List gończy za oskarżonym o zabójstwo. Sąd uznał, że utrudnia proces

Warszawa

tvnwarszawa.plSprawa w sądzie

Warszawski sąd nakazał w piątek zarządzić poszukiwania listem gończym Arkadiusza B. oskarżonego w poszlakowym procesie o zabójstwo w 2005 r. kobiety poznanej na portalu randkowym. Sąd uznał, że B. utrudnia proces, ukrywając się przed wymiarem sprawiedliwości.

Ponowny proces B. przed Sądem Okręgowym w Warszawie dobiega końca - pozostały już tylko mowy końcowe stron. Od miesięcy oskarżony nie stawia się jednak na rozprawy. W grudniu sąd uznał jego nieobecność za nieusprawiedliwioną i nakazał jego aresztowanie na trzy miesiące.

Nie zastali oskarżonego

Jak w piątek poinformował sąd, policjanci byli w miejscu zamieszkania B. "raz czy dwa", ale nie zastali oskarżonego. Prokurator wniósł więc o ściganie go listem gończym, do czego sąd się przychylił. Uzasadnił to utrudnianiem postępowania.

"Z uzyskanych informacji wynika, że oskarżony B. nie został zatrzymany, ponieważ ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości" - powiedział sędzia Wojciech Małek.

Rozprawa została odroczona bezterminowo.

Proces po raz drugi

Poszlakowy proces B. - ciała ofiary nie odnaleziono - jest prowadzony już po raz drugi. Sprawa wielokrotnie była opisywana w mediach. Prokuratura zarzuca Arkadiuszowi B., że zamordował poznaną na portalu randkowym Edytę W.; wcześniej nakłonił ją do pożyczenia mu ponad 70 tys. zł. Do zabójstwa miało dojść w listopadzie 2005 r. w Warszawie w mieszkaniu wynajmowanym przez oskarżonego.

W 2010 r. SO uniewinnił B. Wcześniej B. został zwolniony po ponad 4 latach aresztu. "Brak w sprawie jednoznacznego i kategorycznego dowodu, że zaginiona Edyta W. nie żyje, nie udało się też ustalić, że zabił ją oskarżony" - uznał wówczas sąd. Ten wyrok w 2011 r. uchylił sąd apelacyjny, według którego SO niedostatecznie wziął pod uwagę opinie biegłych i nie opisał wątpliwości uzasadniających uniewinnienie.

Okłamywał ją?

Prokuratura nadal uważa, że to B. zabił Edytę W. Według prokuratury oskarżony od początku znajomości okłamywał ją - mówił, że prowadzi firmę; podawał się też za wnuka znanego reżysera filmowego. Edyta W. planowała z nim ślub. Jednocześnie B. utrzymywał kontakty z innymi kobietami. Oskarżenie dowodzi, że B. był ostatnią osobą, z którą Edyta miała kontakt, a B. przez kilka dni wietrzył mieszkanie, miał także spłacić część długów. W łazience u B. odkryto ślady krwi Edyty W.

Obrona wskazuje, że akt oskarżenia opiera się na przypuszczeniach. "Oskarżony posługiwał się nieprawdziwymi informacjami, bo miał wyobraźnię i taki był jego sposób na życie, ale czy z tego można wnioskować morderstwo?" - mówił mec. Zbigniew Jewdokin.

PAP/ran