Kulisy pracy "łowców głów". "Znaleźlibyśmy cię wszędzie!"

Warszawa

Kim są "łowcy głów"? UWAGA! TVN
wideo 2/3

Jest ich sześciu, nazywani są "łowcami głów". To policjanci z poznańskiego Zespołu Poszukiwań Celowych. Właśnie doprowadzili do zatrzymania Piotra R., który kilka dni temu spektakularnie uciekł warszawskiej policji. Ale to nie jedyna ich akcja. "Uwaga!" mogła podpatrywać ich przy pracy.

Zobacz cały materiał na stronie "Uwagi!" TVN

W Polsce policjantów ścigających ludzi poszukiwanych listami gończymi nazywa się potocznie "łowcami głów" i "łowcami cieni". Ci pierwsi pracują w komendach wojewódzkich policji, drudzy służą w Centralnym Biurze Śledczym Policji. Jednym z twórców takich specjalnych grup pościgowych jest generał Adam Rapacki, który zauważył, że policja kiepsko radzi sobie z poszukiwaniem przestępców.

- Zdecydowaliśmy, żeby potworzyć we wszystkich komendach wojewódzkich specjalne zespoły ludzi, którzy tylko i wyłącznie będą zajmowali się poszukiwaniem najbardziej niebezpiecznych przestępców - wspomina Adam Rapacki.

Nie oszczędzają siebie i radiowozów

Łowcy głów muszą nie tylko umieć zatrzymać poszukiwanego przestępcę, ale także go ochronić w razie próby odbicia.

- Nie możemy pokazać twarzy tych policjantów, ale to są bardziej "bandyci" niż policjanci. W cudzysłowie "bandyci", bo gdyby wyglądali jak typowi policjanci, to nikogo by nie złapali - mówi Kamil, były antyterrorysta.

Na ćwiczeniach nie oszczędzają siebie oraz radiowozów wycofanych ze służby. - Oni nic już nie muszą. Oni wiedzą, że są najlepsi, ale mimo to zasuwają. To jest ich pasja - zaznacza Kamil.

Kajetan P., Hoss i inni

"Łowcy głów" z Poznania stali się słynni w całej Polsce po kilku spektakularnych akcjach. W ubiegłym roku zatrzymali na Malcie poszukiwanego w całej Europie Kajetana P., podejrzanego o bestialskie zamordowanie w Warszawie młodej kobiety, której odciął głowę.

- Wiedzieliśmy, że Kajetan jest oszczędny, że nie będzie jeździć taksówkami, tylko najtańszymi środkami komunikacji. Wcześniej, w miejscu w którym spał, znaleźliśmy bilety autobusowe. Był pewny, że tam nikt go nie rozpozna, że jest bezpieczny - mówi Stachu z Zespołu Poszukiwań Celowych Komedy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. - Zapytał się tylko skąd jesteśmy. Powiedziałem, że z Poznania i że znaleźlibyśmy go wszędzie - wspomina moment, gdy on i jego koledzy zatrzymali Kajetana.

Arkadiusz Ł., ps. "Hoss", pomysłodawca metody kradzieży na wnuczka, też myślał, że ukryje się przed "łowcami głów". Jednak nie pomogło mu zgolenie brody, wynajęcie kilkudziesięciu mieszkań w Polsce i ciągłe podszywanie się pod różne osoby.

- Mówiąc kolokwialnie, wypadliśmy z papci, jak zobaczyliśmy, że idzie dwóch gości w przebraniu robotników - wspomina jeden z "łowców głów" Erni. I opowiada, jak on i jego koledzy przystąpili do oglądania zapisów monitoringu i szukania szczegółów, które zdradzały przestępcę: czysty strój, puste skrzynki narzędziowe itd. - Śmiem twierdzić, że gdyby gdziekolwiek pojawił się na ulicy, to by go nikt nie rozpoznał - mówi Erni.

Prywatne życie "łowców głów"

W wolnym czasie poznańscy "łowcy głów" biegają w maratonach. Pomaga im to utrzymać kondycję fizyczną. Ich rodziny dobrze się znają. Często razem spędzają czas. Żony nie dowierzają jednak, że ich mężowie cały czas na wyjazdach służbowych poświęcają się pracy.

- Bywają chwile zwątpienia. Dopiero jeżeli później informacja, że ktoś został złapany, idzie jako informacja medialna na pasku w tej czy innej telewizji, uznają, że faktycznie nie byliśmy na tych kręglach, dyskotekach czy dzikich wypadach w stylu "Kac Vegas", tylko byliśmy na robocie - podsumowuje Erni.

Krzysztof Spiechowicz, "Uwaga!" TVN