Kuria ws. skazanego księdza: Nie było bezpośredniego zagrożenia

Warszawa

tvn24.plGrzegorz K. został skazany w marcu

"Uważne zbadanie okoliczności pozwalało stwierdzić, że obecnie nie było bezpośredniego zagrożenia ze strony oskarżonego księdza" - zapewnia w specjalnym komunikacie Kuria Diecezji Warszawsko-Praskiej odnosząc się do sprawy księdza Grzegorza K., skazanego za molestowanie, który jeszcze do ubiegłego tygodnia był proboszczem w parafii na Tarchominie.

W 2011 r. ksiądz Grzegorz K. usłyszał zarzuty dotyczące molestowania seksualnego.

Sprawę do prokuratury zgłosił psycholog Marek Sułkowski, który prowadził terapię jednego z wykorzystywanych seksualnie ministrantów. Dorosły już mężczyzna zgłosił się po pomoc, a w trakcie terapii wyszło na jaw, że był w przeszłości ofiarą księdza.

Wyrok skazujący (rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata) zapadł w marcu 2013 r.

Ks. Grzegorz K. nie przyznał się do winy, odmówił składania zeznań i odwołał się od wyroku sądu I instancji.

Psycholog, który zgłosił sprawę prokuraturze, powiadomił też przełożonych ks. Grzegorza z kurii warszawsko-praskiej. Przez dwa lata nie doszło jednak do żadnej interwencji. Dopiero po interwencji dziennikarza programu "Czarno na Białym" ksiądz Grzegorz K. został odwołany z funkcji proboszcza.

"Proces sądowy nie jest jeszcze zakończony"

"Przez dziesięć lat od zdarzeń, które są przedmiotem oskarżenia, nie napłynęły do niej (kurii - red.) żadne informacje ich dotyczące" - napisał dziś w specjalnym komunikacie ks. Wojciech Lipka w imieniu kurii. Podkreślił również, że po ujawnieniu informacji, władza kurialna wszczęła procedurę przewidzianą przez "Wytyczne Konferencji Episkopatu Polski" dotyczącą takich oskarżeń.W komunikacie wyjaśniono, że wytyczne przewidują dwojaką procedurę. Albo dochodzenie przeprowadzone jest przez organa państwowe i sądy świeckie, albo wdraża się dochodzenie kanoniczne, które nie jest podejmowane lub zostaje zawieszone, gdy proces prowadzi państwo. "Proces sądowy nie jest jeszcze zakończony wobec złożenia apelacji od wyroku pierwszej instancji" - pisze ks. Lipka odnosząc się do przypadku Grzegorza K.Ponadto "Wytyczne" wyróżniają kolejne dwie sytuacje: pierwsza dotyczy sytuacji, gdyby ujawnione fakty dotyczyły bieżących wydarzeń i wydawały się prawdopodobne - wówczas należy duchownego natychmiast zawiesić w czynnościach duszpasterskich. Druga sytuacja dotyczy przypadków w z przeszłości, "czynów sprzed wielu lat". "Wytyczne precyzują, że gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia, przełożony rozstrzyga czy duchownego należy zawiesić czy odsunąć od pracy z młodzieżą do czasu wyjaśnienia spraw" - czytamy.

"Wykazał on całkowite posłuszeństwo"

Ks. Lipka tłumaczy, że "uważne zbadanie okoliczności pozwalało stwierdzić, że obecnie nie było bezpośredniego zagrożenia ze strony oskarżonego księdza". Następnie dodał, że "niemniej, po wydaniu wyroku w pierwszej instancji, oskarżony ksiądz otrzymał od biskupa ordynariusza polecenie opuszczenia parafii i wszystkich czynności duszpasterskich do czasu wyznaczenia jego następcy i daty urzędowego przekazania parafii". "W tej sprawie wykazał on całkowite posłuszeństwo i współpracę. Obecnie pozostaje do dyspozycji dalszego dochodzenia przed sądami świeckimi" - podkreślono.

Następnie dodano, że "po zakończeniu sprawy prawomocnym wyrokiem, jego osoba i działania zostaną poddane dodatkowemu dochodzeniu kanonicznemu i wszystkie dokumenty zostaną przekazane do Kongregacji Nauki Wiary, właściwej do rozstrzygania przypadków pedofilii osób duchownych".

"Sprawy, w których nie ma dowodów materialnych"

Na koniec Kuria pisze: "Każdy przypadek pedofilii jest krzywdą i niesprawiedliwością doznaną przez ofiary, powodem zgorszenia wiernych i zdradą misji kapłańskiej. Jest ludzkim dramatem o często trwałych skutkach, w szczególności dla pokrzywdzonych i ich rodzin".

I dodaje: "Stosowanie kar kanonicznych jest niemożliwe przed udokumentowaniem winy. Stąd często mozolne i długotrwałe dochodzenia w sprawach, w których nie ma dowodów materialnych, a procesy mają charakter poszlakowy".

CZYTAJ TAKŻE NA TVN24.PL

Ksiądz był proboszczem w jednej z warszawskich parafii
TVN24

tvn24.pl/nsz/ja/kdj