Koniec rządów inżyniera Galasa? Ratusz dementuje

Warszawa

archiwum TVNJanusz Galas

Miejski inżynier ruchu Janusz Galas odejdzie ze stołecznego ratusza, jego następca jest już wybrany – poinformowała w piątek "Gazeta Stołeczna". Urząd miasta nie potwierdza doniesień. Rzecznik ratusza komentuje krótko: to spekulacje medialne.

Galas pełni swoją funkcję od 17 lat. Przetrwał – jak przypomina "Stołeczna" – czterech prezydentów stolicy i dwóch komisarzy. Długo wydawał się niezatapialny. O jego możliwej dymisji nieoficjalnie zaczęto mówić pod koniec ubiegłego roku.

Według dziennika, nieoficjalne plotki wkrótce mają zamienić się w konkret. "Stołeczna" podkreśla, że informacje o dymisji inżyniera ruchu potwierdziła w dwóch niezależnych źródłach. Podaje, że następca Galasa jest wybrany, a jego nazwisko poznamy niebawem. Albo jeszcze w styczniu, albo po wprowadzeniem nowej organizacji ruchu na Woli, w związku z budową kolejnego odcinka II linii metra.

Rzecznik: to spekulacje medialne

Rzecznik prasowy urzędu miasta zdecydowanie dementuje zapowiedzi "Gazety". - To są spekulacje medialne – zapewnia Bartosz Milczarczyk. – Nic w tej sprawie się nie dzieje. Jakby była taka zmiana, poinformowalibyśmy o niej. W żadnym wypadku tego nie potwierdzam – dodaje.

Janusz Galas to jeden z najbardziej kontrowersyjnych urzędników w stołecznym ratuszu. Jako inżynier ruchu podpadł zarówno kierowcom, jak i rowerzystom.

Tym pierwszym m.in. poprzez wytyczanie buspasów. Decyzja budziła głośne protesty. Zmotoryzowani alarmowali, że jeden pas mniej sprawi, że utkną w ogromnych korkach. Sprzeciw był szczególnie donośny w 2009 roku, gdy uprzywilejowano autobusy na Trasie Łazienkowskiej. Na początku rzeczywiście tworzyły się korki, później sytuacja się ustabilizowała.

Protesty ucichły, ale… wróciły dwa lata później wraz z pomysłem wytyczenia buspasa na ulicy Górczewskiej. Kierowcy znów obawiali się, że to zakorkuje arterię. Galas przekonywał wtedy, że będzie to pomocne między innymi w obsłudze komunikacyjnej po zamknięciu mostu Śląsko-Dąbrowskiego.

Kontrowersyjne decyzje

Niemałe zamieszanie w głowach kierowców spowodowały też decyzje Galasa sprzed około 10 lat o zasłanianiu czarną folią sygnalizatorów z zielonymi strzałkami.

Inżynier twierdził, że robi to ze względu na przepisy. A po ich zmianie sporo takich sygnalizatorów wróciło. Historia z "być albo nie być" dla zielonych strzałek toczyła się jednak przez lata, wróciła też kilka miesięcy temu. Najpierw drogowcy proponowali ich likwidację, a później wiceprezydent Warszawy polecił, by wstrzymać się z tym ruchem.

Słów krytyki Galasowi nie szczędzą też rowerzyści. Mają za złe, że tworzy im tzw. czerwoną falę na przejazdach. Zarzucają, że na głównych trasach rowerowych zielone światło dla rowerzystów jest skracane do kilku sekund, mimo że poruszający się równolegle kierowcy i piesi mają zielone znacznie dłużej.

"Nie da się"

Przykłady kontrowersyjnych decyzji inżyniera widzieliśmy też pod koniec ubiegłego roku, w związku z nową organizacją ruchu wokół budowy metra na Woli. Janusz Galas zawiesił działanie śluzy tramwajowej na Obozowej przy Deotymy. Robił to "z dużym niepokojem o bezpieczeństwo pieszych". Niepokój był uzasadniony. Kilka dni później potrącona została tam kobieta. Trafiła do szpitala. Miasto zdecydowało na razie, że zainstaluje sygnalizator z żółtym pulsującym światłem.

Kolejny głośny przykład to zmiany przy tunelu na Trasie WZ. Od lat o stworzenie tam "przystanku wiedeńskiego" (czyli podniesienia jezdni w rejonie przystanka do poziomu chodnika) apelowało m.in. stowarzyszenie Zielone Mazowsze, ale od miejskiego inżyniera ruchu słyszało dotąd klasyczną odpowiedź: "nie da się".

Powodem miała być klasa drogi – formalnie bowiem Trasa W-Z jest drogą wojewódzką, a na takich nie można spowalniać ruchu. Dopiero w listopadzie nowa wiceprezydent Renata Kaznowska stwierdziła, że można tu zrobić wyniesiony przystanek.

Zobacz, jak Janusz Galas tłumaczył się z zakorkowanej Warszawy na antenie TVN24:

Janusz Galas o korkach w Warszawie
TVN24

ran/kw/mś