Legia znęcała się nad Góralami. Zdobyła Klimczok, finał ma w kieszeni

Warszawa

Piłkarze Legii są na najlepszej drodze do finału Pucharu Polski. Podbeskidzie nie zawiesiło mistrzom Polski poprzeczki specjalnie wysoko. Faworyci wygrali pod Klimczokiem 4:1 i rewanż w Warszawie będzie formalnością.

Legioniści pojechali na południe Polski naładowani energią, głodni tytułu, który zdobywali najczęściej ze wszystkich polskich klubów, i z chęcią zdobycia niewygodnego dla siebie terenu, bo dwa ostatnie spotkania z Podbeskidziem na jego śmieciach przegrali (0:1 i 1:3).

Kompleks Górali w Bielsku-Białej dla Legii to już historia. Mistrzowie Polski zagrali jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy w tym sezonie mecz. Pokazali klasę, nie dopuszczali piłkarzy Podbeskidzia do głosu, więcej - rzadko pozwalali wyprowadzać gospodarzom ataki, bo za ich kasowanie od razu brali się rządzący w środku boiska Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak.

Dwa ciosy i niewykorzystany karny

Tak naprawdę zanim drużyny zeszły do szatni na przerwę, było już właściwie po meczu. Strzelanie rozpoczął krytykowany ostatnio za dotychczasową formę Michał Masłowski, ale duża w tym zasługa bramkarza rywali Richarda Zajaca, który nie opanował piłki dziwnie odbitej od fatalnie przygotowanej płyty boiska. Chwilę później precyzyjnym strzałem głową popisał się Vrdoljak.

Dwa ciosy, a wszystko to w pół godziny. Wydawało się, że Podbeskidzie się już nie podniesie. Ni stąd, ni zowąd na początku drugiej połowy otrzymało jednak szansę na piłkarskie "zmartwychwstanie". Gospodarze mieli rzut karny, który wystarczyło zamienić na gola - zadanie z pozoru dziecinnie łatwe, ale w środę przerosło Adama Deję, którego strzał zatrzymał Duszan Kuciak. Wydaje się, że tą interwencją Słowak przybliżył się do odzyskania miejsca w bramce Legii, które utracił na rzecz Arkadiusza Malarza.

50-metrowy rajd Kucharczyka

Zaprzepaszczona szansa podcięła miejscowym skrzydła. Za dobijanie słaniających się na nogach Górali wzięli się Michał Kucharczyk, którego gol poprzedził 50-metrowy rajd, i wprowadzony w drugiej połowie Jakub Kosecki. Łzy Podbeskidziu otarł były legionista Maciej Korzym.

Rewanż w Warszawie 8 kwietnia będzie formalnością. W drugim półfinale rewelacyjni Błękitni Stargard Szczeciński niespodziewanie poradzili sobie z Lechem 3:1.

CZYTAJ TEŻ NA SPORT.TVN24.PL

twis