"Ma prawo żyć tak, jak żyje". 91-latka mieszkała w śmieciach

Warszawa

Uwaga TVNMateriał Uwagi TVN

Szczury, robactwo i niewyobrażalny fetor to codzienność mieszkańców jednej z komunalnych kamienic w Pruszkowie. Od wielu lat na parterze mieszka tu 91-letnia kobieta, która gromadzi niezliczone ilości rzeczy. Służby miejskie doskonale znają ten problem, ale nie są w stanie go rozwiązać.

Pani Irena ma 91 lat. Do mieszkania komunalnego wprowadziła się blisko 20 lat temu. Ponieważ zajmuje się zbieractwem, niemal doprowadziła lokal do ruiny. Dom jest zasłany śmieciami tak, że nie można nawet podejść do toalety czy umywalki. - Ona tu pięciu minut nie powinna być - uważa Anna Kłoczko, sąsiadka pani Ireny.

"Przywozi, trąbi, ja przynoszę"

I chociaż starsza kobieta dostaje od opieki społecznej obiady, to do jej mieszkania dostarczają je nie pracownicy urzędu, ale... sąsiadki.

- Pani przywozi na ulicę, trąbi i ja przynoszę - mówi pani Anna. - Opieka była rano, zmieniła pampersa i koniec - dodaje Danuta Turowska, druga z sąsiadek.

Pani Irena pod koniec stycznia zasłabła i trafiła do szpitala w Pruszkowie. Była odwodniona, zaniedbana higienicznie, miała problemy gastrologiczne. Po kilku tygodniach pobytu na oddziale lekarze uznali, że stan zdrowia kobiety wprawdzie się poprawił, ale nie na tyle, by odesłać ją do domu.

- Pani nie była osobą wymagającą leczenia szpitalnego, natomiast ze względu na brak samodzielności i stan psychiczny nasi lekarze opiekujący się panią stwierdzili, że pacjentka nie jest w stanie poradzić sobie sama w domu - mówi Barbara Pilucik ze Szpitala Powiatowego w Pruszkowie. Dodaje, że kobieta przewieziona została na oddział psychogeriatryczny szpitala w Tworkach. Niestety, okazało się, że pani Irena nie chce tam przebywać, dlatego pogotowie przewiozło ją do domu.

- Została bez jedzenia, bez picia, bez czegokolwiek, bez ogrzewania - mówi Anna Kłoczko. Bożena Cichosz z Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie twierdzi, że innego wyjścia nie było. - Miała klucze od domu, zostawili ją w domu - tłumaczy swoich pracowników. Nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego starsza kobieta pozostawiona została w tak strasznych warunkach.

"Miała klucze do domu"

Sytuację pani Ireny doskonale znają pracownicy pruszkowskiego ośrodka pomocy społecznej. - Powiedziała, że nigdzie nie pójdzie i nie chce żadnej opiekunki, bo ona tu ma przyjaciółki, sąsiadki, które pomagają, od nas nie chce nic - mówi Małgorzata Deres MOPS w Pruszkowie. - Warunki te stworzyła sobie sama przez szereg lat. Ma prawo żyć tak, jak żyje - dodaje Bożenna Dębowska z MOPS-u.

W podobnym tonie wypowiada się Andrzej Kurzela, wiceprezydent Pruszkowa. - Pani Irena odmawiała pomocy, ona chciała tak żyć - mówi i zaznacza, że sprawa jest złożona. Według niego opieka społeczna nie jest w stanie zmusić pani Ireny życia w innych warunkach.

W tej sytuacji główny ciężar opieki nad panią Ireną spoczął na sąsiadkach, ale także one coraz częściej są bezradne, bo starsza kobieta odmawia przyjmowania posiłków. Ponieważ w dniu, kiedy jest u niej reporter UWAGI! pani Irena praktycznie nic nie zjadła i jest bardzo osłabiona, to w trosce o jej zdrowie sąsiadki wzywają pogotowie. Po kilkunastu minutach badania okazuje się, że z powodu pogorszenia stanu zdrowia pani Irena musi znów trafić do szpitala.

Wysprzątany teren

Tymczasem kilkunastu sąsiadów pani Ireny pozostaje z problemem śmieci, robactwa i odoru. O pomoc wielokrotnie prosili zarządcę budynku, ale za każdym razem pruszkowskie TBS zasłaniało się brakiem zgody ze strony pani Ireny na posprzątanie posesji. Teraz, po rozmowie z reporterem UWAGI!, Zbigniew Piotrzkowski prezes TBS Zieleń Miejska w Pruszkowie, wysyła na miejsce swoich pracowników. Następnego dnia na posesji zjawia się ekipa sprzątająca i przez kilka godzin usuwa z mieszkania zdechłe gryzonie i dziesiątki worków i reklamówek ze śmieciami nagromadzonymi w ciągu ostatnich miesięcy przez panią Irenę.

Zobacz cały materiał "Uwagi!" TVN

Grzegorz Kuczek