Kurator Królewskiej 39: nie jestem przekonany, że doszło do oszustwa

Warszawa

archiwum TVN24Reprywatyzacja przed sądem (zdjęcie ilustracyjne)

- Nie jestem przekonany, że w sprawie reprywatyzacji nieruchomości przy Królewskiej 39 doszło do oszustw, prokuratura nie ma żadnego dowodu określającego wartość roszczeń spadkowych - zeznał we wtorek przed sądem Tomasz Ż., oskarżony w procesie dotyczącym "dzikiej reprywatyzacji" warszawskich nieruchomości.

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa w tak zwanym pierwszym dużym procesie dotyczącym reprywatyzacji warszawskich nieruchomości, w którym siedem osób jest oskarżonych o łącznie 24 przestępstwa.

Wartość wyrządzonych przez nich szkód to prawie 300 mln zł.

"Nie ma dowodów"

Przed sądem zeznania składał Tomasz Ż., kurator spadku w sprawie reprywatyzacji nieruchomości przy Królewskiej 39. Prokuratura oskarżyła go między innymi o pomocnictwo w oszustwie i zaniedbania w sprawowaniu wyznaczonej funkcji, w konsekwencji czego wyrządzona została szkoda na ponad osiem milionów złotych.

Tomasz Ż. nie przyznał się do winy. Podkreślił, że aby zarzut pomocnictwa do oszustwa był zasadny, musiałby wiedzieć, że oszustwo jest popełniane. - Ja takiej wiedzy nie miałem, nie mam i nie jestem przekonany, że do oszustwa w tej sprawie w ogóle doszło - oświadczył.

Oskarżony zwrócił uwagę, że prokuratura zarzuca mu m.in. zaniżenie wartości roszczeń do nieruchomości przy Królewskiej 39. Zaznaczył przy tym, że prokuratura do tej pory nie określiła wartości roszczeń. - Skoro nie ma dowodów, ile te roszczenia są warte, to nie można mówić o zaniżeniu bądź zawyżeniu. A mi zarzuca się właśnie zaniżenie wartości roszczeń - dodał.

"Nie wiedziałem o tym"

Były kurator odniósł się także do zarzutu dotyczącego zatajenia przez niego wiedzy o fikcyjnych transakcjach roszczeniami, które miały zostać udokumentowane w opiniach biegłych, wyceniających roszczenia i nieruchomość przy Królewskiej 39.

- Prokuratura zakłada, że ja wiedziałem o fikcyjności transakcji roszczeń. Nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się o tym, że transakcje biegłych mają fikcyjny charakter dopiero z wniosku aresztowego. Nie widzę żadnego dowodu, że ja mógłbym wiedzieć o tej okoliczności - zapewnił.

Dodał, że w tej sprawie również nie ma dowodów określających faktyczną wartość roszczeń.

Metoda "na kuratora"

Proces, w ramach którego Tomasz Ż. składał zeznania, ruszył przed stołecznym sądem w ubiegły wtorek. Akt oskarżenia został wysłany do sądu w marcu 2018 roku. Objął ojca i syna zajmujących się skupowaniem roszczeń i praw do stołecznych nieruchomości - Macieja M. i Maksymiliana M., znanego warszawskiego adwokata Andrzeja M., dwoje adwokatów występujących jako kuratorzy - Grażynę K.-B. i Tomasza Ż. - oraz dwóch rzeczoznawców majątkowych - Michała Sz. i Jacka R.

Z informacji prokuratury wynika, że czyny zarzucane oskarżonym zostały popełnione w latach 2010-2015. "Dotyczą one, gdy chodzi o wątek reprywatyzacyjny, adresów przy ulicach: Siennej 29, Twardej 8, Twardej 10 i Królewskiej 39. Tutaj mieliśmy do czynienia z wyłudzeniem praw i roszczeń do nieruchomości metodą na tzw. kuratora" - przekazała prokuratura w marcu 2018 r.

Akt oskarżenia dotyczy także przejmowania nieruchomości na terenie przedwojennej Osady Kolonialnej nr 4 na Mokotowie przy ulicach Sobieskiego, Piaseczyńskiej i Idzikowskiego, gdzie obecnie są ogródki działkowe.

Kuratorzy osób ponad stuletnich

- W stosunku do nieruchomości położonych w Warszawie przy placu Defilad, ulicy Twardej 8 i 10 oraz ulicy Królewskiej 39 schemat działania oskarżonych polegał na odnalezieniu osoby będącej jednym ze spadkobierców przedwojennych właścicieli nieruchomości. Następnie oskarżeni podejmowali działania zmierzające do uzyskania od tej osoby pełnomocnictwa, które umożliwiało adwokatowi Andrzejowi M. przeprowadzenie szeregu postępowań administracyjnych i sądowych – mówił w marcu ubiegłego roku prok. Michał Ostrowski, dyrektor departamentu ds. przestępczości gospodarczej Prokuratury Krajowej.

Podkreślał, że w postępowaniach administracyjnych przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym w Warszawie o stwierdzenie nieważności decyzji dekretowych następców prawnych dawnych właścicieli reprezentował adwokat Andrzej M. Zdaniem prokuratury M. występował do sądów z wnioskiem o ustanowienie kuratora dla osób nieznanych z miejsca pobytu lub kuratora spadku nieobjętego, jako kandydatów na tę funkcję wskazał adwokatów Tomasza Ż. lub Grażynę K.-B.

Jak podała prokuratura, sądy akceptowały wskazane przez Andrzeja M. kandydatury i wyznaczały kuratorów dla osób, które w chwili podejmowania decyzji miałyby przeszło 100 lat.

Prokuratura: fałszywe dane

Według prokuratury, na podstawie przedłożonych przez kuratorów (adwokatów Tomasza Ż. i Grażynę K.-B.) wniosków i operatów szacunkowych (sporządzanych przez oskarżonych rzeczoznawców Michała Sz. i Jacka R.) sądy wyrażały zgodę kuratorowi na zniesienie praw i roszczeń do nieruchomości za rażąco niską kwotę w stosunku do jej wartości. W jednym przypadku za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 45 mln 573 tys. zł zapłacono 345 tys. zł. W innym za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 24 mln 263 tys. zł zapłacono 422 tys. 318 zł – podawała prokuratura.

Śledczy podkreślają, że zgody sądów, udzielane kuratorom na zniesienie praw i roszczeń do nieruchomości, wyrażane były na podstawie fałszywych danych. Pozwoliło to na pozyskanie przez adwokata Andrzeja M. na rzecz reprezentowanych przez niego spadkobierców, a faktycznie na rzecz oskarżonych Macieja M. i Maksymiliana M., praw do nieruchomości za rażąco zaniżoną cenę.

Oskarżony biegły przed sądem
TVN24

PAP/kz/b