Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

"Lumpex" i posiłki dla bezdomnych. Bo wspólnota nie chce gastronomii

Warszawa

Artur Węgrzynowicz/tvnwarszawa.plReklama w luksusowej rezydencji

- Miałem marzenie stworzyć fajne miejsce w Warszawie - opisuje sytuację w rozmowie z naszą redakcją Piotr Pielichowski, najemca lokalu w ekskluzywnej Rezydencji Foksal. Teraz zamiast lokalu gastronomicznego powstaje lumpeks oraz miejsce do dezynfekcji ubrań i koców. My zapytaliśmy, dlaczego? Przypomnijmy. O sprawie napisaliśmy we wtorek, kiedy to zdjęcia okleiny w witrynach lokalu na parterze budynku przy Foksal obiegły internet.

Na różowym, bardzo charakterystycznym tle, pojawiły się napisy, zwiastujące rychłe otwarcie sklepu z odzieżą używaną. "Rezydencja Foksal Lumpex, wkrótce otwarcie, perfumy na litry, dezynsekcja kocy i ubrań" – można przeczytać na reklamie przyklejonej do szyby.

Jak się okazuje, to rodzaj odwetu na wspólnocie mieszkaniowej, która uniemożliwiła mu realizację swoich planów. O sprawę więc zapytaliśmy samego zainteresowanego.

"Utrzeć nosa"

Czy pomysł na lumpeks to nie rodzaj zemsty? Piotr Pielichowski, restaurator i najemca lokalu przyznaje, że chciał niektórym utrzeć nosa, ale też jest to dobry sposób na biznes. - Jest to trochę z przekąsem, ale co ja mam innego otworzyć? - pyta i przypomina, że ma umowę podpisaną na 13 lat, a czynsz płaci co miesiąc. Zapewnia jednak, że użyłby takich samych kolorów i chwytów reklamowych (błędy ortograficzne), w normalnej sytuacji. - Miałem trzy lata agencję reklamową. Znam się na tym. Ma to na celu przyciągnięcie klienta - tłumaczy.

Początkowo jednak nie chodziło o lumpeks? - Miałem marzenie w Warszawie otworzyć fajne miejsce, którego w stolicy jeszcze nie ma. Lokal wkomponowany byłby w budynek, z pięknym żyrandolem i drogim wyposażeniem kuchni. Całość inwestycji wyniosła by ponad 1 mln złotych - opisuje restaurator, który wystąpił w programie TVN "Masterchef" i wyjaśnia: - Nie byłaby to do końca restauracja. W lokalu znajdowałyby się nie tylko wyroby delikatesowe - garmażeryjne, które można by było skonsumować na miejscu, ale także studio nagrań z kamerami.

"Nie" od wspólnoty

Do lokalu przy Foksal trafił rok temu. - Wraz z wspólnikiem, który pokazał mi to miejsce, sprawdziliśmy możliwości wentylacyjne lokalu. Okazało się, że maksymalny poziom przepływu powietrza był za mały i trzeba będzie dobudować kanał wentylacyjny - opisuje restaurator. Jak zapewnia, o wszystkich planach wiedzieli przedstawiciele wspólnoty. - To oni zażyczyli sobie ode mnie wynajęcia od nich architekta, który określił wymogi do stworzenia nowego kanału wentylacyjnego. Kosztowało mnie to 7 tysięcy złotych - dodaje.

To nie jedyne wydatki, które pokrył Pielichowski. - Wymagano ode mnie także projektów i wizualizacji. Myślę, że na wszystko wydałem ponad 100 tysięcy złotych - twierdzi, ale zarazem dodaje, że chciał wszystkie wymogi spełnić.

W sumie zbieranie dokumentów trwało sześć miesięcy. - Kolejne sześć zarząd zbierał podpisy pod uchwałą, żeby w ostateczności nie zgodzić się na przeprowadzenie kanału - mówi najemca. Chodzi o to, że pion przechodziłby przez część wspólną. - W lokalu mogę robić co chcę, ale bez dodatkowego pionu nie otworzę lokalu gastronomicznego - wyjaśnia.

Czemu uparł się na to miejsce? - Ma odpowiednią wielkość, jest w idealnej lokalizacji. Goście nie byliby tylko turystami, którzy wpadają na chwilę, jak to ma miejsce na Nowym Świecie. Mogliby poczuć to miejsce, dobrze zjeść - tłumaczy. Restaurator zapewnia, że część mieszkańców było na "tak", niektórzy nawet zmienili zdanie na jego korzyść. Nic to jednak nie dało. Jak mówi, za uchwałą głosowało 40 procent mieszkańców, część jednak wstrzymała się od głosu, co spowodowało, że nie uzyskano w sumie ponad 50 ich procent.

Pielichowski zapewnia także, że sam właściciel lokalu jest na tak. - Płacę mu regularnie, współpraca układa się dobrze, więc nie ma nic przeciwko - mówi.

"Nie zamierzamy ulegać presji"

Próbowaliśmy otrzymać komentarz w tej sprawie od wspólnoty mieszkaniowej. Poproszono nas o przesłanie pytań drogą mailową. Czekamy na odpowiedź.

"Trzeba podkreślić, iż deweloper deklarował nabywcom, że nie będzie prowadził sprzedaży lokali usługowych pod funkcje gastronomiczne i dlatego lokale te nie są wyposażone w niezbędną do tego infrastrukturę techniczną. Przygotowujemy działania formalnoprawne" - możemy przeczytać w oświadczeniu przesłanym do portalu gazeta.pl. "Nie zamierzamy ulegać presji ani szykanom" - dodaje zarząd.

Kolejne pomysły

Oprócz lumpeksu Pielichowski ma pomysł, aby w Wigilię powstał tu rodzaj stołówki dla bezdomnych. Czy to nie traktowanie ludzi przedmiotowo do własnych celów? - Nie, ten pomysł powstał nawet na jednym z portali społecznościowych. Ktoś napisał, że skoro lokal stoi pusty, to może wykorzystać go dla osób bezdomnych. Ktoś zadeklarował, że mógłby piec chleb. Ja to podchwyciłem - opisuje.

su/sk