Ksiądz skazany za molestowanie, do niedawna nadzorował ministrantów

Warszawa

TVN24Ksiądz był proboszczem w jednej z warszawskich parafii

- Zaczął mówić mi, że to dobrze, jak mężczyźni mają homoseksualne doświadczenia, bo to ich rozwija. Wskazywał, że tak było w starożytnej Grecji, że prawdziwa miłość może być tylko między mężczyznami - m.in. tak o księdzu Grzegorzu K., który do wczoraj był proboszczem w jednej z warszawskich parafii opowiadał były ministrant, który oskarżył duchownego o molestowanie seksualne. Mimo wyroku sądu, który skazał księdza w tej sprawie, nie został on odwołany z funkcji, nadal też odprawiał msze, m.in. dla dzieci, i miał pod opieką ministrantów.

Do wczoraj ksiądz Grzegorz K. był proboszczem parafii na warszawskim Tarchominie. Udzielał sakramentów, spowiadał, odprawiał msze, w tym cotygodniową mszę dla dzieci. Sprawował również opiekę nad 32 ministrantami. Od momentu, kiedy w 2011 r. usłyszał zarzuty, odprawił mszę co najmniej 500 razy.

Dopiero po interwencji dziennikarza programu "Czarno na Białym" ksiądz Grzegorz K. został odwołany z funkcji proboszcza.

Wyrok zapadł dwa lata temu

Sprawę do prokuratury zgłosił psycholog Marek Sułkowski, który prowadził terapię jednego z wykorzystywanych seksualnie ministrantów.

Dorosły już mężczyzna zgłosił się po pomoc, a w trakcie terapii wyszło na jaw, że był w przeszłości ofiarą księdza.

W listopadzie 2011 r. wszczęto śledztwo. - Zapadło orzeczenie jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata - powiedziała Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga.

Wyjaśniła, że wyrok zapadł w marcu 2013 r., po wysłuchaniu zeznań przesłuchanych osób, które w tamtym okresie miały kontakt z księdzem i ministrantami. Przesłuchano również dorosłych już mężczyzn i poproszono o opinię psychologa.

Ks. Grzegorz K. nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań.

"Po drugim pocałunku polizał mnie po szyi i uszach"

Do molestowania - według prokuratury i sądu - dochodziło w 2001 r. w jednej z otwockich parafii. Z zeznań świadka byłego ministranta wynika, że ksiądz zapraszał chłopców do siebie i pokazywał pornograficzne filmy. Częstował też alkoholem.

Relacja ministranta: "Powiedział do mnie coś w stylu 'Znajdź jakieś pornole', coś takiego (...), wspólnie oglądaliśmy te filmy (...). Ja siedziałem przed komputerem, ksiądz stał za mną, ale czasami się odwracałem i patrzyłem na księdza (...). Ksiądz Grzegorz K. oglądał te filmy i popijał drinka."

Dalej młody mężczyzna opisuje: "Po chwili ksiądz Grzegorz K. znowu mnie przycisnął i pocałował w usta, jak za pierwszym razem, z tym że teraz dłużej. On mnie przytulał. Ja nie potrafiłem się wyrwać i zareagować (...). Ksiądz Grzegorz przy drugim pocałunku polizał mnie jeszcze po szyi i uszach."

Były ministrant relacjonował też, że ksiądz całował go "przed samą mszą", w zakrystii. "Ja później w ogóle nie chciałem przychodzić na plebanię, miałem lęki i obawy, że to się powtórzy" - opowiada.

Opisuje też wyjazdy z księdzem K. na basen, kiedy to ksiądz, w czasie pływania miał chwytać go za genitalia i całować.

Kuria nie reagowała

Psycholog, który zgłosił sprawę prokuraturze, powiadomił też przełożonych ks. Grzegorza z kurii warszawsko - praskiej. Przez dwa lata nie doszło jednak do żadnej interwencji.

Dziennikarz "Czarno na Białym" przez ponad miesiąc usiłował uzyskać komentarz od przełożonego księdza Grzegorza K. - arcybiskupa Henryka Hosera, jednak hierarcha nie chciał rozmawiać o sprawie.

Na temat pedofilii w swojej kurii abp Hoser wypowiedział się raz - w oświadczeniu krytykującym ks. Wojciecha Lemańskiego. Hoser odwołał ks. Lemańskiego z funkcji proboszcza parafii w Jasienicy za krytykę przełożonego, którą uznał za dezinformowanie społeczeństwa. W oświadczeniu na temat niepokornego proboszcza Hoser zarzucił Lemańskiemu m.in., że "ukazywał Kościół jako środowisko gwałcicieli, pedofilów, hipokrytów, zdzierców i pijaków".

Czytaj także na tvn24.pl

kg//kdj