Legalne graffiti zamiast bazgrołów? Kolejarze czekają na konkrety

Warszawa

Michał/Kontakt24Tak wyglądają obecnie przejścia stacji PKP Powiśle

Stacja PKP Powiśle odświeżona na krótko przed rozpoczęciem Euro 2012 została zdewastowana. Pojawia się pytanie, czy dobrym sposobem na bazgroły nie byłoby legalne graffiti. - Jesteśmy otwarci na propozycję, ale jeszcze nikt się do nas nie zgłosił – twierdzą kolejarze.

Na stacji PKP Powiśle najgorzej wyglądają przejścia od strony ulicy Kruczkowskiego, które opisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Ściany wypełniły się wulgarnymi napisami i tagami.

Biel przyciąga wandali

Przed rokiem ta sama przestrzeń została udostępniona artystom. Sponsorem materiałów do malowania była jedna z firm produkujących farby. Kolorowe rysunki można było podziwiać do momentu rozpoczęcia remontu, niedługo przed startem Euro. Nikomu nie było w głowie zamalowywanie istniejących prac.

W czasie remontu stacja przeszła "estetyzację", ściany nabrały lśniąco białego koloru. Skusiło to wandali, pseudografficiarzy, którzy bez skrupułów "ozdobili" je swoją twórczością.

Kolejarze chcą konkretów

Nasuwa się pytanie, czy nie lepiej ponownie udostępnić przejście artystom, którzy legalnie by je pomalowali. Kolejarze nie widzą przeszkód, ale - jak podkreślają - jeszcze nikt się do nich z takim pomysłem nie zgłosił. – Jeżeli otrzymamy konkretną propozycję i pojawi się ktoś, kto będzie nad tym trzymał pieczę, jesteśmy gotowi zacząć współpracę i to miejsce udostępnić – deklaruje Jan Telecki, dyrektor warszawskiego oddziału PKP PLK.

Przypomina, że kolejarze udostępnili swoją przestrzeń także w ramach akcji Street Art Doping dwa lata temu. – Do dziś można zobaczyć prace, które powstały w ramach tej akcji – zauważa dyrektor.

Problem w tym, że w przypadku przejść przy PKP Powiśle kolejarze zostali zobligowani do przywrócenia dawnego koloru przez stołecznego konserwatora zabytków. – Dopiero za czwartym razem udało się nam przywrócić nakazany kolor, mimo, że ta część stacji nie jest w rejestrze zabytków – twierdzi Telecki.

Konserwator jest sceptyczny

- Z punkt widzenia konserwatora, jakość graffiti nie ma znaczenie. Faktem jest, że pojawia się jakiś znak graficzny, który jest obcy dla wartości tego obiektu. To jest problem - mówi Piotr Brabander, stołeczny konserwator zabytków - Zgadzam się, że dobre graffiti jest lepsze niż bazgroły. Ale po udostępnieniu dla grafficiarzy mogłyby tam przychodzić inne osoby i malować właśnie bazgroły - dodaje.

Konserwator podkreśla, że ostotna jest lokalizacja. W niektórych miejscach, jak na przykład przy Tamce, obok Pałacu Ostrogskich była zgoda na stworzenie graffiti. - Ale w tej sytuacji była to ściana szczytowa. A miejsce czy charakterystyczna architektura stacji Warszawa Powiśle nie wskazują na to, żeby dopuszczać tam tego typu działalność - tłumaczy Brabander.

bf/ran/b