"Krzyczała do uszu, przetrzymywała na leżakowaniu". Zarzuty dla przedszkolanki

Warszawa

Wersja rodzicówMateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl
wideo 2/3

Szarpała dzieci za ręce i ubranie, ściskała dłonie, nie wypuszczała do toalety, krzyczała. Tak zdaniem śledczych posłuszeństwo na dzieciach wymuszała Krystyna W., przedszkolanka z Ursynowa. Kobieta właśnie usłyszała zarzuty.

Niepokojące informacje z przedszkola na Ursynowie otrzymaliśmy pod koniec ubiegłego roku. Sygnał dała opiekunka. Kobieta miała widzieć, jak Krystyna W. szarpała dziecko.

Rodzice zareagowali szybko. W listopadzie 2016 roku spotkali się z dyrekcją, gdzie powtórzyli przerażające historie swoich dzieci. Można je przeczytać w protokole ze spotkania, do którego udało nam się dotrzeć (zmieniliśmy imiona dzieci):

"Oliwia stała się wycofana, wróciła do smoczka. Poniedziałkowe wyjścia do przedszkola poprzedzone były wymiotami".

"Antek był przetrzymywany na leżakowaniu. Nie mógł wyjść do toalety w związku z tym zsikał się na leżak".

"Ewa od połowy września nie chciała chodzić do przedszkola. Powiedziała mamie, że pani Krystyna krzyczała jej do uszu, że wszystko to jej wina".

Fizyczne i psychiczne znęcanie się

Jak informuje prokuratura, w toku dochodzenia przesłuchano kilkudziesięciu świadków, w tym dzieci. Zeznawali rodzice oraz pracownicy przedszkola.

- Wczoraj Krystynie W. przedstawiono dwa zarzuty fizycznego i psychicznego znęcania się nad 11 podopiecznymi przedszkola. Chodzi o takie zachowania, jak szarpanie dzieci za ręce i ubranie, ściskanie za ręce, popychanie, niewypuszczenie do toalety oraz krzyczenie na dzieci i wymuszanie w ten sposób bezwzględnego posłuszeństwa – podaje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej.

Precyzuje też, że w przypadku dziesięciu dzieci zarzuty dotyczą okresu od września 2016 r. do 25 października 2016 r. W przypadku jednego dotyczą roku szkolnego 2014/2015.

W. nie przyznała się do winy, złożyła obszerne wyjaśnienia, ale te – zdaniem śledczych – są sprzeczne ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym. Kobiecie grozi pięć lat więzienia.

Mieli pretensje do dyrektorki

Policję zawiadomiła dyrektorka placówki Anna Zabielska, choć rodzice i tak są rozczarowani jej postawą. Opiekunowie już na początku roku twierdzili, że skargi na Krystynę W. były wcześniej, a dyrektorka nie reagowała. Nieoficjalnie mówili nam, że świadkiem jednej z takich sytuacji była woźna, która o wszystkim opowiedziała Zabielskiej, a wtedy została zwolniona.

Sprawa trafiła na dzielnicową sesję, tam radni uznali, że dyrektorka zachowała się tak, jak powinna.

Kuratorium z kolei podało nam informację, że do 2016 roku na W. oficjalnych skarg nie było, a kobieta nie prowadzi już zajęć z dziećmi. Komisja dyscyplinarna pani Krystyny nie zawiesiła, bo ta poszła na zwolnienie.

Oficjalnych skarg do kuratorium nie było, ale były sygnały. Podczas ubiegłorocznej sesji jedna z nauczycielek przedszkola przeczytała oświadczenie, w którym kadra broniła przełożonej. Ale wspomniała też, że już w 2015 roku na biurko dyrektor Zabielskiej trafiła skarga rodziców na panią Krystynę.

Dziś śledczy te przypuszczenia potwierdzają.

Klaudia Ziółkowska/mś