Kto odpowiada za zamieszki? "Organizator marszu"

Warszawa

TVN24Rozmowa z dyrektor miejskiego biura bezpieczeństwa

- Nie jesteśmy w stanie ocenić, kto odpowiada za całą sytuację, ale gdybym miała kogokolwiek wskazać, to jest organizator Marszu Niepodległości - powiedziała w TVN24 Ewa Gawor, dyrektor miejskiego biura bezpieczeństwa. Zaznaczyła, że miasto prosiło organizatorów o stworzenie regulaminu marszu, ale ten "nie podjął wyzwania". Jej zdaniem efektem tego była obecność osób zamaskowanych podczas zgromadzenia.

Dyrektor biura bezpieczeństwa podkreśliła, że to organizator zaprasza ludzi na marsz.

- Wczoraj na ulicach mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy osób. Organizator powinien już wyciągnąć wnioski i wiedzieć, co się dzieje w związku z organizowanym przez niego marszem. Ta sytuacja jest już któryś rok z kolei - komentowała Gawor.

Organizator co prawda odciął się od grupy chuliganów, jednak zdaniem Gawor mógł przewidzieć, kto na marsz przyjedzie.

- Tak jak my przygotowujemy się i analizujemy zagrożenia, tak samo organizator musi to zrobić - wyjaśniła dyrektorka miejskiego biura bezpieczeństwa.

Nie stworzyli regulaminu

Gawor dodała, że materiał z nagrań monitoringu będzie dowodem w sprawie.

- O tym wiedzieli uczestnicy wczorajszych rozrób i dlatego byli zamaskowani. Prosiliśmy organizatora, aby stworzył coś w rodzaju regulaminu na Marsz Niepodległości i ogłosił uczestnikom, że nie liczy sobie osób zamaskowanych. Organizator nie podjął tego wyzwania i stąd mieliśmy osoby zamaskowane. Będzie problem z identyfikacją. Policja zatrzymała jednak prawie 300 osób - przekazała urzędniczka.

"Policjanci otwierają bagażnik, a tam..."

O zatrzymaniach już przed marszem mówił na antenie TVN24 Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.

- Jest mi trudno wyobrazić sobie, do czego by doszło, gdyby nie zatrzymania, sprawdzania bagażników, plecaków. Oni zjeżdżali z całego kraju. Podam chociaż jeden przykład, samochodu z Bełchatowa do Warszawy. Policjanci otwierają bagażnik, a tam około 170 materiałów niebezpiecznych, które można było używać w trakcie marszu. To są petardy, to są race. Zabezpieczyliśmy butelki z benzyną, do których były podczepione petardy - opisywał Sokołowski.

Rzecznik KGP o zatrzymaniach
TVN24

"Kilkaset osób wyskoczyło przed czoło marszu"

- Wiedzieliśmy, że mogą być osoby, które szukają zadymy. To widać po sposobie zachowania, ubrania, ale to nie jest podstawa, aby kogoś zatrzymać. Te osoby były w tłumie, szły razem z Marszem Niepodległości. Gdy marsz docierał końca mostu, kilkaset osób wyskoczyło przed czoło - mówił Sokołowski. I dodał: - W tym roku udało się oddzielić grupę kilkusetosobową od marszu i to było sukcesem. Mogliśmy skoncentrować swoje działania na grupie chuligańskiej.

Inna trasa Marszu Niepodległości

Marsz Niepodległości w tym roku przeszedł inną trasą niż w latach ubiegłych - począwszy od ronda Dmowskiego, Alejami Jerozolimskimi, mostem Poniatowskiego na praski brzeg Wisły. Zakończył się na błoniach Stadionu Narodowego.

Od początku dochodziło do drobnych incydentów - uczestnicy manifestacji odpalali petardy, rzucali race. Już na samym początku doszło do zaatakowania policjantów przez kilkunastu chuliganów; do zamieszek doszło jednak na końcu trasy marszu, choć bojówkarze cały czas atakowali policjantów i prowokowali uczestników manifestacji.

Zamieszki przy Narodowym

Bojówkarze rzucali w stronę policjantów kostką brukową, butelkami, racami, petardami, drzewcami flag.

Najnowszy bilans to ponad 275 osób doprowadzonych na policję, rannych 51 policjantów i 24 osoby cywilne. Mimo, to policja ocenia, że to był najspokojniejszy 11 listopada od lat.

bf/mz