Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Kto zepsuł Polakom święto?

Warszawa

fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Leszek Szymański/PAP
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Jędrzej Szołtysik
fot. Leszek Szymański/PAP
fot. Jędrzej Szołtysik

11 listopada w Warszawie nie widziałem faszystów. Widziałem zadymiarzy, z których aż parowała amfetamina. Widziałem umykające przed nimi rodziny z dziećmi. Oberwałem wodą z armatki i najadłem się gazu pieprzowego. Tuż obok mnie lądowały butelki rzucane przez Antifę. Święto Niepodległości spędziłem w sercu zamieszek.

- Kim my jesteśmy? - pyta zapłakana kobieta z różańcem w ręku na placu na Rozdrożu. W tym momencie przy Trasie Łazienkowskiej płoną już samochody, kolejne petardy wybuchają w tłumie, a policja kordonem otacza ludzi pod pomnikiem Romana Dmowskiego.

- Precz z komuną! - skanduje tłum. - Panie, to jak w latach 80-tych. Gdyby wtedy polała się krew, dziś nie było by takich problemów - dziarski dziadek przekonuje, że policja niczym nie różni się od milicji. Pewnie dlatego niektórzy z taką nienawiścią atakują mundurowych.

"To jest pokojowa manifestacja"

Miało być zupełnie inaczej. Spokojnie, radośnie, uroczyście. - To jest pokojowa manifestacja - czarują ze sceny organizatorzy Kolorowej Niepodległej. Niestety to nieprawda. Butelka rzucona na oślep zza barykady Antify rozbija się o kilka metrów ode mnie. Jest godzina 14.00 i tłum po przeciwnej stronie barykady zaczyna już gęstnieć.

Kolejne butelki fruną w powietrze, kiedy tylko narodowcy próbują zbliżyć się do blokady. Zamaskowani i ubrani na czarno anarchiści nakręcają swoje emocje okrzykami: - A! A! Antifa!.

fot. Marcin Gula/ tvnwarszawa.pl

- Bartek? - jedna z zakapturzonych postaci na chwilę odsłania twarz. Ku konsternacji policji, przybijam silną "piątkę" z kolegą z dzieciństwa. Podobnych spotkań pewnie nie brakuje. Po obu stronach barykady przeważają ludzie młodzi, którzy często wychowywali się na tych samych podwórkach.

Kiedy Antifa "bawi się" już w najlepsze, plac Konstytucji dopiero się rozgrzewa. Tłum skanduje hasła o Donaldzie, który jest matołem, czerwonej demokracji, okupacji brukselskiej, Romanie Dmowskim i komunistach, co mają wisieć na drzewach zamiast liści. Nikt jednak nie pręży ramienia w faszystowskim pozdrowieniu. Nie słychać, by ktoś obrażał Żydów czy homoseksualistów - choć "niepodległościowcy" nie wyglądają na takich, którzy darzyliby ich sympatią. Obok elegancko ubranych rodzin "do marszu" szykują się też brygady chuliganów.

"To jest wojna!"

Pełna napięcia atmosfera wyczekiwania nagle znika. W jednym momencie w powietrzu zaczyna świszczeć od przelatujących szklanych butelek i petard. Policja odpowiada gazem pieprzowym i armatkami wodnymi.

- Chyba nie tak to pan sobie wyobrażał? Nie boi się pan o swoją rodzinę? - zagaduję stojącego tuż przy mnie młodego ojca z dziećmi. - Chcieliśmy świętować rocznicę niepodległości... - odpowiada i szybko umyka przed strumieniem z armatki wodnej, którego mi już nie udaje się uniknąć.

Interwencja policji dzieli Marsz na dwie grupy i od razu widać, kto przyszedł tu tylko dla zadymy. - Ku***, jesteśmy Polakami! To jest wojna! - okrzyków nawołujących do bezpośredniego ataku na policję jest mnóstwo. Większość uczestników Marszu dawno już opuściła plac Konstytucji, ale naładowani amfetaminą i alkoholem chuligani nawet tego nie zauważyli.

Kuriozalnie wygląda człowiek, który z biało-czerwoną flagą samotnie rzuca się na policjantów. - Mamo, nic mi nie jest - tłumaczy po chwili przez telefon. Grupka zamaskowanych zadymiarzy nakręca się do bitwy z policją. O patriotycznych hasłach dawno już zapomnieli. Tak samo jak o Marszu Niepodległości, który dawno już doszedł do Ronda Jazdy Polskiej.

film Tomasz Zieliński/tvnwarszawa.pl

Poloniści ramię w ramię z legionistami

Awantury prowokują chuligani. Święto, jak mecz piłkarski, jest dla nich jedynie pretekstem, żeby zmierzyć się z policją. Pierwszy raz od śmierci Jana Pawła II kibice warszawskiej Polonii idą obok legionistów. Gdy część marszu składa kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego, wandalom udaje się zniszczyć dwa samochody TVN-u i pobić operatora. Płoną auta.

- Luuuuudzie! Ten samochód zaraz wybuchnie - krzyczy ktoś w tłumie. Na ten sygnał napastnicy sięgają po telefony komórkowe i filmują płonący wóz. Wybuchu nikt się nie boi.

Kiedy emocje już opadają, organizatorzy zgromadzeń odcinają się od zadymiarzy. Ci od Marszu Niepodległości nie czują się odpowiedzialni za chuliganów, a pokojowa-kolorowa za anarchistów. Wcześniej nie zrobili jednak nic, by dać zadymiarzom do zrozumienia, że będą na ich uroczystościach niemile widziani. W innych przypadkach czynili to akurat łatwo. Kolorowa Niepodległa zbanowała mnie na swoim Facebooku już przy pierwszych próbach dyskusji i pytaniach o to, czy zbyt nie szermuje terminem "faszyzm".

Marsz Niepodległości wytrzymał niewiele dłużej. Kiedy któryś z zakapturzonych profili rozszyfrował we mnie "lewacką gnidę", administratorzy profilu nie potrzebowali dużo czasu, by również wskazać mi banem, że razem nam nie po drodze.

BARTOSZ ANDREJUK