"Mamy zagmatwaną sytuację moralną"

Warszawa

Tak o bałaganie w radzie Pragi Północ mówi Sebastian Wierzbicki z SLD. - Sytuacja jest trudna, ale zgodna z prawem - odpowiada Dorota Zbińkowska z PO. I przekonuje, że urząd działa sprawnie.

Rada Warszawy wysłuchała w czwartek wyjaśnień ratusza w sprawie patu na Pradze Północ, który zapanował w dzielnicy po tym, jak przewodnicząca komisji przerwała dwie sesje i już ich nie wznowiła.

Prawnicy ratusza twierdzą, że prawo tego nie nakazuje i przyznają, że "przerwa" może trwać nawet cztery lata, czyli do końca kadencji.

Radni niepotrzebni?

Gośćmi programu "Miejski Reporter" byli radni Warszawy. - Urząd na Pradze działa sprawnie, nic nie zagraża zarządzaniu ani demokracji - uspokajała Dorota Zbińkowska z PO. - Żeby dzielnica mogła normalnie funkcjonować, dyskusja ani opinie radnych nie są niezbędne - dodała, ale przyznała też że nad sytuacją w dzielnicy "trzeba się zastanowić".

"PiS robił to samo"

Z kolei radny SLD Sebastian Wierzbicki przyznał, że to, co dzieje się na Pradze, nie jest w porządku, ale przypomniał też, że w poprzedniej kadencji sytuacja w dzielnicy była bardzo podobna: - Bałagan szkodzi Pradze, ale cztery lata temu to druga strona blokowała obrady, przez co dzielnica o mały włos nie straciła 2 milionów złotych dotacji na dożywianie dzieci - przypominał.

- Dziś opozycja robi wszystko, żeby przejąć władzę i mieć pole konfliktu z panią prezydent. PiS chce na tym zbijać poparcie - ocenił Wierzbicki, przyznając równocześnie: - Mamy zagmatwaną sytuację moralną.

Wstydliwa sprawa Łukasza M.

Radna PO i radny SLD zgodnie potępili natomiast Łukasza M., którego Zbińkowska nazwała "moralnie trudnym języczkiem u wagi".

Łukasz M. dostał się do rady dzielnicy jako kandydat PO, po czym przeszedł na stronę opozycji, popierając w czasie wyboru burmistrza Jacka Sasina z PiS. Tak zaczął się praski pat.

Tymczasem M. okazał się mieć poważne zarzuty prokuratorskie: przechowywania dziecięcej pornografii na komputerze i szantażu. Do tego drugiego się przyznał.

- Łukasz M. został relegowany z klubu, jest wniosek o wydalenie z partii. Zastanawiam się, jak taka osoba mogła znaleźć się w radzie? Ludzie nie znają swoich radnych, nie znają ich osobiście. Zabrakło społecznej weryfikacji - oceniła Zbińkowska.

M. zapowiedział, że nie będzie pobierał diety, ale z mandatu nie zrezygnował. - Powinien natychmiast zrezygnować. Dziwię się, że koledzy z PiS go bronią. Przyznał się przecież do jednego z zarzutów - podkreślił Wierzbicki.

- Dla mnie też jest to niewyobrażalne - przyznała Zbińkowska.

Radni PiS nie przyjęli zaproszenia TVN Warszawa do rozmowy.

roody/mz