Legia odetchnęła. Szalony mecz mistrza

Warszawa

Kapitalny mecz przy Łazienkowskiej. Wydawało się, że Legia łatwo pokona u siebie Wisłę Płock, a tymczasem zafundowała sobie horror. Ostatecznie wygrała 3:2 po golu strzelonym kilka minut przed końcem.

Legia chciała powiększyć przewagę nad grupą pościgową, interesowało ją więc tylko zwycięstwo. Aby je osiągnąć, nie mogła pozwolić sobie na powtórkę z jesieni. Wisła wbiła jej wtedy dwa gole już na początku, potem skutecznie się broniła i ostatecznie zabrała do Płocka komplet punktów.

Im bliżej było środowego spotkania, tym problemów mistrzom Polski przybywało. Niemal w ostatniej chwili z kadry wypadł Jarosław Niezgoda, w ostatniej - Michał Pazdan. Obaj przegrali z kontuzjami. W sumie, w porównaniu z meczem poprzedniej kolejki, doszło aż do pięciu zmian w wyjściowym składzie.

Gol przypadek

Efekty roszad widoczne były gołym okiem. Przemeblowani gospodarze nie wiedzieli, jak dobrać się do wiślaków. Zagrażali im rzadko. Po kilkunastu minutach powinni prowadzić. Szansę zmarnował chorwacki weteran Eduardo, który z kilku metrów trafił prosto w bramkarza.

Skutecznie interweniujący Thomas Daehne nie popisał się kilkanaście minut później. Po rzucie rożnym dla gospodarzy tak niefortunnie piąstkował, że trafił piłką w twarz w nadbiegającego na dośrodkowanie Cafu i futbolówka wylądowała w siatce. Gol kuriozum. Jednym z najbardziej zaskoczonych zawodników - sam strzelec.

Po wyrównanej pierwszej połowie, w drugiej o wiele groźniejszym zespołem byli goście. Legię dwukrotnie ratował bramkarz Arkadiusz Malarz, wygrywając pojedynki sam na sam.

Gospodarze dali się przycisnąć. Próbowali kontrować. Po jednym z szybkich ataków wydawało się, że będzie po meczu. Prowadzenie podwyższył Michał Kucharczyk, który pojawił się na murawie zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej, zmieniając bezbarwnego Eduardo.

W kolejnym kwadransie legioniści przeżyli wstrząs. Najpierw stracili piłkarza, bo za drugą żółtą kartkę wyleciał Mauricio. Potem dwa gole. Głową skutecznie uderzył Alan Uryga, a następnie z woleja huknął Kamil Biliński. Malarz był bez szans. Stadion zamilkł.

Resztkami sił

Wydawało się, że nacierający wiślacy na tym nie poprzestaną. Tymczasem Legia zdołała wykrzesać z siebie resztkę sił. Nacisnęła gości na ich połowie, piłkę stracił ekslegionista Dominik Furman. Strzał w słupek oddał Sebastian Szymański. W odpowiednim miejscu znów był Cafu, który dobił uderzenie do pustej bramki.

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek mistrzowie Polski mają trzy punkty przewagi nad drugą Jagiellonią, która w środę wygrała na wyjeździe z Lechem (2:0). Zespół z Poznania traci do lidera pięć punktów. W walce o tytuł pozostały już tylko te trzy drużyny. Przy tej samej liczbie punktów na koniec sezonu o mistrzostwie zadecyduje kolejność po pierwszej części rozgrywek. Wyglądała ona następująco: Lech, Jagiellonia, Legia.

Legia Warszawa - Wisła Płock 3:2

WIĘCEJ NA SPORT.TVN24.PL

TG