledztwo w sprawie marszu 11 listopadaTVN24
wideo 2/4

Stołeczne policja poszukuje sześciu uczestników marszu narodowców w związku ze śledztwem dotyczącym publicznego propagowania faszyzmu lub nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym czy rasowym - poinformował we wtorek rzecznik prasowy KSP komisarz Sylwester Marczak.

- Policjanci komendy stołecznej wyodrębnili sześć wizerunków, które zostały rozesłane po całej Polsce do wszystkich komend policji - powiedział Marczak. Oznacza to, że policjanci na podstawie tych informacji będą szukać wytypowanych osób.

11 listopada pod hasłem "My chcemy Boga" ulicami Warszawy przeszło - jak szacuje policja - około 60 tysięcy osób. Niektórzy uczestnicy marszu, oprócz polskich flag, nieśli także transparenty z hasłami: "Wszyscy różni, wszyscy biali" czy "Europa tylko dla białych". Pojawiły się także doniesienia o wykrzykiwaniu haseł takich, jak "Sieg Heil", "Biała siła", "Żydzi won z Polski" i "Usunąć żydostwo z władzy".

Zawiadomienia do prokuratury i śledztwo

Do prokuratury trafiły zawiadomienia dotyczące organizatorów marszu i osób niosących te transparenty. W zawiadomieniach wskazywano na propagowanie faszyzmu i nawoływanie do nienawiści na tle rasowym.

Po marszu narodowców śródmiejska prokuratura wszczęła śledztwa w sprawie publicznego propagowania faszyzmu lub nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym czy rasowym za co grozi kara do dwóch lat więzienia. Pod koniec listopada prokuratura powierzyła prowadzenie tego śledztwa stołecznej policji.

Marczak mówił wówczas, że nad sprawą pracuje kilkudziesięciu policjantów, którzy analizują zarówno zgromadzone nagrania filmowe, jak i zdjęciowe.

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak podkreślił wtedy, że zobowiązał policję do jak najszybszej analizy treści propagowanych podczas wszystkich zgromadzeń, które odbyły się 11 listopada, pod kątem ścigania z urzędu sprawców z art. 256 Kodeksu karnego, wyznaczającego sankcje za propagowanie faszyzmu lub totalitaryzmu.

"Nie można postawić znaku równości między patriotyzmem i nacjonalizmem"

- Nie ma w naszym kraju miejsca ani zgody na ksenofobię, na chorobliwy nacjonalizm, na antysemityzm. Taka postawa oznacza wykluczenie z naszego społeczeństwa. Nie można postawić znaku równości między patriotyzmem i nacjonalizmem - mówił po marszu prezydent Andrzej Duda.

Z kolei według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na marszu doszło do incydentów niedopuszczalnych, ale to był margines marginesu. - Bardzo prawdopodobna jest prowokacja - mówił.

Rzecznik marszu narodowców, Damian Kita zapowiedział pociągnięcie do odpowiedzialności tych, którzy wypowiadali się o zgromadzeniu, jako o marszu faszystów i nazistów. Jego zdaniem osoby niosące transparenty z hasłami m.in. o "czystej krwi" były grupą około 50-60 osobową.

PAP/kk/mś